wtorek, 21 lutego 2012

Andzia w bośniackiej mgle, czyli na Bałkanach bez zmian

To nie będzie recenzja filmu. Nie tylko dlatego, że trudno pisać recenzję czegoś, czego się nie widziało, ale dlatego, że to co dzieje\-ało się wokół reżyserskiego debiutu holywoodzkiej gwiazdy jest znacznie ciekawsze, i więcej mówi o sytuacji w BiH, i u sąsiadów, niż sam film. (Opinie polskich recenzentów po pokazie w Berlinie można odnaleźć bez trudu).
Na portalach serbsko-chorwacko-bośniackich natomiast właśnie wygasają ostatnie emocje związane z premierami filmu w Bośni i Chorwacji. Wystarczy pobieżnie przejrzeć tytuły więkoszości „artykułów”, by zorientować się, iż nie o film tu chodzi, i że całe zjawisko pt. Angelina w Bośni, stanowi świetny materiał bardziej dla socjologów wszelkiej maści niż znawców sztuki filmowej.
Ale od początku:
Andzia przyjechała do BiH jakieś półtora roku temu, spotkała się z ofiarami wojny w BiH i wstrząśnięta ich opowieściami postanowiła zrobić film, o czym pisała swego czasu kolezanka po blogu http://www.mojesarajevo.blogspot.com/2010/10/nasza-angelina.html

Potem Andzia zrobiła film (na Węgrzech).
Potem chorwacki dziennikarz, o typowo chorwackim nazwisku Braddock, oskarżył Andzię o plagiat. (Po czym pomyślałam sobie, że nie zdziwiłabym się, gdyby to była część promocji filmu, wymyślona przez Andziowych PR-owców:)
Potem Andzia pojechała do Rade Šerbedžiji na chorwackie Brijune.
Potem ogłoszono, że „jest już tytuł” filmu; (jakiś „językoznawca” połączył dwa tureckie słowa „bal” i „kan” („krew” i „miód”) dodał dwa do dwóch i wyszło mu Balkan:)
Potem ogłoszono, że „jest już trailer”.
Potem ogłoszono, że „film będzie pokazywany w lokalnym języku”. Andzia powiedziała, że tak jest autentyczniej. (Potem słyszałam angielski akcent Gorana Kosticia, faktycznie - "tak jest autentyczniej…" :)
Potem ogłoszono, że „jest już plakat”.
Potem Angie film pokazała w Sarajewie na specjalnym seansie dla członków organizacji zrzeszających ofiary i rodziny ofiar wojny.
Potem większość serbskich mediów (bez oglądania filmu) obwieściło, że film jest antyserbski.
Potem boszniackie media od razu były zachwycone.
Potem, zanim sam książę z Laktaša Milorad D. sam wpadł na ten pomysł doniosły, że Mile zabronił pokazów filmu w Republice Serbskiej.
Potem ci sami, którzy nie pozwolili Andzi na robienie filmu w Bośni, byli zachwyceni.
Potem Mile wieść o zakazie zdementował. Zdementowały boszniackie media.
Potem Mile filmu pokazywać zabronił.
Potem bośniackie media doniosły, że Andzia (rekord?) osiem godzin (bez przerwy?) mówiła o swoim filmie dla amerykańskiego Newsweeka.
Potem nastąpiły premiery w Nowym Jorku i Losie Andżelesie.
Potem amerykańskie recenzje były średnie, a recenzenci zastanawiali się, dlaczego Andzia zrobiła film na temat, który i 20 lat wcześniej nikogo nie obchodził…
Potem boszniackie media znów były zachwycone.
Potem wszyscy pisali jak pięknie Andzia wyglądała, jaka okropna ta wspólnota międzynarodowa, jacy dobrzy ci bośniaccy aktorzy, i jaką to świetną rzecz zrobili dla swego kraju.
Potem serbskie media znów nie były zachwycone.
Potem Andzia wywiadów udzielała, mówiła i mówiła, tłumaczyła się i tłumaczyła (że film „trudny i brutalny”, że „nie antyserbski”), a na pytanie czy zaadoptuje dziecko z Bośni, jak się to pięknie mówi po naszemu, „została bez tekstu”.
Potem z RS nadeszły wieści, że „ten film to śmieć”.
Potem Mile Dodik oświadczył, że nie ma nic przeciw projekcjom filmu w RS.
Potem Andzia dostała w USA nagrodę za działalność humanitarną.
Potem Andzia dostała nominację do Złotego Globa. Globa nie dostała.
Potem film wyświetlano w Sarajewie podczas tygodniowych „ekskluzywnych” pokazów.
Potem w internetowych mediach FBiH nie ukazała się ani jedna klasyczna, rzeczowa recenzja filmu boszniackiego autorstwa, ogłoszono, że „film jest wstrząsający i pokazuje prawdziwy obraz wojny”.
Potem ogłoszono, że film jest „dobrą promocją dla BiH”.
Potem Andzia oświadczyła, że kolejny film zrobi o Afganistanie. (Potem przeczytałam komentarze „zachwyconych” tym faktem Bośniaków. Cytować nie będę.)
Potem Andzia i Zana Marjanović rozmawiały w Białym Domu z Barackiem Obamą.
Potem nie wiadomo, czy wzruszony prezydent znalazł Bośnię na mapie, czy nie…
Potem Rade Šerbedžija oświadczył, że po premierze w USA nie podał ręki generałowi Clarkowi.
Potem Andzia opowiadała, jak z tym samym generałem Clarkiem konsultowała szczegóły militarnych aspektów filmu.
Potem Andzia z Bradem hopsali w rytm bałkańskiej muzyki na przyjęciu u Šerbedžiji.
Potem gruchnęła wieść, że Andzia podczas kolejnej wizyty w BiH zażąda likwidacji Republiki Serbskiej.
Potem nastąpił medialny lincz Angeliny w serbskich i serpskich tabloidach, o czym natychmiast z radością doniosły media FBiH.
Potem Andzia (nie wiadomo czemu:) zdementowała sensację o likwidacji RS.
Potem (a miało być tak pięknie:) RS nie została zlikwidowana.
Potem Andzia dostała globusa i nie wytrzymała nerwowo, a „Brad Pitt przyłapał ją płaczącą pod prysznicem”…





Potem jeden z internautów zdenerwowany medialną obecnością Andzi wszędzie, ale to wszędzie, zapytał w komentarzu, czy nie wiadomo przypadkiem czy Andzia - za przeproszeniem - "pod tym prysznicem nie puściła bąka"...
Potem Andzia pojechała na Berlinale. Andzia wzbudziła zachwyt. Film nie.
Potem Andzia poszła z dziećmi do Legolandu.
Potem na sarajewskim lotnisku wylądował samolot z Andzią.
Potem Andzia wyszła z samolotu.
Potem Andzia wsiadła do samochodu. (Wcześniej trochę pomachała łapką:)
Potem była konferencja prasowa.
Potem Andzia wywiadów udzielała, mówiła i mówiła, tłumaczyła się i tłumaczyła, że „artystyczna interpretacja, a nie dokument”, że to i sio, i że bardzo lubi Serbów. Bo oni tacy mądrzy są, potrafią „myśleć samodzielnie”, a nie tylko te tabloidy czytać.

Potem (lub przedtem – nie wiem, bo już straciłam rachubę:) zdarzyło się coś naprawdę fajnego. Jedna z internautek, mieszkanka Prijedoru w Republice Serbskiej oświadczyła w internecie, że ma dość Dodikowej dyktatury i organizuje nielegalną premierę filmu w swoim domu:). Film początkowo zamierzała ściągnąć z netu, lecz Andzia wzruszona tym faktem wysłała jej legalną kopię:). Premiera\y doszła\y do skutku. Recenzje publiczności nie były takie złe. Ucieszona zdarzeniem Jasmila Žbanić stwierdziła, że „to najlepsze, co nam się przytrafiło od czasu podpisania porozumienia z Dayton”, parafrazując kuriozalne oświadczenie ef. Cericia, że „film Jolie to najlepsza rzecz, jaka zdarzyła się Bośni od podpisania porozumienia z Dayton”, które to wygłosił po sarajewskiej premierze…

Bo potem była premiera.
I wszyscy tam byli. Oprócz serbskiego członka Prezydium BiH i ambasadora Serbii.
Potem był aplauz.
Potem Andzia płakała i dziękowała po bośniacku.
Potem nastąpiła w mediach krótka, acz żywa dyskusja, czy istnieje język bośniacki.
Potem Andzia wsiadła do samolotu.
I fruuuuu… poleciała. (Wcześniej trochę pomachała łapką)
Potem na premierę do Zagrzebia.



Potem niezastąpiony mer Zagrzebia Milan Bandić popełnił freudowski błąd twierdząc, że najbliższy z Andziowych filmów jest mu właśnie "W kranie krwi i mięsa".
Potem był red carpet, autografy i aplauz, a chorwackie „gwiazdy” się zwierzały, kogo zaproszono, a kogo nie, i że za późno zaprosili, a przecież jakoś ubrać się trzeba.
A Andzia wyszła po pierwszych minutach filmu i tyle ją widzieli.
Potem Vedrana Rudan znów poszła o jeden most za daleko, i w swym fanatycznym stylu napisała na blogu, co myśli o Andzi. Przeczytałam. Źle myśli. Chyba też coraz gorzej z jej głową, bo potem zrobiło mi się niedobrze.
Potem nie było premiery w Belgradzie. I nie będzie. Atmosfera nie ta.
Potem film nie był wyświtlany w kinach w RS.
Potem Marjana Karanović telewizyjnym programie „Žene” jak zawsze uratowała honor tych Serbów, którzy jeszcze „potrafią myśleć samodzielnie”.
Potem, jak Andzia wyjechała, zrobiło się tak pusto i nudno, więc na koniec jedno medium FBiH zapodało, że na murze w Banja Luce wykwitło graffiti obraźliwe dla Andzi i Pitta.
Potem Mile stwierdził, że film nie jest zakazany w RS...
Potem Severina urodziła syna.

A potem przyjdzie Pjer Žalica i zrobi „Gori vatra 2”.
*
(chaos w dzisiejszym poście sponsorowały: sarajevo-x.com, index.hr, jutarnji.hr, vijesti.ba, radiosarajevo.ba, oslobodjenje.ba, kurir-info.rs, novosti.rs i inni… :)

4 komentarze:

kry pisze...

Hahaha, dziewczeta svaka cast :) Lepiej bym tego nie ujela. Temat Andzieliny tak mi zalazl za skore, ze nie mialam ochoty na jakikolwiek komentarz. Dwie wejsciowki na premiere oddalam komus innemu. Chyba stracilam dystans, po prostu. Ale na film sie wybieram w normalnych warunkach i mam zamiar strzelic recenzje filmu - tak dla odmiany :)

beharliblog pisze...

Heja,to czekamy:)
pozdrav:)

Ratko Čvoro pisze...

Z tym "Gori Vatra 2" to serio?

beharliblog pisze...

Hehe, tak oczywiście:)
Któż zrobiłby to lepiej?:)
Niestety, obawiam się że to pozostaje w sferze naszych życzeń...
pozdr.