środa, 1 października 2008

"Čudna jada od Mostara grada..."

Kravice. Tu będą pływać
zahumpopotamy...

Z kronikarskiego obowiązku notujemy bliski koniec kampanii wyborczej.
5 października po raz czwarty po wojnie odbędą się wybory do władz lokalnych. Po raz drugi wybory organizuje sama BiH, nowością będzie głosowanie na przedstawiciela mniejszości narodowych. Łącznie w wyborach startuje ok. 29.000 kandydatów, 80 partii (!) i 239 kandydatów niezależnych. Koszt przedsięwzięcia oczacowano na 11mln KM (ok.6mln Euro). Prawo głosu ma ok. 3 mln wyborców, których od miesiąca (dla przypomnienia kampania wyborcza zbiegła się z okresem Ramazanu)zalewa fala frazesów i obietnic. Choć wybory lokalne powinny skupiać się na kanalizacji, dziurawych drogach i dostawie prądu, jak się spodziewano - nie zabrakło wyraźnych tonów narodowych, oraz wszelkiego sortu unitaryzmów, separatyzmów i trzecich entitetów.
Do głosowania zachęcały kościoły, a z CIK (Centralna Komisja
Wyborcza - w której niezależność niektórzy szczerze wątpią) i
OHR-u popłynęły słowa ostrzeżenia, by w kampanii wystrzegać się języka nienawiści.
Z plakatów patrzą mniej lub bardziej śliczni panowie (pań jakoś nie pamiętam...), a niektóre hasła doprawdy wzruszające są: "Głosujmy sercem sarajewskim..." (to SDA).
"Jakby to było pięknie, gdyby wszystkie partie, które opłaciły kogoś, by te plakaty lepił, znów zrobiły dobry uczynek i zapłaciły komuś, by je zdjął. (...) Nie byłoby śmieci w mieście i jeszcze ktoś by zarobił..." - rozmarzyła się publicystka "Hercegovaczkih novin" (12.09.2008).
W ogólny przedwyborczy nastrój wpasował się felietonista tejże gazety Bozo Kijac:"Obiecują (...) lotniska, szkoły, mieszkania, (...) a jedyne co potrafią zrobić w okresie trwania ich mandatu to łatanie dziur w asfalcie i to tuż przed wyborami. (...) Co prawda, w tym roku zaczęli dzielić bezpłatnie podręczniki, tu i ówdzie postawili nowe znaki drogowe i oznakowania łacinką i cyrylicą, by podgrzać krew wyborców, a nacjonalistyczny narybek nie został bez pracy."
I nie został. Dnia pewnego mym zdziwionym oczom na trasie Mostar-Metković pod łacińskimi nazwami ukazały się napisy cyrylicą. Już myślałam, że popędzę z pielgrzymką do Medjugorja, lecz parę kilometrów dalej "odetchnęłam z ulgą", cyrylica zniknęła pod grubą warstwą farby i wszystko uff... "wróciło do normy".
"W modzie jest - pisze dalej Kijac - fotografowanie się i ściskanie rąk przywódcom religijnym. (...) Polityczni rywale jedni drugich nazywają kretynami, ustaszami, czetnikami, partyzantami, faszystami (...)." Autora (a mnie z nim razem) zajmuje w dużej mierze los Mostaru i Hercegoviny: "Mostar - parafrazuje Kijac wyborcze fantazje polityków - będzie małą Szwajcarią. (...) zamiast podzielonego miasta będziemy mieć Kalifornię: 8 pór roku i żniwa 10 razy w roku (...). w kolejnym dziesięcioleciu na Neretwie powstaną setki małych i dużych elektrowni wodnych, które w ogóle nie będą zanieczyszczać środowiska. (...) Rada mieszkańców Dreznicy ogłosi jednostronne odłączenie się od Mostaru, a Milorad Dodik ogłszony zostanie honorowym obywatelem i otrzyma doroczną nagrodę "Separator". Na tym samym zebraniu drezniczanie ogłoszą się europejskim Kuwejtem. (...) Nasi politycy obiecali także jeszcze 4 lokacje, na których ma się pojawić Gospa (...), a Troja definitywnie zostanie odkryta w Gabeli. (...) Do wschodniej Hercegoviny sprowadzi się krokodyle i hipopotamy, które tutaj będą się nazywać zahumpopotamy."
Jasne. A bura zacznie wiać od strony Dubrownika w kierunku Trebinje, Kusturica znów się nawróci i zamieszka w Sarajewie, a Vicka przyzna,że z tą Gospą to był tylko taki żart... . Wszystko po tym jak mieszkańcy Neum zbudują most Kopno-Pelješac i pstrągi w Neretwie zaczną pływać do tyłu.

1 komentarz:

Sylvia pisze...

"Kiełbasa wyborcza" jak u nas ;-) A co do gorączki wyborczej, faktycznie, plakatów cała masa, od bilbordowych kandydatów można dostać oczopląsu .. sama się o tym przekonałam w Sarajewie, Mostarze i Neum. Pozdrawiam :)