poniedziałek, 29 grudnia 2008

O czerwonym diable opowieść noworoczna

Czy Azriji Mahmutović, dyrektorce „Dzieci Sarajewa”, instytucji sprawującej pieczę nad sarajewskimi przedszkolami też kiedyś naraził się Dziadek Mróz? Nie wiemy. Wiadomo jednak, że Azrija Mahmutović naraziła się niedawno setkom sarajewskich dzieci, młodzieży i dorosłych. I Dziadkowi Mrozowi też.

Dyrektorka zabroniła spotkań Dziadka Mroza z małymi sarajewianami w przedszkolach, uzasadniając swą decyzję brakiem islamsko-bośniackich korzeni w życiorysie poczciwego staruszka z siwą brodą.

Nie da się ukryć; nie jest on raczej muzułmaninem. Nie przeszkadza to jednak setkom mieszkańców Sarajewa różnych narodowości, którzy dzisiaj zebrali się na pokojowej demonstracji w obronie Dziadka Mroza, na placu przed katedrą. „Dziadek Mróz nie pyta kto jest kim, wszystkie dzieci są dla niego takie same”, powiedziała przedstawicielka rodziców przedszkolaków, Vesna Vlašić-Jusupović. Wobec decyzji Mahmutović ostro zaprotestowała w sobotę (27.12) „Nasza Partia” (patrz: beharli.blogspot.com 11.04.2008;), głosząca idee tolerancji i pokojowego współistnienia kultur BiH. „Nasza Partia” w wydanym oświadczeniu, zażądała natychmiastowego usunięcia Azriji Mahmutović ze stanowiska, odwołując się do porównania jej działań z reżimem totalitarnym.

O Dziadka Mroza zawalczyli też bośniaccy kombatanci przynosząc na dzisiejszą demonstrację transparent z hasłem: „Kim jest ten, kto zakazał dzieciom Dziadka Mroza? Chcemy przyspieszonych wyborów w BiH! Żądają tego zdemobilizowani żołnierze!”

Sam Alija Izetbegović tymczasem, określił niegdyś postać staruszka roznoszącego prezenty na Nowy Rok „komunistycznym wytworem”. Tak samo zresztą mnie samej przedstawiono Dziadka Mroza, gdy byłam mała (dodając: „ruskim”). Nie zmienia to jednak faktu, że ani ja, ani wiele innych polskich dzieci nie byliśmy pozbawieni prezentów – od św. Mikołaja. Dzieci bośniackich muzułmanów mają pecha w tym względzie. (Nie pomoże tu nawet fakt, że św. Mikołaj pochodził z terenów dzisiejszej Turcji;)

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. W całej awanturze wyłoniła się noworoczna nadzieja dla Sarajewa. Wobec dążeń muzułmańskich nacjonalistów do stworzenia „czystej”, nowej tradycji, mieszkańcy miasta pokazali, że duch wieloetnicznego Sarajewa jeszcze całkiem nie wymarł. Sarajewianie chcą tego, co łączy, co jest symbolem wspólnej radości.


Źródła: Sarajevo-x.com, pincom.info, 24sata.info, nasastranka.ba

sobota, 13 grudnia 2008

Salje slike tetka stara iz Mostara...

Mostarskie łaźnie (banja). Towarzysz Tito być może wolał kąpiel w rzece, dlatego pobliski most nosi jego imię? :)






Uwielbiam ten widok...





Mauzoleum Djikicia na jednym z kilkunastu mostarskich haremów (cmentarzy). W miejscu widocznych ruin stoi dziś m.in., zdaje się, jakiś bank...

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Z BiH 2 fotki od ciotki...

Mostarskie gimnazjum na pl.Hiszpańskim (obecnie w renowacji)





Bo wszystkie drogi prowadzą do...

niedziela, 7 grudnia 2008

z Neum 2 fotki od ciotki...


Czasem otwieram okno i...hercegowińska tęcza w pełnej krasie






















Czasem idę ulicą i...hercegowiński patriotyzm w wydaniu
codziennym

sobota, 22 listopada 2008

Nie samym Dodikiem człowiek żyje...

To w ramach nadrabiania zaległości w pisaniu na bardzo poważne tematy:

:)
Mujo ściąga skarpety u ortopedy:
- Fuj! Ale panu śmierdzą nogi!
- No, lekarz ogólny też tak mówił, ale chciałem znać zdanie specjalisty...

:)
American airport. Immigration office:
-Name?
- Mujo.
-Sex?
-Twice a day.
- I mean male or female?
- No matter male or female, twice a day...

:)
Mujo rozwodzi się z Fatą, sędzia czyta orzeczenie:
-Sąd zdecydował przyznać Facie alimenty w wysokości 300KM.
Mujo:
- To miło z pana strony, jeśli trzeba mogę coś dorzucić.

:)
Mujo rozwiązuje krzyżówkę:
-zwierzątko z domkiem (6 liter) PIESEK
-patrz obrazek (5 liter) WIDZĘ
-element przborów do jedzenia (3 litery) ZAB
-dziecko płci żeńskiej (3 litery) ONA
-najmniejsza liczba trzycyfrowa (3 litery) 000
-inicjały poety Jesienina (2 litery) PJ
-postać z Biblii (3 litery) POP
-wspólnota żony i męża (10 liter) MIESZKANIE
-produkt z kury (4 litery) ZUPA

:)
Jedzie facet autostradą, po chwili staje w wielkim korku, mija pół godziny, godzina..., po jakimś czasie podchodzi Mujo:
- Mujo, co tu się dzieje?
- Jakiś wariat porwał prezydenta i żąda 10mln Euro okupu, a jak nie dostanie to poleje prezydenta benzyną i podpali, więc chodzę i zbieram na pomoc...
-A po ile ludzie zwykle dają?
- No, tak po 4-5 litrów...

:)
Przychodzi Mujo po małego Hasę do przedszkola:
- Przyszedłem po Hasę.
- Po którego? Mamy tu chyba 5-ciu.
- Obojętnie. I tak go jutro zwrócę.

:)
Po miesiącu śpiączki Mujo budzi się i woła Fatę:
- Fato, podejdź, muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego Mujo?
-Pamiętasz, jak straciłem pracę i wszyscy się ze mnie śmiali, a tylko ty byłaś przy mnie?
-Pamiętam Mujo...
-A pamiętasz, jak załozyłem firmę, która zbankrutowała i wtedy też tylko ty byłaś przy mnie?
-Pamiętam Mujo...
-A pamiętasz jak miałem wypadek i siedziałaś przy mnie w szpitalu?
-Pamiętam Mujo...
-A pamiętasz, jak byłem ranny i wtedy też byłaś ze mną?
-Pamiętam Mujo...
-I wiesz Fato, co zrozumiałem?
-Co kochany?
- Fato! Przynosisz mi pecha!!

:) A to niestety muszę w oryginale:
Dolazi Mujo kući i pita zenu:
- Gdje su deca?
-Na engleskom.
-Pa dobro onda, where are the children?

:) I mój ulubiony:
Bio Mostarac kod zubara. Pošto zubar završio posao kaže mu da taj dan ne smije ništa jesti na desnoj strani.
Ode Mostarac na lijevu i pojede burek...

czwartek, 16 października 2008

Bosanski lonac

Gwoli szybkiego dopełnienia ostatniego wpisu: minęły kolejne wybory. Na swoim blogu Željko Komšic zauważa swojego rodzaju fenomen: wybory wygrali wszyscy. To oczywiście ironia, chodzi o wypowiedzi liderów partii, z których każdy czuł się wygrany. I dobrze - konstatuje Komšić - szczęśliwi ludzie nie robią głupot:) . "Prezydenta" martwi tylko mała aktywność wyborców w dużych miastach, twierdząc że to rodzaj "fałszywego poczucia elitarności", która mieszkańcom duzych środowisk miejskich "nie pozwala na zajmowanie się czymś tak brudnym jak polityka", ale jednocześnie daje przywilej ciągłego narzekania.
Darujmy sobie procenty, liczby i statystyki, dość powiedzieć, że miało być lepiej a wyszło jak zawsze: przewagę zdobyły partie narodowe, więc do władz lokalnych wejdą nie kompetentni a "sami swoi".
Operacja się udała, pacjent może jeszcze nie wykitował, ale nadal dogorywa.


Rzecz dziś najważniejsza: rok temu zmarł Toše Proeski

Uwielbiany od Vardaru po Triglav macedoński wokalista zginął w wypadku niedaleko Bosanskiej Gradiški.
Oczywiście Toše żyje w głowach i sercach wielbicieli i rzecz jasna mediach, które we wszystkich chyba ex-yu republikach, z okazji smutnej rocznicy emitowały koncerty i programy o życiu i dziele Proeskiego. Z jednego z nich można było się dowiedzieć m.in., że już jako duża gwiazda Toše grzecznie zdawał egzaminy w szkole i łatał dziury w dachu cerkwi w rodzinnym Kruševie. Szkoła muzyczna, którą kończył nosi imię Toše Proeski, a miejsce spoczynku piosenkarza ma zostać niedługo zamienione w mauzoleum jego pamięci.
*
Po trzecie: z opóźnieniem donoszę, że i w BiH zakończył się sezon przyznawania ważnych nagród literackich. U nas Dukaj i Tokarczuk, a w Tuzli nagrodę Mešy Selimovića odebrał Mirko Kovač za, ponoć swoją najlepszą, książkę "Grad u zrcalu" ("Miasto w zwierciadle").

"Piszę o Trebinje (...) i tym świecie [czyli Hercegowinie], bo coś o nim wiem. Znam naturę tego świata, język i mentalność. To moja scena, po której krążą moje cienie i wyobraźnia". (Slobodna Bosna, 11.09.2008).

Tygodnikowi "Dani" wyznaje, że w Bośni czuje się najlepiej. Mówi też o Selimoviciu, jego "serbskości" ("Meša zmarł, nim zaczęło się (...) "serbskie szaleństwo", myślę że jeśli o to chodzi był czysty. (...) to że podkreślał swoje serbskie pochodzenie, nie znaczy że był nacjonalistą"), i dla porównania nowokomponowanej "serbskości" Emira Kusturicy ("Wśród mądrych, liberalnych Serbów Kusturica jest lekceważony...").

Na pytanie o język\i i swobodne przechodzenie z jednego w drugi odpowiada: "Obcokrajowcy mają lepszy stosunek do języka niz my. Oni to uważają za jeden język, co z lingwistycznego punktu widzenia jest najbardziej odpowiednie. Państwo się rozpadło, język nie. To był [serbsko-chorwacki] język "umówiony", a teraz w warunkach demokracji ten język nazywa się tak, jak chcą tego ci, którzy go używają. (...) Najlepiej jeśli jest to wariant, przez który można najlepiej wyrazić siebie".
Mirko Kovač ujmuje się także za zamkniętym tego lata jedynym niezależnym chorwackim tygodnikiem "Feral Tribune" : "Zamknięcie Ferala to ogromna strata (...), już się odczuwa w Chorwacji dużą pustkę. Nie ma komu powiedzieć co jest głupie, co jest kłamstwem".
A wracając do nagrodzonego dzieła - na razie leży na półce i pachnie. Wrażenia z lektury niebawem.

środa, 1 października 2008

"Čudna jada od Mostara grada..."

Kravice. Tu będą pływać
zahumpopotamy...

Z kronikarskiego obowiązku notujemy bliski koniec kampanii wyborczej.
5 października po raz czwarty po wojnie odbędą się wybory do władz lokalnych. Po raz drugi wybory organizuje sama BiH, nowością będzie głosowanie na przedstawiciela mniejszości narodowych. Łącznie w wyborach startuje ok. 29.000 kandydatów, 80 partii (!) i 239 kandydatów niezależnych. Koszt przedsięwzięcia oczacowano na 11mln KM (ok.6mln Euro). Prawo głosu ma ok. 3 mln wyborców, których od miesiąca (dla przypomnienia kampania wyborcza zbiegła się z okresem Ramazanu)zalewa fala frazesów i obietnic. Choć wybory lokalne powinny skupiać się na kanalizacji, dziurawych drogach i dostawie prądu, jak się spodziewano - nie zabrakło wyraźnych tonów narodowych, oraz wszelkiego sortu unitaryzmów, separatyzmów i trzecich entitetów.
Do głosowania zachęcały kościoły, a z CIK (Centralna Komisja
Wyborcza - w której niezależność niektórzy szczerze wątpią) i
OHR-u popłynęły słowa ostrzeżenia, by w kampanii wystrzegać się języka nienawiści.
Z plakatów patrzą mniej lub bardziej śliczni panowie (pań jakoś nie pamiętam...), a niektóre hasła doprawdy wzruszające są: "Głosujmy sercem sarajewskim..." (to SDA).
"Jakby to było pięknie, gdyby wszystkie partie, które opłaciły kogoś, by te plakaty lepił, znów zrobiły dobry uczynek i zapłaciły komuś, by je zdjął. (...) Nie byłoby śmieci w mieście i jeszcze ktoś by zarobił..." - rozmarzyła się publicystka "Hercegovaczkih novin" (12.09.2008).
W ogólny przedwyborczy nastrój wpasował się felietonista tejże gazety Bozo Kijac:"Obiecują (...) lotniska, szkoły, mieszkania, (...) a jedyne co potrafią zrobić w okresie trwania ich mandatu to łatanie dziur w asfalcie i to tuż przed wyborami. (...) Co prawda, w tym roku zaczęli dzielić bezpłatnie podręczniki, tu i ówdzie postawili nowe znaki drogowe i oznakowania łacinką i cyrylicą, by podgrzać krew wyborców, a nacjonalistyczny narybek nie został bez pracy."
I nie został. Dnia pewnego mym zdziwionym oczom na trasie Mostar-Metković pod łacińskimi nazwami ukazały się napisy cyrylicą. Już myślałam, że popędzę z pielgrzymką do Medjugorja, lecz parę kilometrów dalej "odetchnęłam z ulgą", cyrylica zniknęła pod grubą warstwą farby i wszystko uff... "wróciło do normy".
"W modzie jest - pisze dalej Kijac - fotografowanie się i ściskanie rąk przywódcom religijnym. (...) Polityczni rywale jedni drugich nazywają kretynami, ustaszami, czetnikami, partyzantami, faszystami (...)." Autora (a mnie z nim razem) zajmuje w dużej mierze los Mostaru i Hercegoviny: "Mostar - parafrazuje Kijac wyborcze fantazje polityków - będzie małą Szwajcarią. (...) zamiast podzielonego miasta będziemy mieć Kalifornię: 8 pór roku i żniwa 10 razy w roku (...). w kolejnym dziesięcioleciu na Neretwie powstaną setki małych i dużych elektrowni wodnych, które w ogóle nie będą zanieczyszczać środowiska. (...) Rada mieszkańców Dreznicy ogłosi jednostronne odłączenie się od Mostaru, a Milorad Dodik ogłszony zostanie honorowym obywatelem i otrzyma doroczną nagrodę "Separator". Na tym samym zebraniu drezniczanie ogłoszą się europejskim Kuwejtem. (...) Nasi politycy obiecali także jeszcze 4 lokacje, na których ma się pojawić Gospa (...), a Troja definitywnie zostanie odkryta w Gabeli. (...) Do wschodniej Hercegoviny sprowadzi się krokodyle i hipopotamy, które tutaj będą się nazywać zahumpopotamy."
Jasne. A bura zacznie wiać od strony Dubrownika w kierunku Trebinje, Kusturica znów się nawróci i zamieszka w Sarajewie, a Vicka przyzna,że z tą Gospą to był tylko taki żart... . Wszystko po tym jak mieszkańcy Neum zbudują most Kopno-Pelješac i pstrągi w Neretwie zaczną pływać do tyłu.

sobota, 6 września 2008

Wszystkie znaki pod ziemią i na niebie

Do kasy i do różańca...

Zacznijmy od nieba, bo tym razem wieści płyną z Watykanu.
Jak donosi sarajevo-x.com, Benedykt XVI robi porządek z Medjugorje! Niedawno suspendował duchownego z Medjugorja , który twierdził, że Matka Boska pokazała mu się ... 40 tysięcy razy! Hercegoviński franciszkanin Tomislav Vlašić był głównym "przywódcą duchowym" szóstki (wówczas, czyli w 1981r.) dzieci, którym podobno ukazała się Gospa. Prócz przewodnictwa duchowego, zajmował się i tzw."widzących" PR-em i skutecznie "objawienie" promował, czego efektem nie tylko miliony pielgrzymów co roku nawiedzających hercegowińską wioskę, ale tzw. dobry stan posiadania "widzących" i innych...
Sam Vlašić, jak wieść gminna niesie, dorobił się potomka i wyemigrował do Włoch, gdzie kierował stowarzyszeniem "Królowa Pokoju".
Już kilka lat temu (nie po raz pierwszy) niektórzy bh biskupi skarżyli się papieżowi na "medjugorskie kłamstwo". Biskup Mostaru Ratko Perić, który od samego początku, konsekwentnie wyraża swój negatywny stosunek do tego zjawiska, stwierdził nawet, że widzi w tym rękę szatana. Jego słowa powtórzył niedawno bp Andrea Gemma, co zresztą wywołało fale oburzenia wśród wiernych, także chorwackich, choć oficjalnie wiadomo, że medjugorskie "objawienia" nie są przez kościół katolicki uznawane za prawdziwe, a chorwaccy franciszkanie (przynajmniej mnie) od lat kojarzą się głównie z przykładami jawnego nieposłuszeństwa wobec Kościoła.
A co ludzie gadają?
"...mnie się ukazało na Trebeviciu 100 KM..."
"Odkąd jestem na diecie, ciągle mi się ukazują pita i ćevapy..."
I dalej w ten deseń :), ale jest i głos rozsądku: "...niech chociaż podatki płacą" - nie jest bardzo odkrywczym spostrzeżeniem, że Medjugorje to w biednej BiH przede wszystkim doskonały biznes. "Mamy Gospę, mamy piramidy! Dopóki je mamy, świat będzie z uśmiechem zostawiał u nas pieniądze".
Jak zawsze nie zabrakło refleksji politycznej: "Gdyby wam się ukazał ban Kulin, albo ban Stjepan Kotromanić, pewnie Miloseviciovi nie ukazałaby się Wielka Serbia, a Tudjmanovi Wielka Chorwacja..."
A cóż na to Gospa? Odpowiedź przyszła kilka dni temu:)
"...w jednej chwili siła wstrząsu rzuciła mnie z łóżka na szafę, gdy ta się zatrzęsła, spadłem na stół i nogą zahaczyłem o telewizor, który spłonął na miejscu (...) i tylko patrzeć jak szafa mnie wciska w ziemię całym swym ciężarem, już myślę: koniec, wszystkie obrazy z dzieciństwa i życia przeleciały mi przed oczami; mówię sobie: TO JUŻ KONIEC! I wtedy nagle pojawił się SUPERMAN!
Resztę znacie... :):):)"
"Nie kłam, wczoraj rano nie pracowałem, wolne miałem" - odparł Superman:)
Ta wesoła wymiana zdań dotyczy trzęsienia ziemi, które kilka dni temu miało miejsce w Sarajevie. Epicentrum znajdowało się 7km pod miastem, siła wtrząsu równe 3, czyli jak stwierdzili sesjmolodzy - niewielka.
Czy było to ostrzeżenie z nieba? Dla tych co tak świat widzą i owszem, niektórzy forumowicze widzieli w tym karę za grzechy popełnione na ich narodzie przez inny naród... itd. itp., a jedna z wypowiedzi zabrzmiała niemal jak metafora bośniackich podziałów: "... ostrzegano nas, że w ciągu 100 lat Sarajevo nawiedzi trzęsienie ziemi, które zmiecie połowę miasta. (...) Sarajevo znajduje się na płycie tektonicznej, w której jest pęknięcie, więc można się tego spodziewać..."
A juści że można! I to nie za sto lat. Już za kilka tygodni w Sarajevie odbędzie się pierwszy Queer Festival - to taki festiwal równości, także homoseksualnej, a poza tym - oby do wyborów!:)

wtorek, 2 września 2008

Jak pięknie być razem...

Jako prawie kompletny ignorant sportowy uprzejmie donoszę, że na rozpoczynających się Igrzyskach Paraolimpijskich w Pekinie, ogromne szanse (w przeciwieństwie do tzw. pełnosprawnych bh sportowców, którzy w sumie uplasowali się na 40-tym m-scu) na medale mają właśnie reprezentanci BiH, bowiem tzw. niepełnosprawna drużyna bh siatkarzy jest najlepszą ekipą na świecie!!! :)
Drzimo fige!:)
To było po pierwsze, a po przede wszystkim: jak donosi sarajevo-x.com, na wspólne obrady zebrała się Rada Międzyreligijna BiH. Głowy czterech głównych bh wyznań - Mustafa ef. Cerić, kardynał Vinko Puljić, matropolita dobrobośniacki Mikołaj Mrdja i przewodniczący JZ BiH Jakob Finci rozmawiali o ...restytucji, odebranych po wojnie tymże kościołom mienia. Wspólnie mają naciskać władze, by problem szybko rozwiązały.
Na marginesie: trwają prace przy odbudowie klasztoru Plehan k. Doboju, niedawno na ruinach banjaluczkiej Ferhadiji odbyła się pierwsza uroczystość religijna, o mającej nastąpić odbudowie soboru Sw.Trójcy na razie nic nie słychać.
Tymczasem wspomniana władza na dniach wyrusza w podróż. Otóż uwaga - cały!:) bh prezydent: wsystkie tsy głowy BiH, gołębica i dwa rekiny: Komšić, Radmanović i Silajdžić udają się ze służbową wizytą do Turcji.
Dla niektórych będzie to wizyta w domu... :)
Haris Silajdžić zanim spakował walizki, zdążył jeszcze przemówić do bośniackich uczniów z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. W przemowie stanowczo podkreślił, iż edukacja to dla niego sprawa priorytetowa. Szybko zareagowali liberałowie z opozycyjnej LDS, twierdząc, że wypowiedz Silajdžicia to początek zbliżającej się kampanii wyborczej. "Gdyby Silajdžić przemawiał do pszczół, priorytetem byłaby produkcja miodu".
Na koniec małe przypomnienie:
Od niedzieli muzułmanie obchodzą Ramazan - okres postu, więc z tej okazji życzymu duuużo wytrwałości!:)

środa, 27 sierpnia 2008

Wszystko mi się kojarzy...

Wczoraj oglądając wiadomości doznałam "wstrząsu". Spadają notowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego! Większość naszych obywateli nie dostrzega zalet głowy państwa! Aby więc rzecz naprawić i zalety prezydenckie uwypuklić, tzw. specjaliści od PR-u udali się na korepetycje do samiuśkiej Hameryki, gdzie obserwują m.in. tamtejszą kampanię wyborczą.
Był tam i dr Zlatko Lagumdžija - przewodniczący SDP (Socijaldemokratska partija), ale zajęty zapewne rozmową z prez. Clintonem, ekspertów z Polski nie zapoznał:)
Wracając do sprawy: wiadomo już, że jednym z elementów naprawy wizerunku prezydenta, będzie jego tournee po Polsce.
Ponieważ nam się wszystko kojarzy (z BiH oczywiście:) i świat widzimy "na żółto i na niebiesko", pierwszą refleksją, a raczej osobą jaka przyszła mi do głowy był - Željko "Komša" Komšić.
Mam bowiem wrażenie, że prez.Komšić przede wszystkim jeździ, odwiedza bh miasta i wsie, poznaje i spotyka się z własnym\i narodem\ami, otwiera, zamyka, uczestniczy, rozmawia, a i papieroska ze statystycznym bh obywatelem przy okazji wypali:).
Zachodzę w głowę: jak on na to wpadł nie znając min. Kamińskiego?!
Zdaje się, że po prostu wykonuje swoje prezydenckie obowiązki. Tak zwyczajnie, normalnie, naturalnie i po prostu, bez zapowiedzi w TV i zbędnej zadymy.
Statystyki mówią, że Komšić to ostatnio najpopularniejszy wśród Bośniaków i Chorwatów polityk. Majowe badania pokazują jednocześnie spadek uznania dla głównych boszniaczkich partii SBiH i SDA, wśród Serbów nie maleje poparcie dla premiera Dodika.
Bośniacki prezydent ma z naszym tylko jedną wspólną cechę: prawnicze wykształcenie. Reszta to same różnice: Komša jest komunikatywny, otwarty, zwyczajny (jest fanem Edo Maajki:). Brał aktywny udział w ostatniej wojnie, wie kim jest (Chorwatem), ale nie generuje konfliktów na tle ani przeszłości ani przyszłości swojego kraju. Nie wykazuje talentu do szukania wrogów, nie ma przesadnych ambicji odgrywania wyjątkowej roli w światowej polityce, nie ma żo..., sorry - ma żonę, niestety:)
Żeby było jasne - nie jesteśmy agentkami reklamowymi Željka Komšicia. Zresztą Komša nie jest bez wad, ale daj Boże takie wady wszystkim prezydentom (a niektórym w szczególności:).
Mam nadzieję, że będzie to pierwszy jedyny prezydent BiH. Przypomnijmy: Komšić jest na razie członkiem 3-osobowego prezydium niedużego niespełna 4 milionowego kraju, kilku narodów, religii i kultur, 2 "państw" w 1 państwie o kilku stolicach - siedzib kilku premierów, całego mnóstwa ministrów i innych bh polityków i "polityków" plus OHR-u extra!
A teraz wróćmy do domu, gdzie w wiadomościach jako pilną wiadomość podaje się to, że jeden jedyny prezydent dużego, europejskiego, niezawisłego, uznanego kraju, jakby nie było - monoetnicznego, monokonfesyjnego, mówiącego jednym i tym samym językiem narodu, zgodził się spotkać z jednym jedynym tegoż państwa premierem!
Tak mi się tylko skojarzyło...

czwartek, 14 sierpnia 2008

Sarajevooo...!!!

...wołał sympatyczny Vucko - maskotka Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie.

Jedną z chętniej (przytaczam za "Dani" nr 243) opowiadanych historii o początkach sarajewskiej Olimpiady jest sympatyczna "legenda" mówiąca, że cały pomysł narodził się w kafanie, w głowach kilku zapaleńców, m.in. ówczesnego burmistrza miasta Dane Maljkovicia, prof. Ljubišy Zečevicia i jednego z przedstawicieli władz - Dragutina Kosovaca, którzy w pięknych okolicznościach bośniackiej przyrody, czyli wśród papierosowego dymu:) jako pierwsi zaczęli lobbować na rzecz Igrzysk w BiH. "Mamy śniegu do woli, i ćevapy, i zapach Orientu, i kochamy sport...", mieli przekonywać. W każdym razie nie jest wykluczone, że u początków tego wydarzenia stał autentyczny entuzjazm.

Tak czy siak wkrótce zaczęto oficjalnie mówić o kandydaturze Sarajewa. Pomysł, by miasto zostało gospodarzem igrzysk przyjęto... sceptycznie, jako próbę "niesienia kaganka oświaty do ciemnego vilajetu", zaś pomysłodawcy zostali okrzyknięci megalomanami. Podobno Słoweńcy pokusili się nawet o rozmowę z samym (będącym już wtedy - dosłownie - jedną nogą w grobie "ojcem narodów") Tito i namawiali go do rezygnacji z Olimpiady (bo za drogo, bo to, bo sio...), lecz ten, mający słabość do Bośni, nie posłuchał.

Ostatecznie Sarajevo oficjalnie zgłosiło swoją kandydaturę w 1977r, by rok później, pokonując japońskie Sapporo, otrzymać prawo do organizacji ZIO AD 1984!

Jak twierdzi jeden z organizatorów Ahmed Karabegović, Sarajevo otrzymało to prawo nie z sympatii, ze względu na egzotykę czy wielokulturowość, ale dlatego, że jako jedyne uwzględniło koncepcję, by na przestrzeni 24km zrealizować wszystkie zawody we wszystkich (6-ściu!) dyscyplinach.

Rzecz jasna były i inne argumenty: budowa obiektów sportowych, rozwój turystyki zimowej i pozytywna propaganda dla BiH i miasta. Nie brakowało i przyczyn stricte politycznych: ówczesna Jugosławia, "siedząc okrakiem na płocie":), była pupilkiem tak wschodniej jak i zachodniej strony "żelaznej kurtyny", dawała mało powodów do ew. bojkotu Igrzysk i była (mój ulubiony zwrot) - "gwarantem spokoju w regionie", "symbolem jedności i braterstwa między narodami":) słowem - wilk syty i owca cała.

Tak więc 8 lutego 1984 na stadionie Koševo ówczesny burmistrz Sarajeva Uglješa Uzelac zamachał olimpijską flagą, Sanda Dubravčić ("jugosłowiańska" panczenistka) zapaliła olimpijski znicz, a podczas otwarcia (co pamiętam dość dobrze) "bratnie narody" odtańczyły tradycyjne kolo układając się w kształt olimpijskich kręgów.

W Olimpiadzie wzięło udział 49 państw, 1272 sportowców, rozegrano 49 zawodów w 6-ściu dyscyplinach. Pierwszym medalistą został Słoweniec (wówczas Jugosłowianin:) - narciarz alpejski Jure Franko. Jak przypominają "Dani", Sarajlije ponoć krzyczeli z trybun: Više volimo Jureka, nego domaćeg bureka! Czyli: bardziej kochamy Jurka niż naszego burka!:) (Ale nie pieska, tylko taką potrawę. Ale nie chińską:)


Wracając jeszcze do wątku przygotowań, warto przypomnieć, że na potrzeby igrzysk, jak twierdzą złośliwi - wybudowano Sarajevo. Faktem jest, że w 500-tysięcznym mieście, które od 45-go roku prawie 7-krotnie zwiekszyło swą objetość, powstało wiele obiektów, nie tylko sportowych i to bez względu na wielki kryzys gospodarczy w SFRJ na pocz.lat 80-tych. Do tego, urzędnicy pozostałych YU-republik nie przywykli do tego, by Bośniacy wydawali tyle pieniędzy i to w dodatku na Olimpiadę, zamiast na np. tereny narciarskie w Słowenii, skocznie na Avali, na Kopaonik, remont stadionu Crvenej Zvezdy i dalej w ten deseń...
Łącznie sarajewskie Igrzyska kosztowały 150mln $, z czego 131mln poszło na budowę stadionu Koševo, reszta na powstanie hali "Zetra", odnowę Skenderiji, remont skoczni na Igmanie, tras na Jachorynie i Bjelašnicy; sam tor saneczkowy na Trebewiciu koztowal 12 mln. Wybudowano wioskę olimpijską i osiedle dla dziennikarzy, nowy "szary dom" RTV, hotel Holiday Inn i wiele innych, poszerzono lotnisko.
Jak obwieszczono w końcowym raporcie, były to pierwsze igrzyska zimowe zakończone zyskiem - 12 mln $, z czego 2 mln zjadła inflacja, a za reszte wybudowano po wszystkim jeszcze kilka obiektów sportowych.
Jugosłowianie, jak stało w oficjalnym raporcie MKOl-u, zorganizowali wówczas, jak do dziś twierdzą, niektórzy szczerze, a inni z przekąsem "najlepsze ZIO do tej pory" (czyli do 84r).
Większość (82%) pieniędzy dał Komitet Organizacyjny (z tzw.przychodów własnych), reszta pochodziła z "wkładu społeczeństwa". A ten był niemały. Bowiem Sarajlije i tysiące obywateli innych republik stali się wolontariuszami Igrzysk, pracując społecznie dla dobra swojego miasta i SR BiH.
"Sarajevo w owym czasie to była prowincja (...), miasto było brudne (...), hotele nieuporządkowane, obsługa nieprofesjonalna, higiena zła" (...) Najciężej było walczyć z przekonaniem, że (...) pracę wykona ktoś drugi: państwo, partia, policja."
Walkę z "prowincjonalizmem" Sarajewa zaczęto więc od wyglądu kelnerów i... toalet (które, jak twierdzą zlośliwi, i dziś nie są tak czyste jak wtedy).
Trudno uwierzyć, ale wzorem dla odnowy fasad budynków starego miasta, jak twierdzi Hajrudin Čengić, był ... Vukovar.
Tak, czy siak "Sarajevo stało się hitem (...) bo funkcjonowało na zasadzie wolnego rynku (...), jak świetnie zorganizowana firma".
A dziś...?
Już po zakończeniu Igrzysk w 84r. zaczęto planować następne. Także w Sarajewie. Początkowo pomyślano o roku 2014, jako 30-rej rocznicy pierwszej bh Olimpiady i 100-letniej sarajewskiego zamachu.
Nie trzeba mówić, z czym w ostatnich latach kojarzy się Koševo, lotnisko na Butmirze, czy Holiday Inn, lecz mimo to już w 2002 roku Sarajevo przedłożyło swoją kandydaturę do organizacji ZIO 2010. MKOl (mimo wielu przygotowań, w tym ponownego zaangazowania prof. Zečevicia) tejże nie zaakceptował. Nie da się ukryć, że i entuzjazm mieszkańców, a może i niektórych publicystów jakby mniejszy: "Komitet Organizacyjny niesprawiedliwą decyzję MKOl-u przyjął spokojnie, ale i z przekorą. Jego członkowie nie kryją zamiaru, by proponować kandydaturę Sarajewa do organizacji ZIO w 2014, a potem kolejno 2018, 2022, 2026..., dopóki nie przeszkodzi im w tym globalne ocieplenie."("Dani", nr 272)
"W 78-ym roku miasto miało 1 halę i 1 centrum narciarskie, ale funkcjonowało, mające względny szacunek państwo. (...) W 2002r mamy 2 ski centra, zniszczony tor bobslejowy, zniszczone skocznie, lodowisko bez lodu, 2 entitety i pamięć o 11 września. (...) wtedy wszyscy byli gotowi pracować za darmo, dziś pytają, co będą z tego mieć".
Ahmed Karabegović upiera się jednak, ze "jeśli nie opowiemy się za olimpiadą zostajemy przy status quo...", powołuje się też na moralny dług, jaki świat ma do spełnienia wobec Sarajewa i Bośni, gdy mógł, a nie zapobiegł wojnie. Poza tym organizacja to nowe miejsca pracy, i... autostrada (!!!:). "Koszty to problem marketingu, można to zrobić tak, że żaden mieszkaniec miasta nie zapłaci za to ani marki" - twierdzi Karabegović.
Jeden z ówczesnych uczestników olimpiady Bojan Krizaj mówi tak: "(...) Nie wiem czy którekolwiek z państw tego regionu ma szanse [nie miała jej tez Kranjska Gora w 2002r]. Przede wszystkim myślę o nie zdefiniowanym poglądzie MKOl-u na IO. Nie są pewni, czy to ma być biznes, czy sport". Jak wiadomo - są pewni: biznes.
Wiadomo też, że w 2010r. na igrzyska trzeba jechać do Vancouver, a w 2014 do Soczi. Mimo to niektórzy sarajewianie trzymają ręke na pulsie i już przebąkuje się o wystawieniu kandydatury Sarajewa w roku 2018. M.in. w tym celu władze RS stworzyły program "Jachoryna 2016", do tego roku ma powstać tam nowoczesne centrum sportów zimowych.
A Olimpiada w BiH? Jestem za a nawet przeciw!:)
W końcu mamy: śniegu do woli, i ćevapy, i zapach Orientu, i dwa Sarajevaaa...!!! :)

środa, 13 sierpnia 2008

Počitelj zagrożony!

My mamy swoją Rospudę, ma Hercegovina swój Počitelj. Jeszcze ma\my... Niedługo bowiem ("niedługo" - w tym przypadku na szczęście mierzone poczuciem czasu BiH:), do tego wyjątkowego miejsca, średniowiecznego pomnika szeroko pojętej kultury (to taki Kazimierz Dolny nad Neretwą:), zawita cywilizacja i pojawi się mający przechodzić z lewej na prawą stronę Neretwy most - fragment planowanej autostrady, która przebiegać będzie dokładnie wzdłuż południowych murów Počitelja.
Z rozpaczliwym apelem ("Slobodna Bosna", 24.07.2008) o zaniechanie "zbrodniczych" planów zwrócił się wybitny bośniacko-hercegowiński malarz Safet Zec, który kilka lat temu wrócił wraz z żoną Ivanką do miasteczka i niestety ponownie zmuszony jest walczyć o przetrwanie "raju na ziemi", jak niegdyś to miejsce nazwano.
Počitelj to niewątpliwie jedna z perełek Hercegoviny. 15-wieczne miasto położone tarasowo na skalistym wzgórzu, pierwsza w BiH kolonia artystów z całego świata, łączy w sobie elementy średniowiecznej architektury, nie tylko orientalnej. Co roku w czerwcu mieszkańcy miasta obchodzą Dzień Czereśni.
"Siła króluje, rozsądkowi kłody pod nogi" - pisze rozgoryczony artysta i przypomina przełom lat 60-tych i 70-tych, tj, okres powstawania głównej trasy północ-południe, która w zamierzeniu miała zwiększyć "prosperity" miasteczka. Tymczasem oprócz niszczenia zabytków (twierdzy Macieja Korwina, medresy, konaku, hamamu i in.) spowodowanego m.in. rosnącym zanieczyszczeniem srodowiska, powstała droga przebiegająca przez niegdysiejsze jądro miasta, zniszczyła część dolnych murów miejskich i odcięła Počitelj od Neretwy, z którą przez wieki był niepodzielnie związany.
"Śmieję się, choć chce mi się płakać" - pisze Zec.
I nam także...

piątek, 8 sierpnia 2008

Wolność słowa

Całkiem niedawno w Mostarze zdarzył się incydent. Z jednego z tzw. obiektów turystycznych w pobliżu Starego Mostu, jak odkrył (!:) portal Pincom.info, wyrzucono znanego brytyjskiego aktora Ralpha Fiennes'a, który odwiedził był ów przybytek wraz z towarzystwem.
Właściciel lokalu Elvis Eko Redžić, całe zajście tłumaczy następująco: "Rozmowa (...) toczyła się po angielsku. Słyszałem, jak mówiono m.in., że większość generałów w Hadze to Chorwaci i że dla nich oni wszyscy są bohaterami.(...) Podszedłem i powiedziałem, że nie mozna tu rozmawiać o polityce i rozpowiadać takich historii dopóki ja żyję" . Po czym uprzedził gości, że jeśli tego nie uszanują, muszą obiekt opuścić. Nie doszło przy tym do żadnych agresywnych czy zuchwałych zachowań.
"Powiedziałem im, że Gotovina to zbrodniarz (...), i że nie może być bohaterem ani dla Chorwatów, ani Serbów, ani Bośniaków, bo to zabójca dzieci, kobiet i cywilów. (...) Powiedziałem, że chodzi nie tylko o Gotovinę, ale np. o gen.Praljka, który (...) zburzył Stary Most niedaleko którego siedzieli."
" [Redžić] zawyrokował o winie Gotoviny i gen. Praljka (...)" - bohatersko zawalczył Pincom o wolność słowa. Autor za przeproszeniem artykułu protestował dalej, dokonując przy tym prawdziwej ekwilibrystyki myślowej: "Podczas gdy można zrozumieć awersję wschodniego Mostaru do gen. Praljka [który dowodził chorwackimi wojskami podczas konfliktu bośniacko-chorwackiego], to nienawiść do Gotoviny ciężko zrozumieć, biorąc pod uwagę fakt, że ten w żaden sposób nie był związany z tym konfliktem. Co więcej - uwaga!! - właśnie dzięki Gotovinie (...) i innym dowódcom akcji "Oluja" uratowano Bihaćką Krainę."
Dalej cywilizowany Pincom upomina bałkańskiego dzikusa Redžića, ze swoim zachowaniem zaszkodził wizerunkowi Starego Mostu i Mostaru jako atrakcji turystycznych, a jego lokal wszyscy będą teraz obchodzić szerokim łukiem. "Pokazał, że nie wie co znaczy słowo - gościnność".
Ile z tego wszystkiego zrozumiał szacowny gość z Wielkiej Brytanii nie wiadomo. Ja, jeśli tylko wszystkie bh bogi dadzą i będę niedługo w Mostarze, z pewnością pójdę do pana Redžića na kavę, kafę, kahvę, a nawet na capuccino:).

środa, 6 sierpnia 2008

21 lipca 2008

Schwytano Karadžicia!
Cóż więcej na ten temat...
Zaskoczenie i autentyczna radość. Osobiście wróciło mi poczucie istnienia choć minimum sprawiedliwości na świecie. Jednak ziemia się nie zatrzęsła... Już następnego dnia moja euforia zderzyła się z niezmienną od lat sarajewską rzeczywistością: apatią, biernością i co zrozumiałe - zmęczeniem 13-letnim czekaniem na wspomnianą sprawiedliwość. Niektórych oczywiście zmęczyło krótkie nocne świętowanie na ulicach miasta, co znaczące - głównie tych, których w czasie wojny nie było na świecie. Mniej więcej w tym samym czasie rówieśnicy młodych sarajewian robili zadymę na ulicach Belgradu. "Jacy młodzi, tacy głupi..." - napisał Andrej Nikolaidis (Slobodna Bosna, 24.07.2008), dla którego zresztą uwięzienie Karadzicia to nie koniec a dopiero początek opowieści o wojnach w byłej YU. Zarówno on jak i Dubravka Ugrešić w (obowiązkowym do przeczytania!) tekście ("Kelnerzy faszyzmu", GW26-27.07.2008) zwracają uwagę na niebezpieczeństwo przetrwania idei sianych niegdyś przez Radovana "Szalonego Konia" Karadžicia. "Klęska "projektu Haga" wyraża się tym, że sądzi się ludzi - nie idee", pisze Nikolaidis.
Smutną atmosferę środowego popołudnia w Sarajewie uzupełniał nie tylko uparcie siąpiący deszcz, ale przede wszystkim dženaza Adil-bega Zulfikarpašicia. Gdy w poniedziałek Polacy żegnali prof. B.Geremka, a w Belgradzie aresztowano Karadžicia, w Sarajewie zmarła jedna z najbardziej szanowanych (i bogatych w każdym sensie tego słowa) postaci BiH. Zulfikarpašić był nie tylko politykiem, (po powrocie z emigracji w 90r. wraz z Aliją Izetbegoviciem założył m.in. Partię Akcji Demokratycznej SDA, którą zresztą szybko opuścił), przedsiębiorcą (właścicielem jednej ze szwajcarskich kompanii, ale przede wszystkim założycielem-fundatorem Instytutu Boszniaczkiego, najważniejszej instytucji kulturalnej Bośniaków, obok której został pochowany. Jak kilkakrotnie powtórzył prowadzący uroczystość Mustafa ef. Cerić - był Europejczykiem.
Słuchając tego zastanawiałam się, ilu ludzi w Europie ma świadomość tego, że Bośnia i Hercegowina leży w Europie...?

piątek, 11 lipca 2008

11 lipca 1995

Prof. Janja Beč Neumann jest serbską Żydówką z Vojvodiny, którą opuściła w 1992 r. wraz z 200 tysiącem innych "dezerterów", którzy nie chcieli "strzelać na Dubrovnik i Sarajevo".
Od kilku lat na uniwersytetach w Sarajewie, Dubrovniku, Nowym Sadzie, Kragujevcu, Bolonii, Madrycie, Hamburgu, Buenos Aires i innych miastach prowadzi wykłady pt. "Zbrodnia wojenna, ludobójstwo i pamięć: korzenie zła - chcę zrozumieć".
Od 1992r. bada i pisze o tragicznych wydarzeniach w BiH i ludobójstwie w Srebrenicy, wydała 7 książek o tej tematyce, a w 2005r. wraz z innymi 999 kobietami była kandydatką do Pokojowej Nagrody Nobla.
W zeszłorocznym wywiadzie dla chorwackiego Ferala mówi m.in., że niezdolność zmierzenia się Serbii z bolesną przeszłością blokuje cały region i "że znajdujemy się w stanie, który nazywam banałem obojętności."
Prof. Janja Beč wspominając swoje wykłady w Nowym Sadzie i Kragujevcu zauważa, że nigdzie tak jak tu nie spotkała się z takim brakiem wiedzy i relatywizacją wojennego zła. "Ludobójstwo przede wszystkim myli się ze zbrodniami wojennymi, lub stawia się między nimi znak jedności, a to jest część procesu relatywizacji (...) wyrażanym na różne sposoby, a sprowadzającym się do: tak, ale wszyscy to robili. Drugiej części tego zdania (...), ze zbronie wojenne zdarzały się po wszystkich stronach, ale ludobójstwa dokonano tylko na Bośniakach, już się nie wypowiada."
"Obojętność to reakcja obronna, jak i dwa wiodące w Serbii nurty: racjonalizacja - "wszyscy tak robili" i normalizacja - "a Indianie, a Gułag, a Holokcaust? Według mnie, wyjściem z tego (...) banału obojętności jest powiedzenie: wiedzieliśmy, jest nam przykro, wstydzimy się.(...) To jest minimum. Nie negować, to jest nieprzyzwoite."
Prof. Janja Beč, jako osoba ściśle współpracująca z organizacją "Matki Srebrenicy", wspomina też dzień wydania orzeczenia odpowiedzialności Republiki Serbii w sprawie srebreniczkiej masakry: "Byłam jedyną kobietą przed sądem, która nie doświadczyła tej tragedii. (...) Ale tego 26 marca stojąc tam z nimi doznałam uczucia samodestrukcji, miałam ochotę oblać się benzyną, zapalić i zniknąć. (...) Dziennikarzowi Reutersa powiedziałam, ze zaprosiłabym tych sędziów do mnie na kursy, gdzie pierwsze zdanie wykładu brzmi: Ludobójstwo jest zbrodnią państwa. Nie ma pojedyńczego człowieka, który jest w stanie tego dokonać, bo to złożona operacja.(...) Serbia otrzymała orzeczenie kompromisowe. (...) To, co powiedział patryjarcha Pavle (...):"Powiedziano - nie jesteśmy winni", to nie tak. Sorry, jesteśmy winni, ponieważ temu nie zapobiegliśmy."
"Nie ma złych czasów, wojna nie psuje ludzi, ona tylko pokazuje kto jaki jest. Ponieważ i w czasie wojny byli ludzie którzy pomagali i ratowali swoich sąsiadów, tych "innych"."
I już na koniec: "Trzeba pamiętać, a przy tym dążyć do równowagi. Jeśli w ogóle nie mówi się o przeszłości, jak to się dzieje na tym terytorium od 500-set lat, wtedy tylko kolejne traumy nakładają się na siebie. (...) Ale mówienie tylko o przeszłości nie jest dobre, bo wtedy tracimy energię i czas potrzebne na przyszłość".
"Feral Tribune" 1.06.2007

czwartek, 10 lipca 2008

Wieści dobre i złe

Wróciwszy na moment wiadomo skąd, szybko donosimy, że:

1. Wiadomość dobra: 16-go czerwca BiH podpisała Porozumienie o Stabilizacji i Stowarzyszeniu z UE.
Tym samym Unia wyznaczyła BiH tzw. mapę drogową dot. liberalizacji reżimu wizowego dla obywateli BiH. Po spełnieniu całej masy poważnych warunków (bezpieczeństwo dokumentów, granic, walka z przestępczością zorganizowaną, nielegalną imigracją itd.itp.), Bośnia w 2011 ma uzyskać status kraju kandydującego do członkostwa w UE, do tego czasu ma też nastąpić zniesienie wiz dla obywateli BiH.
To wersja optymistyczna
Sretan\srećan put!
2. Wiadomość bardzo zła: 8-go czerwca zmarł SZABAN BAJRAMOVIĆ
Największy cygański pieśniarz, umarł na serce w szpitalu w Niszu.
Większość ex-jugosłowiańskich dzienników podając te smutną wiadomość, zwraca uwagę na fakt, że "król cygańskiej muzyki" odszedł w biedzie. Nie było nigdy tajemnicą, że był też królem hazardu, ale smutne jest przede wszystkim to, że władze Serbii odmówiły przyznania mu comiesięcznej emerytury... .
Tygodnik "Feral Tribune" wspominając Bajramovicia - muzyka, człowieka wolnego, swego czasu także więznia na Golim Otoku, cytuje kilka jego wypowiedzi, z których jedną notuję i tutaj:
"Przyjeżdżam do Niemiec i trzy tysiące Niemców wstaje i bije mi brawo. Myślę sobie: żeby to teraz Hitler zobaczył, przewróciłby się w grobie. Cygan śpiewa, a Niemcy tańczą!"



piątek, 16 maja 2008

Być, czy nie być Bośniakiem za granicą?

Kilka tygodni temu "1\3 prezydenta BiH " Željko Komšić przebywał z oficjalną wizytą w czeskiej Pradze, gdzie poza wypełnieniem oczywistych dla swego stanowiska obowiązków, otworzył wystawę prac jednego z najbardziej znanych bośniackich artystów - Safeta Zeca (zainteresowanych wysyłamy do uroczego Počitelja, gdzie malarz, ponownie od 2007 roku ma swoją pracownię). Na swoim prezydenckim blogu Komšić obszernie pisze o spotkaniu z bh diasporą, która tylko w Pradze liczy (spośród ok. 500.000-nej bośniackiej emigracji na świecie) ok. 2000 osób.
Nawiasem mówiąc - w czasie ostatniej wojny Czechy przyjęły ok. 40.000 bośniackich uchodźców.
Nie podzielona narodowościowo praska diaspora utrzymuje ścisły kontakt ze swoim krajem. Przy okazji spotkania z Komšiciem, bośniaccy "prażanie" poskarżyli się na dyskryminujący emigrantów przepis, nakazujący przy staraniach o (praktycznie niezbędny do legalnego, prywatnego i zawodowego funkcjonowania w tym kraju) paszport Czech, wyrzeczenie się obywatelstwa BiH.
Na 17 artykule bh ustawy o obywatelstwie, czyli przyczynie całego zamieszania, Komšić ostrzy zęby już od dawna, prosząc m.in. Miroslava Lajčaka, by ten wykorzystał swoje "bońskie pełnomocnictwa" (tzw. Bonske ovlasti, na podstawie których OHR otrzymał szeroki zakres praw do dokonywania zmian w bh ustawach).
Przepis, na mocy którego " ten, kto na dobrowolny wniosek otrzymuje obywatelstwo kraju, z którym BiH nie zawarła obustronnego porozumienia, traci obywatelstwo BiH", jest dyskryminujący także dla przewodniczącego amerykańskiego Kongresu Bośniaków p.Emira Ramicia, który w tej sprawie wystosował pismo do wysokiego przedstawiciela Miroslava Lajčaka. Odpowiedź opublikowano na stronach Kongresu. W krótkich słowach Lajčak uprzejmie zgodził się z p. Ramiciem i zapowiedział, że uczyni wszystko, "by urząd Wysokiego Przedstawiciela przyczynił się do kontynuowania reformy tego przepisu..." i dalej w ten deseń...
Trochę obszerniej Miroslav Lajcak wypowiedział się w tej kwestii na portalu reci.ba, gdzie odpowiada na pytania obywateli BiH. Przypomniał, że ustawę wprowadził jego poprzednik (chodzi o p.Schwarz-Schillinga, który "wzruszył" Bośniaków m.in. tym, że po zakończeniu swojej kadencji pozostał w BiH, bo jak stwierdził: "kocha Bośnię gratis":). Przede wszystkim zauważył, że nieszczęsny artykuł opiera się na przepisach obecnej Konstytucji BiH, tak więc "majstrowanie" przy Ustawie Zasadniczej, która sama ma niedługo ulec zmianie, spowoduje tylko niepotrzebny chaos prawny. Kolejne 5 lat, przez które ustawa o obywatelstwie będzie jeszcze obowiązywać, proponuje Lajčak bh politykom wykorzystać na pracę nad jej...reformą.
Silny emocjonalny związek z BiH, zwłaszcza tych powojennych, bośniackich emigrantów (którzy najczęściej utrzymują rodziny w Bosni) jest rzeczą oczywistą. Przymusowa rezygnacja z bh paszportu, oznacza (jak twierdzą) ograniczenie odwiedzin, a także rozpoczynania ew. inwestycji we własnym kraju.
Będąc Tam jednak nierzadko można przekonać się, że miłość do bh paszportu wykazuje chyba tylko diaspora, szacunek do ów dokumentu obywateli na stałe zamieszkujących BiH bywa baardzo ograniczona. Stąd bardzo częste wśród Bosniaków za granicą ( a odpływają z BiH przede wszystkim rzecz jasna ludzie młodzi) jest zawieranie fałszywych małżeństw dla...obcego paszportu UE. Ci, co zostają, raczej nerwowo słuchają "dobrych wujków" z diaspory: "Skoro wiesz jak żyć w Bośni, to wracaj i żyj z nami" - to tłumaczenie na język bardzo cenzuralny:) wielokrotnie słyszanych\czytanych przeze mnie reakcji na tzw. "dobre rady".
Jak widać ten medal ma wiele stron, prawie jak kostka Rubika..., aby więc rzeczy zbyt nie upraszczać:), dodajmy do tego jeszcze nastepną: podwójne, chorwacko-bośniackie obywatelstwo bh Chorwatów.
Sprawa ta, po raz kolejny, wypłynęła przy okazji zeszłorocznych wyborów parlamentarnych w Chorwacji. Na pióra ścięło się dwóch chorwackich publicystów. Otóż - p.Miljenko Jergović w dzienniku "Jutarnji list" oskarżył przewodniczącego Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji Zorana Milanovicia o "szerzenie szowinizmu w stosunku do bh Chorwatów". Chodziło o hasło wyborcze partii: "Zdecydujmy w Chorwacji!". To, rzec ujmując skrótowo, wg Jergovicia dowód na zabieranie prawa głosu Chorwatom z BiH, które (jak i chorwacki paszport) przysługuje im od 1995roku, kiedy prez. Franjo Tudjman umożliwił bh Chorwatom głosowanie do parlamentu, juz wtedy obcego państwa. Czy trzeba tłumaczyć dlaczego? Chyba nie.
Pytanie brzmi: kim są Chorwaci z BiH w stosunku do Republiki Chorwacji? Jej - republiki - obywatelami? Czy tylko (i to najpewniej) elektoratem wyborczym dla chorwackich polityków (czyt.polityków HDZ)? (Podczas wyborów w 2003 roku zanotowano np. sporą liczbę zarejestrowanych "martwych dusz" bh Chorwatów).
Nawiasem mówiąc - chorwaccy uchodźcy w HR, jak i serbscy w Serbii to kolejna i bardzo niestety smutna kwestia w tej całej historii.
Do tego, jak robi to Viktor Ivancić w "Feral Tribune", można by zapytać, co z formalnie równoprawnymi w Chorwacji Serbami? Czy, analogicznie, i Serbowie z BiH mogą brać udział w chorwackich wyborach? I dlaczego obruszać się na lojalność bh Serbów względem Republiki Serbii? "Gdybym był złośliwy, pisze Ivancić, powiedziałbym, że nie można świętej pamięci Jugosławii jednocześnie negować i opłakiwać(...)." Według niego obywatele BiH (także Chorwaci), "mają swoją przestrzeń, na której mogą realizować swe polityczne (...) aspiracje".
Ja, gdybym była złośliwa, zapytałabym: czy wobec tego w 2010 roku do UE wejdzie Chorwacja i trochę Bośni i Hercegowiny?:)
*
żródło: zeljkokomsic,blogger.ba, pssmagazin.com, islamcevic.ba, "Feral Tribune" 28.01.2007

środa, 14 maja 2008

Nie tylko Lepper ma kłopoty ;)

Pewien pasterz z miasteczka Gornji Vakuf, Nedžad G. (lat 37) został zatrzymany przez policję, ponieważ próbował zgwałcić w miejscu pracy pasterkę S.P. (lat 26) z Zenicy, zamieszkałą w Kupresie. Do zdarzenia doszło 6 maja b.r.. Dziewczynie udało się obronić, po czym przez telefon komórkowy wezwała policję. Zeznała, że nigdy wcześniej nie widziała Nedžada G.

Pasterz i pasterka pracowali przy wypasie bydła w miejscowości Brda, gmina Kupres. On na jednej części pola, ona na drugiej.

(Źródło: pincom.info)

czwartek, 8 maja 2008

Neum w Czarnogórze


Kiedyś na plaży w Neumie dopadła mnie polityka. W sumie to nic dziwnego, bo na plaży w Neumie jej pełno; czai się na człowieka z prawa, z lewa oraz od strony morza. Chowa się w cieniu, szeleści w śmieciach, gnieździ w hotelach. Od zeszłego roku przenika również przez okulary słoneczne biało czerwonymi kwadracikami mrugającymi z półwyspu Klek. Ale przyznam, że tym razem zupełnie mnie zdezorientowała.

Uczestniczyłam w rozmowie z pewnymi sympatycznymi Tuzlankami. Pogawędka wywiązała się właśnie wokół wymalowanej noc wcześniej szachownicy po drugiej stronie zatoki. A potem rozmówczynie zaczęły mówić coś o innym dostępie do morza, który należy się Bośni i Hercegowinie. Niedoszłe bądź odebrane terytorium BiH znajduje się w Czarnogórze. Grzecznie słuchałam opowieści i zupełnie nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Ostatecznie historyjkę odłożyłam na mentalną półkę „X” – aż do chwili obecnej.

Dwa dni temu, portal glassrpske.com podjął nieprawdopodobne tezy Bośniaczek. Wczoraj artykuł z portalu RS pojawił się także na pincom.info w wersji chorwackiej oraz w internetowym wydaniu gazety Dnevni Avaz w wersji bośniackiej poprawionej :)

Dlaczego tylko Federacja BiH ma posiadać dostęp do morza? Republika Serbska gorsza? Zgodnie z informacjami wyniesionymi na światło dzienne przez Glas Srpske, Bośnia i Hercegowina otrzymała po Kongresie Berlińskim w 1878 r. dwa miejsca z dostępem do Adriatyku. Pierwsze, to oczywiście Neum, a drugie to tzw. Sutorina, czyli siedmiokilometrowy pas wybrzeża, na którym znajduje się ujście rzeczki Sutoriny do niewielkiej Zatoki Topaljskiej w obrębie Boki Kotorskiej. Na tym obszarze leżą miejscowości Igalo i Njivice, a całość usytuowana jest na zachód od miasta Herceg Novi. Jako przypieczętowanie ustalonego porządku terytorialnego podaje się wizytę cesarza Franciszka Józefa w Sutorinie, podczas której spotkał się z paszą Mostaru. Po 1918 r. Sutorina znalazła się w granicach Królestwa SHS, a po 1921 r. w obrębie jugosłowiańskiego Okręgu Mostarskiego. Następnie, w 1929 r., Sutorina wchodzi w skład Banowiny Zety, jednakże nie wychodzi poza granice Obwodu Trebińskiego. Na posiedzeniu AVNOJ w 1945r. postanowiono, że Neum i Sutorina wejdą w skład republiki BiH na zasadach z Kongresu Berlinskiego. Bezpośrednio po II wojnie światowej mapy SFRJ pokazywały granice BiH z dostępem do morza w rejonie Sutoriny. Do zmiany planów doszło prawdopodobnie na drodze ustnej umowy między ówczesnymi dygnitarzami komunistycznymi. Terytorium Sutoriny odstąpiono Czarnogórze za ziemie na wschód od rzeki Sutjeski; Maglić, Kruševo i Vučevo. Pierwszy dokument o nowym podziale terytorialnym Czarnogóry pojawił się w maju 1947r.

Przypadek Sutoriny pozostałby zapewne ciekawostką historyczną wywołującą nutę żalu w sercach mieszkańców BiH, gdyby nie pewien incydent z 2006 r. Niedługo po wyborze do Prezydium BiH, Željko Komšić i Haris Silajdžić oświadczyli, że zlecą nowopowstałemu rządowi FBiH uruchomienie przed sądem międzynarodowym procesu arbitrażu mającego doprowadzić do powrotu Sutoriny.

Oficjalnie na tym się skończyło i nikt nic więcej nie zrobił w tej sprawie. Zarówno premier FBiH, jak i rzecznik Rady Ministrów BiH, rzecznik Harisa Sliajdžicia oraz specjalista od ustalania granic w Dayton, prof. Vladimir Lukić, zapytani przez dziennikarza Glasu Srpske nic nie wiedzą albo odsyłają po odpowiedź do kogoś innego. Komšić też wszystko zwalił na Komisję ds. Granic.

No i po co całe zamieszanie? Ostatnio w BiH sprawdza się nowa reguła: Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o Dodika. Portal 24sata.info podsumował aferę wypowiedzią anonimowych komentatorów ze wspólnoty międzynarodowej: „Na całą tę historię trzeba patrzyć jako na nową grę sztabu Milorada Dodika, który usiłuje odwrócić uwagę bh opinii publicznej, by w spokoju pozałatwiać swoje sprawy.” Pojawiła się także sugestia, że Dodik dogadał się z Belgradem, by w przeddzień wyborów w Serbii trochę „przydusić” Czarnogórę. Jeżeli jednak oczekiwanym efektem było przedstawienie RS jako państwa, które domaga się swoich ziem utraconych (numer z Kosowem nie przeszedł, więc trzeba się jeszcze podroczyć), to spisek wymknął się spod kontroli. Stało się to już w momencie, gdy media FBiH przedrukowały artykuł usuwając słowa:„Republice Serbskiej” ze zdania „Republice Serbskiej i BiH odebrano siedmiokilometrowy dostęp do Morza Adriatyckiego”. :)

Źródła: glassrpske.com, pincom.info, 24sata.info, dnevni-list.ba, forum.hr, avaz.ba. Fot.M.Glajcar

wtorek, 6 maja 2008

Proljeće na moje rame sljeće...

... ĐURĐEVAK ZELENI!
Dziś wg kalendarza gregoriańskiego przypada dzień św. Jerzego, czyli serbski Đurđevdan (serb.đurđevak-konwalia).
Bez względu na fakt, że najbardziej związany jest z tradycją prawosławną, nie tylko Serbowie (rzecz jasna także ci w BiH) w przeszłości wczesnym rankiem dokonywali rytualnej kąpieli w rzece, która uwalniać miała od grzechu. Nierzadko też myto się wodą, w której przez noc stały kwiaty.
Dzień ten - świętowany jako symboliczny początek wiosny, łączy różne tradycje ludów basenu wschodniego Morza Śródziemnego, także te pogańskie.
Współcześnie tego dnia drzwi serbskich domów ozdabia się witkami brzozy i kwiatami, w miastach i na wsiach odbywają się festyny, których częścią jest puszczanie wianków na rzece i oczywiście kąpiel.
Niewątpliwie najlepiej Đurđevdan (rom. Ederlezi) pokazał w "Czasie Cyganów" Emir Kusturica, bardzo słusznie przypisując to święto przede wszystkim Romom, którzy tego właśnie dnia kończyli okres zimowy (czyli przymusowego postoju) i uroczyście, z radością witali czas rozpoczęcia dalszej wędrówki.
Z dniem św. Jerzego wiąże się też kilka ciekawych przesądów ludowych. Jeden z nich mówi, że dziewczyna, która wykąpie się świątecznego ranka w rzece, ujrzy we śnie swego ukochanego.
Wierzono także, że gdy na Đurđevdan jest ładna pogoda - rok będzie obfitować w plony, a jeśli spadnie deszcz - latem będzie sucho.
*
Dla przypomnienia - Sv.Đorđe to legendarny zabójca smoka! Temu pod Wawelem po prostu odłączył gaz:):). Opiekun rycerzy, pasterzy, bezpłodnych kobiet, szpitali i koni. Prawdopodbnie ścięty jako pierwszy chrześcijanin za cesarza Dioklecjana w 303r. .
Przeróżne przedstawienia świętego można oglądać w wielu miejscach na świecie, popularny jest bardzo na wschodzie Europy, rzeźbione postaci Sv.Đorđa zdobią m.in. Zagrzeb i Senj, a jego imieniem (Sv.Jure) nazwano m.in. najwyższe wzniesienie Biokova oraz maleńką wysepkę Boki Kotorskiej.

sobota, 26 kwietnia 2008

Zmartwychwstanie Soboru św.Trójcy

Jeszcze nie skończyło się dobrze jedno święto, a już zaczyna się kolejne. Ot, cała Bośnia i Hercegowina.
Dziś Wielką Sobotę obchodzą wierni prawosławni, w tym Serbowie.
Jak to w święta jest miło i przyjaźnie. Serbowie w BiH przyjmują życzenia od swoich muzułmańskich, katolickich i zydowskich sąsiadów. Władze, świeckie i religijne, wszystkich szczebli na ręce m.in. serbskiego bh metropolity dobrobośniackiego Nikolaja złożyły życzenia szczęścia i pokoju. Kardinał Vinko Puljić nie zapomniał pozdrowić głowy Serbskiej Cerkwi Prawosławnej - patryjarchy Pavle.
Z tej okazji warto wspomnieć i o oczekiwanym zmartwychwstaniu największej prawosławnej świątyni BiH.
Albowiem, spacerując ulicami wschodniego Mostaru, idąc w kierunku trasy M17, trochę w górę od Sahat kuli, napotkamy na swojej drodze..."wielkie nic". Tyle bowiem zostało z cerkwi św. Trójcy, do ostatniej wojny najważniejszego kościoła bh Serbów. Ze spalonej i zaminowanej w 1992r. budowli udało się uratować i wywieźć do Trebinja jedynie cenne ikony.
Sobór powstał w 1873r. na fundamentach poprzedniej budowli i był dziełem Andrije Damjanova. Jak w przypadku większości obiektów religijnych w BiH, tak i tu budowę wsparł i sułtan (w tym przypadku Abdul Aziz) darując nań sumę 100.000 groszy.
Na wybudowanie nowej świątyni potrzeba ok. 15mln KM.
Tym razem jednak w dzieło odbudowy angażuje się nie sułtan a Dyrektor Generalny UNESCO - Koichiro Matsuura (tak, ten sam pechowiec, który nie zdołał zobaczyć wyszegradzkiego mostu:). Pan Matsuura obiecał zorganizować międzynarodową kampanię na rzecz budowy soboru. Pierwszym donatorem okazała się jednak osoba prywatna - mieszkaniec Mostaru, adwokat Faruk Čupina przekazał na zbożny cel 10.000KM, co uważa zresztą za rzecz naturalną dla obywatela miasta, w którym jego rodzina żyje od 500-set lat.
Dla mostarskich Serbów, których liczba obecnie nie przekracza 4.000 ( w 1991r było ich ponad 14.000), to na pewno dużo. Dla UNESCO Sobór św. Trójcy to jeden z trzech "budowlanych" priorytetów w BiH. Oprócz cerkwi organizacja angażuje się w odbudowę meczetu Ferhadija w Banja Luce i klasztoru Plehan koło Derventy.

(źródło: slobodnaevropa.org)

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Nowa Sarajewska Hagada

Trwa Pesach. To najważniejsze żydowskie święto, w tym roku obchodzone jest od 19-go do 27-go kwietnia. Z okazji czczonego na pamiątkę wyjścia Żydów z niewoli egipskiej Pesach, w Sarajewie zaplanowano kilka imprez kulturalnych, których organizatorem (przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Sportu Kantonu Sarajewo) jest sarajewski Związek Żydowski (Jevrejska Zajednica BiH). Przewodniczący JZBiH Jakob Finci przyjął życzenia m.in.od władz miejskich i Reisu-l-ulemy ef. Mustafy Cericia.
Gwoździem programu była jednak promocja nowego wydania "Sarajewskiej Hagady", która odbyła się w Teatrze Narodowym zeszłej niedzieli. Co ważne - Hagada po raz pierwszy (wraz z objaśnieniami ilustracji) została przetłumaczona na bośniacki i angielski.
Hagada, tradycyjnie odczytywana podczas "sederu" - uroczystej wieczerzy poprzedzającej święto, opisuje m.in. wyjście Żydów z niewoli w Egipcie, zawiera psalmy, modlitwy, fragmenty Biblii, starych legend, anegdot i dziecięcych piosenek, a kończy sie popularną "Had gadja".
Sarajewska Hagada to jednak dzieło wyjątkowe i na pewno jeden z największych kulturalnych skarbów stolicy BiH. Dobrze strzeżony oryginał od 1894r. znajduje się w Muzeum Narodowym BiH (Zemaljski muzej BiH). Bogaty iluminowany rękopis powstał prawdopodobnie w 14-tym wieku w Hiszpanii, skąd uciekający przed inkwizycją Sefardyjczycy, przywieźli go do Bośni. Tutaj, ukrywany podczas II wojny, zachował się do dziś. Zawierająca 142 pergaminowe strony księga uważana jest za rzadki przykład sztuki iluminatorskiej średniowiecza. Jej treść natomiast stanowi jednocześnie interesujący zapis ówczesnych obyczajów i wierzeń.
Słowem wyjaśnienia - Żydzi (przeważnie sefardyjscy) to czwarta ważna grupa w religijno-kulturowym tygielku BiH. Pierwsi Sefardyjczycy (Spaniolowie) zjawili się w Sarajewie prawdopodobnie w 1566r zajmując m.in. dzielnicę Bjelave. Żydzi sefardyjscy w BiH (w sensie fizycznym) nigdy nie mieszkali w gettach, posiadali znaczną swobodę, a zachowując i pielęgnując swoje tradycje i język hiszpańsko-żydowski - ladino, utrzymywali kontakty z kulturą otoczenia. W 1581r. powstała w Sarajewie ich pierwsza synagoga.
Spaniolowie, będący wytrawnymi lekarzami, bankierami, zakładali również żydowskie towarzystwa kulturalno-oświatowe ("La Benevolencija" istnieje od 19w. do dziś), biblioteki, tworzyli literaturę w swoim języku (m.in. Laura Papo-Bohoreta zm.1941, na serb.-chor. tłumaczył z ladino Isak Samokovlija, zm.1955).
Po II wojnie i masowej zagładzie Żydów Sefardyjczycy, ich język i kultura, niemal zniknęły z Bośni. Także ostatnia wojna przyczyniła się do ich migracji. Obecnie liczbę Sefardyjczyków w BiH szacuje się na ok. 1000 osób.
Tym bardziej pozytywna wydaje się wiadomość, że niedługo w Banja Luce ponownie powstanie synagoga. Jak zapewnia przewodniczący tamtejszej gminy żydowskiej Jakob Danon, miasto zabezpieczyło parcelę pod zabudowę, a tym samym zyska nową międzynarodową przestrzeń kulturalną. Z powodu małej liczby członków gminy (ok. 70 rodzin) synagoga będzie godzić elementy sefardyjskie i aszkenazyjskie.
Żydzi aszkenazyjscy zaczęli napływać do BiH w czasach okupacji Austro-Węgier, a tylko w Banja Luce do II wojny światowej powstały 4 synagogi.
Świąteczne uroczystości potrwają w BiH do następnej niedzieli, kiedy odbędzie się drugi seder, związany m.in. z uczczeniem 60-tej rocznicy istnienia państwa Izrael.
(źródło: fildzan-viska, saray.net., benevolencija.eu, sarajevo-x.com)

czwartek, 17 kwietnia 2008

Bośniaki

Ten post nie jest o bośniackich wieśniakach.

Postanowiłam przeprowadzić małe śledztwo kulturoznawczo - językoznawcze, ale ponieważ wróciłam do punktu wyjścia, przeglądnąwszy stosik ciężkich książek, poprzestanę na wiedzy popularnej.

Pomysł na tego posta nadszedł, gdy wróciłam ze sklepu i położyłam moje bośniaki na stole. A potem pod wpływem nagłej refleksji, zaczęłam tropić w internecie i dowiedziałam się, że komuś w bośniakach brakuje blachy w czubkach.

Hmm, bez urazy, ale wbrew temu, co znajdziemy (a raczej nie znajdziemy) w wielu encyklopediach i słownikach, wyraz „bośniak” w języku polskim oznacza nie tylko mieszkańca Bośni lub przedstawiciela narodu muzułmańskiego.

Bośniaki / bośniaczki, co dla krakusa jest rzeczą oczywistą, jak bułka z masłem, to rodzaj białego pieczywa, bułki z dużą ilością kminku w środku i na zewnątrz, najczęściej trójdzielnej. Bułeczki te w kuchni galicyjskiej, to pamiątka po okresie zaborów. Wg Roberta Makłowicza, powszechne zastosowanie kminku w pieczywie najprawdopodobniej zostało przywiezione przez cesarskich urzędników pochodzenia czeskiego. Czesi nie Czesi, ale w końcu Austro-Węgry też złakomiły się na Bośnię i Hercegowinę, tyle że, jak wiemy, nie wyszło im to na zdrowie po 1914r. Tylko nurtuje mnie, skąd dokładnie bośniaki? W grę wchodzą różne hipotezy; czy jakiś zdolny bośniacki kucharz zrobił karierę na wypieku kminkowych bułek, czy Bośniacy dzierżyli w posiadaniu sieć piekarni w Monarchii, a może w Bośni nagle zapanowała przejściowa moda na bułki z kminkiem? Obecnie jakoś nie kojarzę odpowiedników w bośniackich piekarniach. Ciekawe, co by na to powiedział somun (gdyby oczywiście mógł mówić) :o

Drugie znaczenie wyrazu „bośniaki”, na które natknęłam się przypadkiem, to rodzaj butów militarnych, porządne żołnierskie obuwie skórzane, z membraną i na wibramie, popularna nazwa na „ICW”,”belleville” (proszę mnie, jakby co, poprawić, bo nie mam o tym bladego pojęcia).. Nazwa pochodzi stąd, że w takich butkach chodzili amerykańscy żołnierze z SFOR-u. Podobno dobrze się w nich chodzi, choć są raczej na zimę, a do tego mają wygodny system sznurowania :)

Aaa, coś jeszcze. Spotkałam ponadto na allegro „bośniak” - mundur, używany przez polskich żołnierzy na misjach, wersja letnia, przewiewny, szybkoschnący. Spodnie posiadają kieszenie na nogawkach z przodu i z tyłu. Poprzednik munduru „snajper” (może zakończmy już tę tematykę..?). Sprzedawca munduru twierdzi, że dziś bardzo trudno je znaleźć, ponieważ ten typ odzieży wojskowej przestano produkować w 2003 roku. No i dobrze. Lepiej, żeby „bośniaki” kojarzyły się z bułkami.

(wykorzystałam: http://www.travelforum.pl/mini-przewodnik-po-krakowie/1064-grzybowe-bufety-tematyczne.html; http://ngt.pl/forum/%5Bobuwie%5D-buty-bundeswehry,318,2.html;http://www.forum4x4.pl/i kilka ksiąg, encyklopedyj, słowników tudzież leksykonów, w których nic ciekawego nie znalazłam)

PS: Pod powyższym postem otwieram w komentarzach wielką skarbnicę dziwnych BeHarowych nazw używanych w Polsce lub kolejnych znaczeń „bośniaków”. Ciekawe, czy ktoś coś wyszpera :) Kiedyś słyszałam od koleżanki nie związanej z tematem, że „sarajewo” znaczyło coś jakby „fajowo”:). Że nie wspomnę o banialukach!

środa, 16 kwietnia 2008

Mania zmniejszania

W zeszły weekend BiH odwiedził Richard Holbrooke. Jeden z twórców porozumienia z Dayton spotkał się z czołowymi postaciami bośniackiej sceny politycznej. W Banja Luce rozmawiał z Miloradem Dodikiem, który tradycyjnie przy każdej sprzyjającej okazji (tj. przed, w trakcie i po wyborach, a ostatnio po ogłoszeniu niepodległości Kosowa) grozi rozpisaniem referendum w sprawie odłączenia Republiki Serbskiej od BiH.
Podczas rozmowy z Holbrookiem spuścił nieco z tonu zapowiadając m.in., że RS akceptuje zapisy układu z Dayton, popiera europejską drogę BiH, ale zdecydowanie żąda określenia jasnej pozycji RS w obrębie BiH. Dodik zapowiedział, że istnienie RS - negowane w kraju poczynając od przeciętnego Sarajliji po przedstawicieli elit politycznych - nie podlega dyskusji.
Republika Serbska to twór ustanowiony i uznany przez architektów układu daytońskiego. Dodik dowodzi więc, że jego żądania dotyczą jedynie akceptacji i przestrzegania przez Parlament BiH założeń tegoż porozumienia.
Wysoki Przedstawiciel Miroslav Lajčak wielokrotnie powtarzał, że nie dopuści do likwidacji serbskiego bh "entitetu".
Także R. Holbrooke stanowczo zapewnia o nienaruszalności obecnego stanu rzeczy, stwierdzając m.in., że nie ma mowy o likwidacji istniejących "entitetów", o odłączeniu któregoś z nich lub powstaniu nowego". Amerykański gość przyznał, że pokój daytoński nie jest doskonały, a niektóre jego założenia w ogóle nie weszły w życie. Odniósł się też do kontrowersji dotyczących nazwy Republiki Serbskiej, wspomniał że nazwa powstała na dwa miesiące przed rozmowami w Dayton i zyskała akceptację samego Aliji Izetbegovicia.
Nawiasem mówiąc, gdyby nie było RS, pewnie choćby z punktu widzenia niektórych bh polityków, należałoby ją wymyśleć. Bez paniki, wojny raczej nie będzie. Panowie Dodik i Silajdžić są sobie bardzo potrzebni.
A od czasu do czasu na bh forach można przeczytać uwagi typu: "Niech się wreszcie odłączą i w końcu będzie święty spokój".
Oj, nie będzie. Mamy tu bowiem kolejnych niezadowolonych. Walka Chorwatów o własny "entitet" jest równie długa, jak historia rozpisywania sławnego referendum w RS.
(Przy okazji - ew. powstanie "trzeciego entitetu" było szeroko komentowane przez niezawodnych jak zawsze internautów; niektórzy z nich mieli autorskie pomysły na nowy bh twór, jeden z forumowiczów zaproponowal utworzenie "entitetu zwierzątek domowych":)
Wracając do rzeczy - Chorwaci w BiH twierdzą, że brak własnego "entitetu" jest zagrożeniem dla ich tożsamości, także językowej (?!). Czują się przytłoczeni i w ważnych sprawach przegłosowywani przez federacyjną większość muzułmańską.
Holbrooke stanowczo odmówił racji bytu kolejnego entitetu. Powołał się na spotkanie z Željko Komšiciem (choć wybranym boszniackimi głosami, to bądź co bądź chorwackim członkiem Prezydium BiH), z którym jak stwierdził odbył "bardzo dobrą rozmowę". Przypomniał też, że "Franjo Tudjman w Dayton dostał wszystko, czego żądał". Nie zgadza się z tym przewodniczący HDZ BiH Božo Rajić, który uznał wypowiedzi Holbrooka za nie wiążące wypowiedzi prywatnej osoby, zapowiadając równocześnie, że "nic nie jest tak święte, by nie można było tego zmienić".
Tymczasem tzw. wspólnocie międzynarodowej bardzo zależy na utrzymaniu status quo. Niejako "samoistnym" rozwiązaniem bośniackich problemów ma być przyjęcie BiH do UE. Stąd naciski Zachodu (m.in. OHR-u) na bh polityków, by jak najszybciej wprowadzali niezbędne reformy. Ich jakość (jak w przypadku choćby niedawnej reformy policji), jakkolwiek by to cynicznie nie brzmiało, zachodnich polityków nie obchodzi. Najważniejsze, by ruszyć z martwego punktu i by ten pociąg wreszcie pchnąć.
Byłoby miło, gdyby go jeszcze pomóc skierować na dobre tory.
*
(źródło: rtvfbih.ba, slobodna-bosna.ba, kliker.info, Jad i Zabava, slobodnadalmacija.hr )

niedziela, 13 kwietnia 2008

Dawno, dawno temu, była sobie...

...reforma policji BiH. Po czterech latach, pewnego kwietniowego czwartku, tuż przed północą bh parlament przyjął zapisy prawne o reformie policji! Tym samym został spełniony jeden z fundamentalnych warunków, który pozwoli BiH podpisać z UE Porozumienie o Stabilizacji i Stowarzyszeniu.
Początkowo dyskutowano trzy różne propozycje ustawy, bez rezultatu. Większością głosów przeszła dopiero czwarta zgłoszona przez 22 posłów z pięciu tworzących koalicję partii. Wyniku nie zaakceptowała Partia Akcji Demokratycznej (SDA).
Nowe prawo opiera się na wcześniejszych propozycjach i ustanawia 7 organów administracyjnych, które w przyszłości mają koordynować pracę 2 z 15 działających dotąd agencji policyjnych.
Koordynacja ma dotyczyć pracy agencji bezpieczeństwa (Agencija za istrage i zaštitu SIPA- to takie połączenie ABW i CBŚ) oraz policji granicznej (Granična Policija), natomiast pozostałe struktury wewnątrz obydwu jednostek administracyjnych BiH (entitetów) mają działać samodzielnie.
Pierwotnie, czyli przed czterema laty, proponowano zjednoczenie i ujednolicenie różnych struktur policyjnych, pomysł ten jednak szybko upadł, gdyż RS chciała zachować policję swojego "entytetu". To z kolei wywoływało niezgodę pozostałych, bo jak twierdzono - nie można legitymizować organizacji, która w czasie wojny brała udział w zbrodniach.
Ostatecznie zachowano rozdział na policję RS i FBiH, lecz pod naciskiem m.in. Wysokiego Przedstawiciela do wspomnianych zapisów dodano artykuł zapowiadający koordynację także lokalnych okręgów policyjnych, co nastąpiłoby rok po oczekiwanych zmianach w bh konstytucji. Ups! Następna zagwozdka - bo narzucona w Dayton ustawa zasadnicza BiH nie spełnia europejskich standardów, a Bośnia ma być wszak państwem europejskim.
(źródło: Javno.com)

piątek, 11 kwietnia 2008

Nowy film i... nowa partia

Bośniacko-hercegowiński zdobywca Oscara, reżyser Danis Tanović założył nową bh partię.
Zebranie założycielskie "Naszej Partii" ("Naša stranka") odbyło się 5-go kwietnia. Jak zapowiedział autor "Ziemi niczyjej", partia ma za zadanie "reprezentować zwykłego człowieka i jego naturalne prawo do przyzwoitego życia". Będzie organizacją nastawioną proeuropejsko, opartą na uczciwych i kompetentnych osobach wszystkich narodowości. Te z kolei powinny przyciągnąć do aktywności wyborczej tych, którzy rozczarowani polityczno-ekonomiczną sytuacją w BiH, wybory omijali z daleka.
Pewną przeszkodą podczas wyborów może być fakt, że prawo wyborcze BiH faworyzuje partie walczące o przychylność wyborców tylko z jednej określonej grupy etnicznej, ale reżyser (który został w-ce przewodniczącym partii, przewodzi jej Bojan Bajić) i tu jest dobrej myśli, choć sytuację w kraju ocenia na wskroś realnie: "Walka o przemiany w BiH to nie bieg na 100 metrów a maraton".
Ci z internautów, którzy rzecz widzą optymistycznie twierdzą, że przynajmniej Tanović nie zostaje politykiem dla sławy i pieniędzy, bo te już ma.
W dniu, gdy reżyser przedstawiał światu swoje nowe polityczne przedsięwzięcie, Bośnię, a dokładniej Srebrenicę odwiedzał Colin Farrell. Aktor zagra główną rolę w nowym filmie Tanovicia "Trijaža", do którego zdjęcia rozpoczęły się w Hiszpanii. Scenariusz do niego napisał...chmmm... Scott Anderson, a Farrell wcieli się w postać... fotoreportera wojennego.
Czyżby deja vu?:)
(źródło: 24sata.ifo, zid.ba)

Łapią Karadžicia!

Niestety tylko na ekranie.
Od kilku miesięcy w kinach na świecie i w BiH można oglądać film Richarda Sheparda "The Hunting Party", co na bh języki przełożono jako "Lov u Bosni" ("Łowy w Bośni"). Premiera filmu, w którym główną rolę gra Richard Gere, odbyła się latem na festiwalu w Wenecji w 2007r. Fabułę oparto na artykule Scotta Andersona "What I did on my summer vacation", a zdjęcia kręcono przez dziewięć jesiennych tygodni m.in.w Chorwacji i w Bośni AD 2006.
W niewielkim skrócie: film opowiada o grupie amerykańskich dziennikarzy, wśród nich bohater Gere'a - Simon Hunt, którzy przybywszy do Bośni pięć lat po wojnie, zbierają materiał o lokalnym zbrodniarzu wojennym. Choć nazwisko Karadžicia w filmie na pada, nietrudno się domyslić o kogo chodzi.
Dwa lata temu, gdy Amerykanie przyjechali do Sarajewa, bh media po prostu pieściły R.Gere'a. (Pamiętam, bo - całkiem przypadkowo:) - bawiłam wówczas w Saraju). Powiedziano o nim chyba wszystko, także to, że jako wegetarianinowi ponoć przeszkadza mu sam zapach ćavapa:), ale już pląsy derwiszów "uduchowiony" gwiazdor przyjął z zachwytem. Zdziwił go także fakt, że Kusturica, którego filmy uwielbia, pochodzi z Bośni.
W telewizji jednym z zabawniejszych akcentów, był fragment reportażu pokazujący Gere'a podczas wizyty w jakiejś, potem statystującej w filmie, podsarajewskiej wsi. Reporter przepytywał dzieci, które wybiegły na spotkanie gwiazdy (i jej samochodu:). "Cieszycie się, że pan Gere przyjechał?". "Taaak!!"- krzyknęły radośnie dzieci. "A wiecie kto to jest?". "Nieeee!!" - odpowiedziały jeszcze weselej.
Bośniacy film zobaczyli po raz pierwszy w grudniu 2007, podczas uroczystej premiery, na której niestety nie było największej gwiazdy. Nie wszystkim w BiH umknął fakt, że w Wenecji na pierwszym pokazie zabrakło bośniackich aktorów... . Zato usta aktora pełne były frazesów o "bośniackiej Jerozolimie" i oburzenia, z powodu braku działań zmierzających do ujęcia Karadžicia i Mladicia. Internauci bihforum.com zapamiętali gwieździe chęć spotkania i rozmowy z Mladiciem (?!), oraz uwagę: "Myślałem, że tu jeszcze trwa wojna". "Bałwan" - skomentował dosadnie jeden z nich.
Filmu nie widziałam, recenzje zbiera od przeciętnych po złe. Ale gorsze od najgorszego filmu jest to, że fikcja tak wyprzedziła rzeczywistość. Dotąd żadna z akcji SFOR-ów, KFOR-ów i EUFOR-ów (ostatnia kilka tygodni temu w Pale) nie zakończyła się sukcesem. Chyba wszystkim zależy bardzo średnio. Może więcej szczęścia i determinacji będzie miał nowy haski prokurator Serge Brammertz. A może pani Carla del Ponte, dla której złapanie Mladicia i Karadžicia było sprawą honoru, prędzej spotka Serbów w dalekiej Argentynie, dokąd została wydelegowana po zakończeniu pracy w Hadze?
(źródło: 24sata.info, pescanik-druga srbija)

wtorek, 8 kwietnia 2008

Bazia informacyjna

Ponieważ letnie ciepełko i szeroko rozumiane wakacje zbliżają się wielkimi krokami, nagłośnię dobre wieści dla wszystkich, którzy chcą jechać do Bośni i Hercegowiny lub np. do Paryża, ale po drodze chcieliby mieć ładne widoki, więc planują zahaczyć o BiH.

Jak podała Ambasada RP w Sarajewie, MSZ BiH poinformowało, że obywatele polscy mogą przekraczać granice Bośni i Hercegowiny, czyli wjeżdżać, wyjeżdżać i przejeżdżać przez terytorium tego państwa także na podstawie dowodu osobistego. Decyzja ta ma związek z przystąpieniem Polski oraz innych państw UE do układu z Schengen.

Jak to miło „być w Europie”. Szkoda, że tylko jednostronnie.

Al-Mostar ?

Mostarski mufti, Seid efendi Smajkić, zwrócił się do burmistrza Mostaru, Ljuby Bešlicia, o pozwolenie na budowę Centrum Muzułmańskiego. Obiekt ma być usytuowany w środku Mostaru, między ul. Kneza Domagoja i Dr. Ante Starčevicia, między Chorwackim Teatrem Narodowym i nową katedrą w budowie.

Projekt Centrum, opublikowany na stronie Medžlisu Wspólnoty Islamskiej Mostaru, zakłada wybudowanie kompleksu budynków, między innymi meczetu (no i znowu te 2 minarety..), szkoły, garażu na 200 pojazdów.

Wysokość minaretów i całego kompleksu ma być określona z uwzględnieniem wysokości okolicznych budynków, które dopiero są w planach. Wysokości dzwonnicy przyszłej katedry i minaretów mają być zbliżone. Miejmy nadzieję, że to zagadnienie nie stanie się zapalnikiem mostarskiej wojny symboli religijnych w stylu „kto da więcej”. Póki co, wieża odbudowanego kościoła franciszkanów ma 107 m.

Zdaniem Smajkicia, dzięki budowie Centrum Muzułmańskiego w samym środku Mostaru, muzułmanie zyskaliby na znaczeniu w mieście. W ten sposób, jak argumentuje, zapewniłoby się równowagę i powstrzymało kroatyzację i chrystianizację Mostaru. Czy jednak wzniesienie Centrum nie ściągnie na Mostar nadmiernego zainteresowania i wpływu donatorów z Bliskiego Wschodu? Ci już niejednokrotnie wykorzystywali inwestycje w Bośni i Hercegowinie do zaszczepiania swoich ideologii oraz obcych bh islamowi form religijności. W wypowiedzi dla Oslobodjenja z 2006 r., przewodniczący MIZ w Mostarze, Rasim Jelovac powiedział, że istniejące już, stare muzułmańskie centrum na Bunurze odnowiła i przemieniła na swoje centrum kulturalne Arabia Saudyjska. Nowe Islamskie Centrum „to kwestia naszej pozycji, przetrwania, perspektyw życiowych (...) Nie chodzi tylko o naszą pozycję jako muzułmanów, ale jako Boszniaków”, wyjaśniał Smajkić. Dodał, że obiekt nie będzie opłacany z podatków, ale mają go ufundować członkowie wspólnoty.

Trzymam kciuki, żeby nie sprawdziły się docinki internautów z pincomu.info: „Ten projekt jest super dla (rozwoju) turystyki...Ależ się ucieszą talibowie, gdy zobaczą taki obiekt w Mostarze.”

niedziela, 6 kwietnia 2008

Sve najbolje Sarajevo!

Dziś 6 kwietnia – Dzień Miasta Sarajewa!

Obchody Dnia Sarajewa zaczęły się na cmentarzu szahidów Kovači, gdzie przedstawiciele władz miasta, z burmistrz Semihą Borovac na czele, złożyli wieńce i oddali hołd poległym obrońcom Sarajewa.

Trzydniowy program obchodów Dnia Miasta, który zaczął się w sobotę, obejmuje szereg uroczystości, wydarzeń kulturalnych i imprez sportowych.

Dzisiaj burmistrz miasta, podczas uroczystości w Vijećnicy (dawny Ratusz i Biblioteka Narodowa) wręczyła odznaczenia dziesięciu „sprawdzonym przyjaciołom Sarajewa i Bośni i Hercegowiny” za wybitne zasługi. Borovac przypomniała, ze Vijećnica za 14 dni obchodzi swoje 112 urodziny. „Vijećnica jest dumą i duszą tego miasta i symbolem duchowego oporu Sarajewian wobec niszczenia, zabijania i nienawiści, a Sarajewo jest w skali światowej niewielkim, ale prawdziwie kosmopolitycznym miastem. W nim spotkały się i splotły różne cywilizacje, kultury i tradycje i wszystko to dzisiaj widać gołym okiem, mimo tragicznych doświadczeń z niedawnej przeszłości”, powiedziała pani burmistrz.

Obok oficjalnych uroczystości miała miejsce demonstracja przed Teatrem Narodowym, zwołana przez nieformalną grupę „Mieszkańcy Sarajewa”. Demonstranci przyznali anty-nagrody za niedopełnienie obowiązków pani burmistrz miasta, naczelnikowi kantonu Sarajewo i premierowi FBiH, a także domagali się ich dymisji.

Przypomnijmy; Dzień Miasta Sarajewa ustanowiono na pamiątkę wydarzeń z 5 kwietnia 1945 r., kiedy to pierwsze oddziały 16-stej muzułmańskiej ludowowyzwoleńczej brygady uderzeniowej przedostały się do miasta od strony Vratnika i wraz z innymi brygadami oswobodziły Sarajewo.

(źródła: fena.ba, sarajevo-x.com, saray.net, fot.M.Pietruszka)

Sarajevo, divno mjesto... beharliblog želi ti SVE NAJBOLJE!

Na Drini ćuprija ... i co było dalej

„Na tom mestu gde Drina izbija celom težinom svoje vodene mase, zelene i zapanjene, iz prividno zatvorenog sklopa crnih i strmih planina, stoji veliki, skladno srezani most od kamena, sa jedanaest lukova širokog raspona.” (Ivo Andrić, Na Drini ćuprija)

Most na Drinie, most Mehmeda-paszy Sokolovicia, most Ivo Andricia, Stary Most w Višegradzie został wpisany na listę UNESCO. Stało się to w czerwcu 2007 r., ale oficjalna ceremonia wręczenia certyfikatu Komitetu Światowego Dziedzictwa przewodniczącemu prezydium BiH Harisowi Silajdžiciowi odbyła się 25 marca b.r. Ceremonia, na której obecni byli wszyscy, którzy na takich ceremoniach zwykle być powinni, odbyła się w Sarajewie, nie w Višegradzie. W budynku Prezydium BiH, a nie na višegradzkim Moście.

Dyrektor generalny UNESCO, Koichiro Matsuura wrócił do domu z niespełnionym marzeniem. „Przykro mi, bo chciałem pojechać do Višegradu i zobaczyć most Mehmeda-paszy Sokolovicia. Tymczasem doradzono mi, żebym tam nie jechał. Chciałem jednak pojechać incognito, bo od dawna pragnę oglądnąć ten piękny most. Od dawna o nim wiem, bo już przed 54 laty widziałem film „Ostatni most” (...). Naprawdę jest mi przykro, że nie jestem w Višegradzie, ale wierzę, że w przyszłości tam dotrę” – powiedział Matsuura.

Dlaczego tak się stało? Otóż dlatego, że doszło do pewnych „incydentów”, z powodu których Matsuura nie mógłby w spokoju napawać się pięknem 16-wiecznego arcydzieła architektury otomańskiej. Przedstawicielki bośniackiego stowarzyszenia Kobieta – ofiara wojny (Žena – žrtva rata) zapowiedziały na dzień 25 marca demonstrację, równoległą do ceremonii wręczenia certyfikatu UNESCO. Niech świat wie, a Bośnia pamięta. Niech dostojnicy wiedzą, że jak teraz oni stąpać będą po rozwiniętym na moście czerwonym dywanie, tak 11 czerwca 1992 roku czerwony dywan z krwi bośniackich cywili deptali serbscy oprawcy. Dlatego, wg Bakiry Hasečić, przewodniczącej stowarzyszenia, obok tablicy upamiętniającej wpis na listę UNESCO, powinna stanąć tablica ku czci ofiar.

Višegrad jest teraz zupełnie innym miejscem niż przed wojną ‘92-’95. Pod względem zmian w strukturze etnicznej mieszkańców, znajduje się na drugim miejscu po Srebrenicy. W czasie wojny na terenie gminy Višegrad zginęło ok. 3.000 cywilów. W 1991 r. mieszkało tam 63% Muzułmanów i 33% Serbów. Dane z 2007 roku jaskrawo pokazują skalę zmian: 10% Boszniaków i 90% Serbów. Spośród mieszkańców miasta Višegrad, zginęło 1760 osób. Doliczono się 1584 ofiar narodowości muzułmańskiej, 172 serbskiej i 4 chorwackiej. Los 771 višegradzian jest wciąż nieznany (Otisci). Wiele ofiar to kobiety i dzieci. Paramilitarne oddziały bośniackich Serbów dokonywały na Muzułmanach krwawych czystek etnicznych, a wiele egzekucji dokonano na moście, po czym ciała zrzucano do Driny.

Bakira Hasečić z grupą ok.70 kobiet, w zapowiedzianym dniu, zjawiła się przy višegradzkim moście, z tablicą upamiętniającą ofiary. Próbował jej przeszkodzić „pewien inspektor”, ale kobieta nie dała się zatrzymać. Całe wydarzenie ochraniała policja RS. Co ciekawe, serwis pincom.info podaje za „lokalnymi mediami”, że policja zapobiegła usytuowaniu tablicy na obiekcie pod ochroną UNESCO. Federalna novinska agencija donosi, że tablica została umieszczona.

„Na tym moście, tamtego 1992, chodziłam po krwi do kostek i chcę powiedzieć całemu światu, że zimny kamień nie jest cenniejszy niż 3.000 istnień. Dzisiaj jesteśmy tutaj, by powiedzieć prawdę, że jest to najbardziej krwawy most w światowym dziedzictwie (...)”, wyznała Hasečić. Rasim Muratović z Instytutu Badań Zbrodni Przeciwko Ludzkości z Sarajewa podsumował: „Dobrze, że UNESCO umieścił ten most na Liście Światowego Dziedzictwa, bo to właśnie daje nadzieję, że na tym moście (...), czy na jakimkolwiek innym (...) nigdy więcej nie będzie się zabijać ludzi i rzucać z mostu, jak miało to miejsce tutaj”.

(Źródła: fena.ba, sarajevo-x.com, pincom.info, zena-zrtva-rata.ba, visegrad92.blogger.ba, film Otisci – 15 godina poslije. Višegrad. na xyfilms.net)


Jak japońscy turyści mogą dotrzeć do mostu Mehmeda-paszy Sokolovicia

Podczas mojej ubiegłorocznej wizyty w Višegradzie, przekonałam się, że nie jest to takie proste. Szczególnie jeśli się jest np. japońskim backpakerem. Zaplanowałam sobotni wypad z Sarajewa, jednakże na „dworcu wschodnim” dowiedziałam się, że wypad może się przedłużyć do niedzieli z prostych względów, że po prostu nie ma biletów powrotnych oraz autobusów powrotnych. Chociaż nocowanie pod TAKIM Mostem w sumie byłoby zaszczytem, istniała możliwość, że po ok. godzinie pobytu w Višegradzie (podróż w 1 str. Istočno Sarajevo – Višegrad trwa ok 3,5 h) złapię autobus mknący z Belgradu. Z tej możliwości skorzystałam, jednak do tej pory żałuję, że nie zdążyłam wejść pod most i zobaczyć go z żabiej perspektywy (następnym razem;). Problem dojścia z dworca autobusowego również sam się rozwiązał, ponieważ autobusy nie zajeżdżają na višegradzki dworzec (który podobno znajduje się: jak pójdę w lewo, to potem do góry, potem znowu w lewo i w prawo, przez tunel, za siedmioma górami i w lewo), ale wysadzają nielicznych bądź pojedynczych pasażerów na szosie, tuż przy moście. Kasaby już nie ma, ale skala została. Višegrad pozostaje głęboko w cieniu mostu. Most jest godny majestatu Driny. Oni tam panują: Most i Drina.