Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka - bosanski lonac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka - bosanski lonac. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 września 2011

Czy Srebrenica jest ofiarą spisku Clintona i Izetbegovicia?

- czy nie. Brudy wojny, brudy propagandy.
Tezę o spisku zakładają twórcy poniższego filmu.

wtorek, 11 stycznia 2011

„Armaty w krzakach…” i inne Balk-haiku:)

Nowy rok na blogu inaugurujemy podsumowaniem minionego, przypominając „skrzydlate myśli” jakie wyfrunęły z ust polityków ex-Jugi. Nie będę oryginalna i nie odmówię sobie przyjemności zacytowania zwycięzców i niektórych nominowanych w konkursie „Shit of the year” od lat organizowanym przez redaktorów najpierw śp.”Feral Tribune”, a obecnie internetowej gazety e-Novine.
*
Podobnie jak rok temu, także w tym podium opanowali Serbowie (i to nie bośniaccy:). Zawsze wiedziałam, że Serbowie mają niespożyte poczucie humoru, ale jak tak dalej pójdzie, znowu zacznie się mówić o jakiejś serbskiej hegemonii:).
*
Ale do adremu: namberłanem okazał się premier Serbii ujawniający niezykle tajemniczą i znaną tylko sobie strategię mającą szybciej i skuteczniej wprowadzić kraj do Europy. „Decyzja Serbii, by nie uczestniczyć w przyznawaniu wręczenia Nagrody Nobla w Oslo jest taktycznym ruchem mającym na celu wzmocnienie integracji Serbii z Europą”. Tako rzecze Mirko Cvetković, a wy się zastanawiajcie, co autor miał na myśli… (tym bardziej, że dla zmylenia przeciwnika zapewne, po kilku godzinach kierowany dobrem ojczyzny, premier zmienił zdanie i jak wiadomo przedstawiciel Serbii na uroczystości jednak się pojawił);

*
„Złota myśl” zdobywcy drugiego miejsca, nie ukrywam, szczególnie mi przypadła do gustu. Jej autor - Boris Tadić z okazji swej (jakże pokojowej, pamiętnej z przeprosin prezydenta w Vukovarze) wizyty w Chorwacji w ramach relaksu odbył przejażdżkę łodzią z wyspy Krk do Opatiji. Czy to jugo, czy bura czy też romantyczna cisza na Adriatyku natchęła prezydenta (którego kontakty z morzem przed paru laty skutecznie ograniczył Milo Djukanović) do wyznania, iż „morze trzeba zobaczyć z bliska, jeśli już się nad nim jest”:).
Zdaniem tym niebezpiecznie zbliżył się do mistrzostwa, jakie w podobnych zwierzeniach osiągają polscy turyści:) Przykłady?
Miejsce akcji - wyspa Brač: - Czyli jesteśmy na wyspie?
– Tak.
- Acha, i dookoła jest woda?
Miejsce akcji – Medjugorje: - To o której ta Matka Boska się pokazuje?
Miejsce akcji – Moskwa: - Być w Moskwie i nie widzieć Lenina w mauzoleum, to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża…
*
Tyle tytułem dygresji, wracamy do meritum, bo oto okazuje się, że mimo wszystko w reklamowaniu uroków swego własnego wybrzeża Chorwaci są niezastąpieni! Poniższe „skrzydlate słowa” nie tylko że zasługują na najwyższe konkursowe laury, ale powinny stać się tegorocznym mottem Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej: „Według chorwackiego prawa, mięso nie ma terminu ważności”. Tak, drodzy turyści, obiecuje wam to sam Petar Čobanković - minister rolnictwa Republiki Chorwacji:)

*
Poza pudłem uplasowała się chorwacka premijerka Jadranka Kosor ze swą strategiczną rewelacją: „Nie zwykliśmy robić planów na dłużej niż z 15-dniowym, góra miesięcznym wyprzedzeniem”. Jako że pani Kosor natchnienie nie opuszcza od lat wierzymy, że ten rok należy do niej. Byleby tylko w przypływie dobrego humoru nie zaczęła z duetem Tadić-Cvetković omawiać „problemu bośniackiego”:)…
*

Nawiązując do słów poety, chciałoby się rzec "Ideał sięgnął bruku..."; w tym wypadku mostarskich kocich łbów. Nie obrażając kotów:)
*

Tyle, co się tyczy liderów konkursu. Oczywiście nie można zapomnieć o Be-Ha-iku, którymi błysnęli w tym roku konkurenci z drogiej nam BiH. Wśród blisko 60-ciu nominowanych znalazł się m.in. właściciel dziennika „Dnevni Avaz” i kandydat w wyborach Fahrudin Radončić z wyznaniem: „Zwyciężyć w kraju, którego i oficjalnie co czwarty mieszkaniec żyje w biedzie, nie będzie szczególnie trudne”.

*Trochę dalej za nim wylądował Izetbegović junior stwierdzając: „Myślę, że czas najwyższy i dla kandydatów SDA i dla mnie, by zrobić coś dla tego kraju”.

*Zwycięzcą (i moim „faworytem”) w kategorii filologia został reis Cerić – troskliwy strażnik czystości języka bośniackiego: „Słucham dziennika na FTV i prezenterka mówi:„…u rujnu [chorw. we wrześniu] nasza delegacja odwiedzi Turcję…”. Przyjaciółka pyta: „Co znaczy rujan?” Bracia, żądamy, by w naszej telewizji wprowadzić dwujęzyczność, i bośniacki, i chorwacki. Albo niech nam dadzą naszą bośniacką telewizję, gdzie będzie tylko bośniacki. Po co mamy słuchać języka, którego nie rozumiemy?”.
Bez komentarza. Chorw. Bez komentara. Tłumaczenie dla reisa na bośniacki: „Bez komentara”.

*"Ukradli...":) (Dubrovnik 2010, fot.kaszenka)

I tym radosnym akcentem mogłabym zakończyć, ale nie chcę. Bo to było dopiero trzęsienie ziemi. Na koniec, dla wzmocnienia napięcia (Tesla by się cieszył:) jeszcze parę wątków, których po prostu nie można nie skojarzyć z polskim podwórkiem:
Dla warszawiaków – burmistrz Belgradu D.Djilas: „Rada miasta podjęła historyczną dezycję, na mocy której metro definiuje się jako niezależny system szynowy”.
Dla kibiców - selekcjoner reprezentacji Serbii R. Antić: „Byliśmy w grupie, w której wszystkie reprezentacje grały w piłkę nożną”.
Dla bibliotekarzy, wydawców i pisarzy - Naczelny Czytelnik RS B.Tadić: „Jesteśmy narodem, który kupuje książki, ale nie czytamy dużo. Nie ma na to wyjaśnienia, to prawdopodobnie część tutejszego temperamentu. Czasem cieszy, a czasem boli, że tak jest”.
Dla naszych polityków i dziennikarzy ku przestrodze – b.redaktorka HTV, członkini HDZ wyznaje jak „przez przypadek” wstąpiła do partii, gdy chciała umówić wywiad z Tudjmanem. Ojcec narodu grał w tenisa: „Po tenisie Franjo (…) zaproponował mi wejście do HDZ. Nie nadawałam temu wielkiego znaczenia, powiedziałam OK., myśląc, że nikt jutro nie będzie o tym pamiętał. Tymczasem, już nazajutrz zadzwonił do mnie ktoś z HDZ, nie pamiętam już kto, i przypomniał o mojej danej Tudjmanowi obietnicy. I tak wstąpiłam, niezupełnie świadomie…” :)

*
Teraz już, całkiem świadomie, kończymy (bo na wszystkie słowne bałkańskie krotochwile i tak nie ma tutaj miejsca); gorąco polecamy naukę języków ojczystych bohaterów posta. Gdyby człowiek wcześniej wiedział, że może dostarczyć to tyle radości, zacząłby już w przedszkolu:)

Źródła cytatów: www: e-novine, sarajevo-x.com, net.hr, index.hr, Slobodna Dalmacija, Tanjug, Jutarnji list, Globus;









P.S. A tutaj coś z całkiem innej beczki (choć oczywiście bałkańskiej) http://histmag.org/?id=5027

Mostar 2010, fot.kaszenka;









niedziela, 31 października 2010

… i po wyborach

Korespondentka k. już sobie co nieco przypomina. Powróciła także do „kraju w kształcie serca” by uwiecznić krajobraz powyborczy, dlatego przed Wami mała październikowa galeryjka z Hercegowiny:


Przypadkowe zestawienie powyborcze



Przede wszystkim BiH. Potem rozrywka.



Ekspozycja czasowa i ekspozycja stała



Chwila dla ducha



Terytorium Dzikiego Zachodu




To nie Polska

Mostar, lewy brzeg:

- Na kogo ludzie głosują?

- Teraz wszystko idzie ku polepszeniu, głosują przeważnie na SBB (Savez za Bolju Budućnost BiH), żeby wreszcie nie było nacjonalizmów, BiH była wspólna, a ludziom żyło się lepiej. Lider tej partii to szef Avazu, więc wiesz.. ma dużo kasy, media, mógł się świetnie wypromować...

Medjugorje, zdecydowanie prawy brzeg:

- No pewnie, że na Komszicia nikt tu nie głosuje.

Mąż znajomej był w komisji wyborczej. - Potem idziemy na kawę – mówi. - Co?? Przecież u nas z komisji nie wolno wychodzić cały dzień! -No wiesz, to nie Polska... A poza tym teraz nikogo nie ma i i tak nie mają co robić.. Wszyscy się zwalą po mszy.. A poza tym jest obserwatorem...


Niech sobie trąbią

Po wygranej Komszicia w Hercegowinie przeprowadzono akcję społeczną – kto jest przeciwko jego wygranej, niech przejeżdżając przez pewne rondo w umówionym czasie zatrąbi. Cały dzień trąbili na rondzie. „Niech sobie trąbią” - skwitowała pewna Boszniaczka.

czwartek, 7 października 2010

Wybory w BiH 2010

Już dawno nie wymyśliłam tak nieciekawego tytułu, choć to, o czym dziś donoszę wcale nudne nie jest. Przynajmniej dla mnie. I chociaż praw wyborczych w BiH nie posiadam (prócz prawa obserwatora, którego sam Dodik mi nie odbierze:) to przyznaję, że czekałam na te wybory (teraz czekam na spis ludności 2011:), co bardziej zgryźliwi Bośniacy pewnie powiedzieliby, że tylko ja…:), co oczywiście nie jest prawdą, bo liczyli na nie również wszyscy tegoroczni zwycięzcy (niektórzy się przeliczyli, ale o tym za chwilę).
Od paru dni próbuję przegryźć się przez liczne komentarze i jakoś ogarnąć ów powyborczy chaos; wobec tego od początku:
03.10.2010 w Bośni po raz kolejny od zakończenia wojny odbyły się demokratyczne wybory parlamentarno-samorządowo-prezydenckie;
3,1mln uprawnionych do głosowania obywateli drogiej nam BiH spośród 8149 kandydatów wybierało:

- trzyosobowe Prezydium BiH (czyli kolegialnego „szefa państwa” = przedstawicieli trzech konstytutywnych narodów)
- posłów do Parlamentu BiH (Parlamentarna Skupština BiH, w skaład której wchodzi 28 przedstawicieli FBiH i 14 z RS)
- posłów do parlamentów obu „entitetów” (Parlamentarna Skupština FBiH [98] i Narodna Skupština RS [83])
- Prezydenta RS (Predsjednik Republike Srpske)
- władze kantonów (jednostek administracyjnych FBiH);
*
Frekwencja wyborcza (co w BiH zawsze stanowiło poważny problem) wyniosła ok.56%.
Teraz fanfary!:) Dla „Komšy” i jego ekipy - partii SDP. To główni wygrani tegoroczej zabawy.
Željko Komšić (ok.60%) bezapelacyjnie zwyciężył swoich konkurentów i po raz drugi został chorwackim członkiem Prezydium BiH. Gratulujemy!:)
Przy okrągłym stole w gabinecie Prezydium zasiądzie razem ze swoim dotychczasowym kolegą z RS – Nebojšą Radmanoviciem (SNSD, ok.50%), oraz – surprajz!:) Bakirem Izetbegoviciem (SDA, ok.35%), który zastąpi na stanowisku ha-ha-ha!:)-Harego Silajdžicia (SBiH) – to ten co się przeliczył. Mam nadzieję, że Izetbegović junior (syn… ojca – swojego oraz narodu) stanie na wysokości zadania i nie zatęsknimy za Harim zbyt szybko… (na razie obiecał współpracę z Serbami z RS - Bakir, nie Hari).
*
Mimo pesymistycznych przewidywań nie do końca sprawdziły się prognozy wróżące tradycyjną wygraną wszystkich partii narodowych. Fakt, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że sytuacja jest różowa, ale wyraźna przewaga SDP (Socijaldemokratska partija) partii programowo nie-narodowej, wskazuje na jakiś (choćby śladowy) postęp jaki dokonał się w głowach wyborców. To cieszy. Choćby porażka HDZ miała oznaczać li tylko rozczarowanie bh. Chorwatów „skutecznością” w budowie „trzeciego entitetu” (a rodacy z RH z pomocą raczej nie pospieszą; prezydent Josipović wybory skomentował, acz z dystansem, rozbrajając mnie przy okazji stwierdzeniem, iż sprawy idą ku lepszemu, bo tym razem na Komšicia w BiH głosowali także… Chorwaci:).
Zaraz za SDP drugie i trzecie miejsca zajęły SDA i wspomniana HDZ; do bośniacko-hercegowińskiego „sejmu” powinny wejść także: SDS (Srpska demokratska stranka), PDP (Partija demokratskog progresa), DNS (Demokratski narodni savez), DNZ (Demokratska narodna zajednica), SBB (Savez za bolju budućnost), SBiH (Stranka za BiH) i koalicja HDZ1990-HSPBiH;
„ Sukces” pozostałych ugrupowań (w tym Našej stranki) to z ledwością przekroczone 3% głosów.
Wg jednego z internautów (sarajevo-x.com) PSBiH po wyborach powinna wyglądać tak:
*

*
Nie da się (niestety) nie zauważyć i sukcesu niejakiego Milorada z Laktaša, albowiem dotychczasowy premier Republiki Serbskiej został tejże prezydentem. Nie gratulujemy!:)
Dodik z ponad 53% poparciem zdecydowanie pokonał swego rywala Ognjena Tadicia (37%). Także rodzima partia b.premiera - SNSD zdobyła większość głosów zarówno w Parlamencie BiH, jak i w skupštinie RS.
Tyle, jeśli chodzi o ogólny obraz „po bitwie”. A co się tyczy detali, o nich będziemy się jeszcze dowiadywać. Na przykład nie do końca jasną jest sprawa z nieważnymi głosami, których naliczono do tej pory ok.120.000. Problem dotyczy głównie głosów oddanych w wyborach do Prezydium BiH; tu liczba pustych kart do głosowania wyniosła ponad 9% (dot. wyboru serbskiego członka PBiH) oraz ponad 6% (w przypadku wyboru na przedstawiciela Boszniaków i Chorwatów).
Podobnie rzecz ma się z wyborami prezydenckimi w RS, gdzie kart nieważnych także było ponad 6%.
Kwestię tą, jak twierdzi przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej BiH (CIK BiH) Irena Hadžiabdić można traktować jako swego rodzaju „bojkot wyborów” z powodu dyskryminujących zapisów w prawie wyborczym BiH (na przykład opisywanego u nas wcześniej, przypadku dyskryminacji mniejszości narodowych w wyborach do Prezydium). Lider PDP już ostro oprotestował wybór Radmanovicia do PBiH, jego rywal bowiem (Mladen Ivanić, z rzeczonej PDP właśnie) do końca szedł z przedstawicielem SNSD łeb w łeb przegrywając z nim tylko o niespełna 2%.
***
Na koniec jeszcze muszę (tzn. nie muszę ale chcę:) się czepić – dziwnych sformułowań, które znajduję często w polskich mediach, kiedy wreszcie coś na temat Bałkanów zdecydują się przekazać. Za to drugie oczywiście im chwała, a co do pierwszego – chała:). Abstrahując od stwierdzeń typu „społeczność bośniacka” gdy mowa o Boszniakach, „autonomiczne jednostki państwowe” gdy mowa o entitetach i tym podobnych detali w sumie jeszcze do przełknięcia, zawsze najbardziej denerwuje mnie retoryka (a czasem i ton) czytanych doniesień, tak jakby ich autorzy (nawykli, że przecież jak Bośnia to wojna) przekazywali je prosto z frontu. Tym razem ubawiły mnie: „umiarkowane siły, które wygrały w muzułmańskiej części Bośni” (niech no ja tylko dam cynk Hercegowinie); ale naprawdę ciśnienie zawsze podnosi mi tekst: „przywódca Serbów bośniackich Milorad Dodik”. Nie premier, nie prezydent, nie przewodniczący, lecz "przywódca" (vide: „przywódca Serbów bośniackich Karadžić”…, czy słyszał kto kiedy o „przywódcy bośniackich Chorwatów Željku Komšiciu”?); oczywiście koniecznie z dopełnieniem - „Serbów bośniackich” – bo przecież wszyscy Serbowie w RS kładą się spać z portretem Dodika pod pachą:). Poza tym wiadomo - „Serbowie bośniaccy” to zło wcielone i mamy potem takie kwiatki, jak w jednej z czytanych niedawno przeze mnie relacji (przepraszam, nie pomnę portalu) z podróży do BiH jakiegoś polskiego turysty, który rekomendował wizytę w Mostarze i obejrzenie Starego Mostu, „który podczas wojny zburzyli Serbowie”:).
Fakt, sytuacja w kraju daleka od normalności, ale dla tych co przespali – wojna w Bośni skończyła się 15 lat temu.

Tym czepialskim akcentem chwilowo zakańczam:).
*
p.s. przepraszamy za brak relacji z wyborów na żywo, ale nasza korespondentka k., która w dniu wyborów przebywała w BiH, obchodziła wtedy pewną miłą rocznicę i twierdzi, że nic nie pamięta :); (a potem wjechała do sąsiedniego kraju na H. i stwierdziła, że już jest za granicą, a tam wieści z BiH nie docierają...:)
*
p.s.2 byłabym zapomniała - wyborcze wieści można sledzić tu www.izbori.ba, liczenie głosów wciąż trwa...

Źródła: e-novine, sarajevo-x.com, wiadomości24, polskatimes, onet.pl;

poniedziałek, 15 marca 2010

Wojna boszniacko-serbska pod flagą Wielkiej Brytanii


Od kilku tygodni przyglądam się sprawie, która zaprząta bh. media (i polityków przede wszystkim) o wiele bardziej niż toczący się właśnie proces Radovana K.

Otóż: 1-go marca w Londynie został zatrzymany Ejup Ganić – były (boszniacki) członek Prezydium BiH z czasu wojny 1992-95. Do jego aresztowania doszło na skutek żądania Serbii, która oskarża boszniackiego polityka o to, iż w maju 1992 brał udział, tudzież wydał polecenie do ataku na wycofującą się z Sarajewa kolumnę JNA (Jugoslovenska narodna armija), w wyniku którego zginęło 6 serbskich żołnierzy, a 186 zostało wziętych do niewoli.
Ów wojenny epizod znany pod nazwą „casus Dobrovoljačka” (od nazwy ulicy, na której miał miejsce) jest jedną z najbardziej emocjonujących, nie rozwiązanych dotychczas spraw bośniackiej wojny. Niedawne aresztowanie Ganicia w Wielkiej Brytanii być może stanie się początkiem końca (?) całego zamieszania.

Ganić od kilku jednakże dni jest na wolności. Kaucję w wysokości 200 tys. funtów (430 tys. KM) wpłaciła niejaka Sanela Jenkins – kobieta interesu rodem z Sarajewa, żona brytyjskiego bankiera i honorowa doradczyni Prezydium BiH. Tak więc Ejup Ganić decyzją brytyjskiego sądu pozostanie w Londynie w mieszkaniu przyjaciela, lecz pod nadzorem policji, przed sądem będzie występował z wolnej stopy.
Na początkowe pogłoski o tym, że na kaucję miałyby zostać przeznaczone środki z budżetu BiH mocno obruszył się (jak zawsze w takich sytuacjach niezastąpiony) Milorad Dodik. W tym wypadku byłoby trudno nie przyznać mu racji, tymczasem pogłoski okazały się… pogłoskami, a z opresji uratowała Dodika pani Jenkins…:)

Oczywiście serbsko-boszniacka awantura, która rozpala emocje po obu stronach i w której każdy ma coś do powiedzenia, dla nikogo nie jest żadnym zaskoczeniem. Serbowie bronią „sprawiedliwości”, Boszniacy ogólnie „czci i niepodległości BiH” w zgodzie ze znanym wszem i wobec na Bałkanach porzekadłem - „Wszyscy jesteśmy…”. Tym razem „wszyscy jesteśmy Ejupem Ganiciem”.

Co ciekawe w kwestii ujęcia Ganicia zgody nie ma także w rodzinie. W rodzinie świeżo upieczonego ambasadora BiH w Serbii. Boriša Arnaut kilka dni po aresztowaniu Ganicia objął urząd w Belgradzie, jednak o głośnej sprawie z serbskimi urzędnikami nie rozmawiał twierdząc, że nie ma jeszcze wszystkich informacji; uważa jednak, iż Serbia posiada ważne dowody i nie ma wątpliwości, że Ganić odpowiedzialny jest za zbrodnię popełnioną na ulicy Dobrovoljačkiej.
Tymczasem adwokat Ganicia - syn ambasadora - Damir Arnaut razem z przewodniczącym Prezydium BiH Harisem Silajdžiciem kilka dni temu, zaraz po uwolnieniu Ganicia z aresztu (11.03), pobieżeli do Londynu z „prywatną”, przyjacielską wizytą do podejrzanego (bez zgody pozostałych dwóch członków Prezydium – dodajmy), przy czym Arnaut (syn) oświadczył, iż ścigając Ganicia Serbia „atakuje wprost suwerenność BiH”.
Przewodniczący Silajdžić z tej okazji zamienił słowo z ministrem spraw zagranicznych GB, ponoć głównie besztając dyplomatycznie ministra za „łamanie konwencji wiedeńskiej”.
Zresztą stronie brytyjskiej, która jakoby nie zapewniła, a wręcz uniemożliwiła byłemu członkowi Prezydium spotkanie z panią ambasador BiH oraz rodziną, mimo iż ten jest posiadaczem paszportu dyplomatycznego, obrywa się od początku całej awantury. To ciekawe, że Hary nie ma pretensji do bośniackich sądów, iż przez cztery lata nie potrafiły „wytrącić Serbii broni z ręki”, ale aby przywołać do porządku brytyjskiego ministra, pofatygował się do Londynu.

Podejrzany Ejup Ganić do Londynu pojechał z krótką wizytą. Okazję wykorzystała Serbia która, jako się rzekło, zażądała od Brytyjczyków (na podstawie wydanego wcześniej listu gończego) aresztowania byłego boszniackiego polityka.
Na te rewelacje ocknęła się i Prokuratura BiH domagając się (po czterech latach praktycznie „nicnierobienia” w tej sprawie) ekstradycji i wydania Ganicia odpowiednim organom Bośni i Hercegowiny, powołując się przy tym na prawo, które w ściganiu i sądzeniu podejrzanego uznaje pierszeństwo BiH, jako że jest on jej obywatelem.
Pewnego smaczku sprawie dodaje fakt, że Ganić do tej pory latami mieszkał sobie spokojnie w Sarajewie w sąsiedztwie… bh. prokuratury. :)
W wydanym przez nią oświadczeniu twierdzi się, iż serbskie władze obecnie samowolnie tropią obywateli BiH, od kiedy na przełomie 2004\2005 roku działania takie przestał nadzorować haski Trybunał (ICTY); nie ustanowiono jednak żadnych nowych mechanizmów, które uniemożliwiałby ściganie podejrzanych bez ważnych dowodów ich winy.

Niedługo potem MSZ Serbii potwierdziło, iż z Sarajewa dotarła nota protestacyjna, którą bośniacki MSZ skierował jako reakcję na aresztowanie Ganicia.
Jak zawsze w takich przypadkach kwitnie sztuka epistolografii: w reakcji na reakcję:) serbski przedstawiciel w Prezydium BiH Nebojša Radmanović skierował pismo do prezydenta Serbii B.Tadicia, w którym stwierdza stanowczo, iż wspomniana nota wysłana została bez zgody i wiedzy jednego z trzech członków Prezydium (czyli Radmanovicia); w ten to sposób w polityce zagranicznej BiH naruszono zasadę konsensusu, jak również dobrosąsiadzkie stosunki między Serbią i Bośnią.
W jednym z pierwszych swoich wystąpień N.Radmanović wyraził pewność, iż „w całej tej sprawie istnieją ludzie, którzy chcą chronić siebie”, po czym oskarżył Harisa Silajdžicia, że ten stoi na czele grupy osłaniającej całe wojenne Prezydium. (Grupa trzymająca władzę?!:)
„Jest tu cała grupa ludzi, która myśli, że zbrodnie popełnione w imieniu RBiH pozostaną bez kary”, twierdzi „serbska część” Prezydium.
Wyjazd Silajdžicia do Londynu określił Radmanović jako jego prywatną wizytę, a ostatnio stwierdził także, że BiH powinna przeprosić Brytyjczyków za wszelkie krytyczne uwagi na temat ich sądownictwa, jak i to, że BiH „coraz bardziej przypomina prywatne państwo” tak więc ”Serbowie, którzy nie akceptują takiej polityki, muszą (…) zdecydować, czy chcą w przyszłości pracować w instytucjach BiH”.
Silajdžić nie pozostał dłużny twierdząc, że aresztowanie Ganicia to „działania motywowane politycznie, poważnie naruszające proces normalizacji stosunków między BiH i Serbią”, która według niego pragnie rewizji swojej najnowszej historii „Od Serbii oczekujemy przyjęcia (…) rezolucji w sprawie Srebrenicy, w której to [rezolucji] jednakże pragnie ona uniknąć słowa „ludobójstwo”…

Bez względu na wynik przepychanek tego rodzaju, decyzję o wydaniu\nie wydaniu Ejupa Ganicia Serbii brytyjski sąd podejmie sam, w ciągu 45 dni licząc od dnia aresztowania, termin rozprawy przewidziano na 25 marca.
Sprawa ta ponoć poruszyła nawet media brytyjskie (nie sprawdzałam, ale wierzę, bo wiadomość ta przebiła się nawet do Polskiego Radia, a źródłem informacji z bratnich naszych krajów słowiańskich są w dużej mierze media zachodnie…).

Cały ten hałas (miejmy niedzieję jednak o coś..) jako żywo przypomina niedawną awanturę wywołaną sprawą Iliji Jurišicia (patrz - kilka postów w dół). Komentarze także są bliźniaczo podobne – kolejny raz przypomina się, że 15 lat po wojnie BiH nie wypracowała mechanizmów, które pozwoliłyby jej wypełniać swoje podstawowe obowiązki, m.in. by chronić własnych obywateli.
„Przypadek Ganicia – pisze E. Suljagić - to część reżimu Tadicia, którego to instrumentem jest także M.Dodik; podkopywanie instytucjonalnej wydajności BiH ma na celu zademonstrowanie, że na dłuższą metę jest ona (…) nie do utrzymania”.
Podobnie jak wtedy tak i w tym przypadku zauważa się, iż żądanie Serbii wydania Ganicia to w pewien sposób przyznanie się do agresji na BiH, do udziału w wojnie w Bośni w ogóle, od czego latami Serbia się odżegnywała. Bo skąd zapał do obrony swoich ofiar w BiH, skoro, jak twierdzi - Republika Serbii z wojną w Bośni nie miała nic wspólnego?

Władze Republiki Serbskiej w 2003 roku przesłały do Hagi sporą dokumentację, dotyczącą przypadku z ulicy Dobrovoljačkiej. Ówczesna prokurator Carla del Ponte, uważała ponoć owe dowody za niewystarczające, aby z całą pewnością stwierdzić winę Ganicia. Dokumentacja następnie została udostępniona prokuraturze BiH, ta w 2006 roku otworzyła postępowanie, które miało zakończyć się w ciągu 6 miesięcy. Prawie 4 lata później nie zakończono jeszcze czynności śledczych, dając tym podstawy do przypuszczeń, że w grę wchodzi nie tylko niewydolność określonych instytucji, lub kompletny brak organizacji pracy, ale też celowe zaniechanie.

Casus „kolumna z ulicy Dobrovoljačkiej” jest ciekawy także (czy może przede wszystkim) dlatego, że ściśle wiąże się z pewnym ważnym wojennym epizodem –mianowicie z ujęciem przez Serbów Izetbegovicia na sarajewskim lotnisku w maju 1992 po jego powrocie z rozmów pokojowych w Lizbonie i późniejszą wymianą boszniackiego prezydenta na serbskiego wojskowego Milutina Kukanjca. I oczywiście z wydarzeniami mającymi miejsce w tzw. międzyczasie…
Atak na kolumnę serbskich żołnierzy jest wierzchołkiem góry lodowej w całym nie wyjaśnionym dotąd zdarzeniu.
c.d.n…

Źródła: Sarajevo-x.com, e-novine, „Oslobodjenje”
*
Aby nie kończyć jednak tak pesymistycznie – poniżej akcent refleksyjno-humorystyczny. Zainspirowana wymianą korespondencji między dyplomatami BiH i RS, oraz dzisiejszą wizytą listonosza, który przyniósł mi Kaplanowe „Bałkańskie upiory”:), prezentuję jeden z moich ulubionych obrazków z portalu srbovanje.com:
„Kochamy listonoszy”

Adres na kopercie: Vukasin 6 (lat), Jelisaveta 3 (lata)
Nie znam nazwiska
Fruska Gora, Serbien
Ich ojciec jest duży, prowadzi citroena berlingo
wozi turystów
(Proszę listonosza, by ich odnalazł) :):):)

środa, 17 lutego 2010

Tako rzecze Stipe Mesić, czyli Prezydent wszystkich Chorwatów? c.d.

„Jakoś tak się składa, że nowo wybrani hr. prezydenci więcej mają do powiedzenia o „starych Chorwatach za granicą” jeszcze jako kandydaci niż potem…”, ale i ci, co prezydencki, za przeproszeniem, stolec opuszczają nagle mają dużo na ten temat do powiedzenia.
Mam oczywiście na myśli prez. Stjepana Mesicia, który przez ostatnie tygodnie żegnał się ze stanowiskiem co, jak przyznał, przychodzi mu z ciężkim sercem. Wierzymy, bo ostatnio gdzie nie klikniesz, tam Mesić:). Po przeczytaniu paru z nim rozmów, mam wrażenie, że prez. Mesić żegna nie tylko swoich chorwackich „poddanych”, ale – jako ostatni przewodniczący prezydium ś.p. SFRJ – całą tę …tfu! Jugosławię :)
Nie będę się bardzo wyzłośliwiać na prez.Mesiciu, choćby dlatego, że jego wysiłki w kwestii powrotu do Chorwacji serbskich uchodźców uważam za szczere.
*
Tymczasem wróćmy do BiH i tego, co na jej temat miał ostatnio do powiedzenia były chorwacki prezydent. A miał ci on, miał – przede wszystkim niezłego szumu narobił jego niedawny komentarz do (który to już raz?) zapowiedzi Milorada Dodika rozpisania referendum o odłączeniu RS od BiH. Mesić, na którego Mile działa wyraźnie jak płachta na byka stwierdził, że w razie spełnienia owych (przesławnych już) obietnic „przeciąłby korytarz posawski przy pomocy akcji zbrojnej”.
Grubo się Stipe tłumaczył i wyjaśniał dziennikarzom, że to jego osobiste stanowisko, wyrażone w „luźnej” rozmowie, a nie stanowisko władz Chorwacji. Tymczasem większość komentatorów, jak się okazało, nie ma poczucia humoru i zrozumiała ową „luźną” rozmowę, jako swojego rodzaju wypowiedzenie wojny, złośliwie przy tym dodając, że Mesiciowi nie zostało na nią już wiele czasu.
„A czym jest to referendum, jak nie realizacją Wielkiej Serbii Miloševicia?” – pyta retorycznie ex-prezydent dodając, że Dodik, choć nie jest jedynym, to jednak najbardziej destabilizującym Bośnię politykiem. („Novosti”, M.Čulić, R.Dragojević)

Podobnie jak większości tzw.obserwatorów, tak i Mesiciovi nie podoba się bośniacko-hercegowiński „porządek” oparty na układzie z Dayton. Zresztą każdemu, kto czytał „Aneks nr 4” nietrudno zgodzić się z faktem, że tzw.Dayton doprowadził do zatrzymania działań wojennych, pomógł zwaśnionym stronom zakopać topór wojenny, ale nie wprowadził żadnych mechanizmów, aby BiH mogła funkcjonować jak normalny kraj (cokolwiek to znaczy:). „Wszyscy wiedzą, że Dayton nie funkcjonuje, ale uparcie trzymają się go, jakby jutro miała wybuchnąć wojna, a to nierealne.” – twierdzi Stipe (po 10 latach prezydentury – przypomnijmy).
„W jednym entitecie gnieżdżą się Chorwaci i Boszniacy – mówi S.M. – a w drugim reżim, który myśli, że kiedy wspólnota międzynarodowa się zmęczy, [RS] zyska możliwość (…) odłączenia się od BiH i przyłączenia do Serbii”.
I tu szczerze watpię – do Serbii się nie przyłączy, bo Serbia (już oficjalnie kandydat do UE) nie potrzebuje garbu w postaci RS, tak jak przez 10 lat Mesicivi nie wpadło do głowy przyłączenie do Chorwacji zachodniej Hercegowiny.
Pomysł z trzecim entitetem też nie wydaje się Mesiciovi szczególnie szczęśliwy, bo jak sądzi, to rozwiązanie tylko dla 1\3 bh.Chorwatów. Zdecydowanie też opowiada się za planowanymi zmianami w chorwackim prawie wyborczym, mającym ograniczyć bh.Chorwatom głosowanie w chorwackich wyborach prezydenckich i parlamentarnych RH.
No tak, o głosy w Hercegowinie Mesić już pewnie nie zawalczy:), aczkolwiek podoba mi się krytycyzm w stosunku do rodaków z BiH, kiedy „rozprawia się” z ich przed\wojenną przeszłością i nie przyznaje racji tym chorwackim nacjonalistom, którzy płaczą nad losem Chorwatów w Sarajewie zapominając, że przed 1992r. gros ministrów (w tym bh. min.obrony) w BiH, wielu profesorów na Uniwersytecie, dyrektorów dużych firm było Chorwatami. Ich zdecydowanym błędem było słuchanie podszeptów z Zagrzebia oraz lokalnych wichrzycieli pokroju Mate Bobana twierdzących, iż każdy Chorwat, który nie opuści Sarajewa jest zdrajcą chorwackiego narodu.
Ogólnie rzecz biorąc prez. Mesić jako, jak się to mówi - świadek historii, w tym np. rozmów Miloševcia z Tudjmanem, jest kopalnią wiedzy o burzliwym okresie rozpadu Jugosławii, a i na komunikatywności mu ponoć nie zbywa..:)
W cytowanym tu już wywiadzie stwierdza m.in., że Tudjman z Miloševiciem zgadzali się we wszytkim. „To był braterski związek, bez jednej plamki”.
W 1997r. w wywiadzie udzielonym M.Delalić i S.Šačić mówił: ”Milošević planował wojnę, wliczył w to i genocid i przesiedlenia. Tudjman był pod wrażeniem Miloševicia. W Karadjordjevie kalkulował, że skoro już planuje się likwidację BiH, byłoby dobrze, by i Chorwacja zabrała cząstkę [bh.] terytorium i stworzyła Wielką Chorwację. Pokazał tym, że nie był żadnym wielkim wizjonerem, ale wielkim naiwniakiem.”
Dzisiaj Mesić przypomina też, że Milošević początkowo pragnął dla siebie i większej części Chorwacji, ale kiedy okazało się, że nic z tego nie będzie, zaczął pertraktacje z Tudjmanem. Ani jeden ani drugi nie burzyli się, gdy Serbowie z Krajiny opuszczali Chorwację, bo Miloševiciovi ta masa była niezbędna do zasiedlenia Kosowa. Ci jednak, wcale się tam nie wybierali… „Oni [chorwaccy Serbowie] być może są największymi ofiarami tej wojny” – twierdzi Mesić. Nie ma tu oczywiście na myśli liczby zabitych. „Chodzi o to, że jak jedno ciało opuścili [Chorwację] razem z wojskiem i zostawili wszystko, co mieli”.
*

Z okazji dzisiejszego Światowego Dnia Kota, o komentarz poprosiliśmy naszego zagrzebskiego korespondenta: "Nie ze mną żadne kici, kici..." zdaje się mówić to spojrzenie...:)
*
Ze wszystkich jednak myśli, wspomnień i refleksji ex-prezydenta Chorwacji najbardziej utkwiło mi przesłanie, które skierował S.M. do bośniacko-hercegowińskich Chorwatów i Serbów radząc im, by i jedni i drudzy swoją politykę kreowali w BiH, albowiem „Serbowie z BiH są obywatelami BiH, a ich stolicą jest Sarajevo”, tak jak „Chorwaci z BiH są obywatelami BiH, i ich stolicą jest Sarajevo”. (Dodał przy tym, iż zdaje sobie sprawę, że wśród chorwackich polityków są i tacy, którym odpowiadają plany Dodika, bo tym samym w podobny sposób mogliby ogłosić powstanie trzeciego entitetu. Muszą jednak pamiętać, że „(…) są konstytucyjnym bh. narodem a nie mniejszością narodową w BiH, ani diasporą i nie opuścili Chorwacji, by się osiedlić w BiH”).
Odebrałam te słowa z mieszanymi uczuciami, po pierwsze dlatego, że „przesłanie” Mesicia jest w pewnym sensie aroganckie. Nie można najpierw (przepraszam za kolokwializm) ludziom mieszać w głowach, a potem pokazywać im gdzie ich miejsce.
Okazuje się, że moją intuicję potwierdził mój ulubiony ostatnio bloger – Haris Pašović (http://www.harispasovic.blogger.ba/). I jego dotknęły prezydenckie słowa, ale nie żeby się obraził:), wręcz przeciwnie, ze spokojem szachisty analizuje sprawę następująco: „Nie zauważyłem, by Mesić poświęcił czas na rozmowę z obywatelami serbskiej narodowości w BiH, żeby się dowiedzieć, co oni myślą. (…) Prezydent Tadić oświadcza, że w żywotnym interesie Serbii jest BiH jako jedno państwo, w tym samym czasie Dodik twierdzi, że [jedność] BiH jest nie do utrzymania, a razem siedzą (…) na meczu Francja-Serbia; [do tego] Dodik twierdzi, że jego stolicą jest Belgrad. (…) Obydwaj prezydenci takimi wystąpieniami wyrażają swój bardzo niski pogląd o naszej inteligencji, (…) jesteśmy dla nich politycznymi neandertalczykami i tępymi obywatelami jakiegoś tępego kraju”. Ale przede wszytkim pan Pašović (zasłużony dla bh.teatru reżyser) zastanawia się, czy sami bh.obywatele nie doprowadzili do tego, że są postrzegani tak a nie inaczej? Bo „(…)w jaki to niby sposób Sarajevo okazuje mieszkańcom pozostałych miast, że jest [także] ich stolicą. (…) „Może niektórzy Boszniacy oczekują, że Serbowie z RS przyjadą do Sarajewa i powiedzą „Drodzy Boszniacy, uprzejmie was prosimy uwględnijcie naszą najgłębszą potrzebę, by Sarajevo było i naszą stolicą. Z miłością. Wasi Serbowie”.
Może powinni zrobić to 27-latkowie z Banja Luki, którzy nigdy nie byli w Sarajewie (sic!). A co dla Sarajewa znaczy Banja Luka? – pyta dalej H.P. Dla tych wszytkich, którzy ledwie pamiętają wojnę. Kiedy chorwaccy i boszniaccy przedstawiciele prezydium ostatni raz rozmawiali z Serbami? Czy istnieje jakiś program, który sprawi, że młodzi ludzie z obu entitetów zaczną się poznawać?
Oczywiście, możliwość taka istnieje na planie kultury, sportu, estrady, ekonomii; choć „Śnieg” A.Begić, i „Grbavica” J.Žbanić nie były pokazywane w RS (a były w Belgradzie).
Najważniejsze kontakty – konkluduje H.P. - dokonują się na poziomie indywidualnym, „więc kiedy już wydamy walkę mediom i rządom, może nie będziemy musieli wysłuchiwać kazań z sąsiednich państw, (…) stworzymy wspólne państwo i wspólne Sarajevo i wspólną Banja Lukę. (…) Nie mamy nic do stracenia. (…) Prezydencie Mesić – Pana państwo to Republika Chorwacji, a Pana stolicą jest Zagrzeb. Prezydencie Tadić, Pana państwo to Republika Serbii, a Pana stolicą jest Belgrad”.
*
Święte słowa:). I kiedy już obywatele BiH przystąpią radośnie do twórczej pracy nad wspólnym państwem, może ukoronowaniem ich wysiłków będzie wspólny prezydent? Prezydent wszystkich Bośniaków!:)
I zostanie nim Željko Komšić…?:)
Jak na razie „Komša” powrócił do pisania swego prezydenckiego bloga (http://www.zeljkokomsic.blogger.ba/)
W pierwszych słowach po długim milczeniu postanowił rozliczyć się przed narodem\ami ze swego stanu posiadania, tak więc w skrócie dla tych co lubią cyferki (lu-cyferki:) szybkie spojrzenie w głąb prezydenckiego portfela:
- ostatnia wypłata po odliczeniu spłaty kredytów - 3501 KM
- liczba kredytów - 5
- zadłużenie bankowe ogółem 74 tys.euro
- oszczędności - 950eu (dla 4-letniej córeczki Lany)
- mieszkanie – jedno, 72mkw
- samochód – brak :)
- żona Sabina (Muzułmanka – dodajmy), nie pracuje zawodowo, prowadzi dom;
Ze „sprawozdania” dowiadujemy się również, iż podczas studiów Ž.K. pracował fizycznie, był też nocnym stróżem, zrobił dyplom prawniczy, a za pierwsze pieniądze zarobione po wojnie kupił parę dżinsów.
Od kilu lat Komšić jest „chorwacką częścią składową” 3-osobowego Prezydium BiH.
Największy sukces? Może wtedy, kiedy bh. Chorwaci zgodnie zaśpiewają „Nie przenoście nam stolicy do Zagrzebia”. :)

wtorek, 16 lutego 2010

Prezydent wszystkich Chorwatów?

Minęło dobrych kilka tygodni od wyborów prezydenckich w Chorwacji. Te jak wiadomo wygrał kandydat najbardziej muzykalny - Ivo Josipović. Znajoma z Zagrzebia twierdzi, że nowy prezydent „nit’ smrdi nit’ miriše” – tłumacząc z naszego na nasz - „ni mjaso ni ryba”. Ogólnie rzecz biorąc - Chorwaci zagłosowali bardziej przeciw kontrkandydatowi Josipovicia niż za nim samym, a biorąc pod uwagę „klasę” niejakiego Milana Bandicia, za ten a nie inny wybór należy im się „velika hvala”.
Jak ogólnie wiadomo jakiekolwiek wybory w Chorwacji od lat z okładem piętnastu nie są sprawą wyłącznie „pięknej naszej” Republiki Chorwacji, ale sprawą wszechchorwacką, a więc i hercegowińską, posawińską itd… w rezultacie sprawą bośniacko-hercegowińską. Tak więc prez. Josipović interesuje nas głównie o tyle, o ile ów zagrzebski „smrad”(smród) względnie „miris”(zapach) dosięgnie terytorium sąsiedniej BiH.
Jakoś tak się składa, że nowo wybrani hr. prezydenci więcej mają do powiedzenia o „starych Chorwatach za granicą” jeszcze jako kandydaci niż potem, dlatego ostatnie aktualne wypowiedzi Ivo Josipovicia o BiH pochodzą z czasów jego niedawnej przedwyborczej wizyty w Bośni i Hercegowinie, podczas której stwierdził m.in. że w interesie RH jest, by bh. Chorwaci pozostali w BiH jako jej konstytutywny i równoprawny naród, na czym, przy jednoczesnym poszanowaniu suwerenności BiH, powinna zasadzać się polityka Chorwacji w BiH.
W odróżnieniu od swoich poprzedników – czyli wszelkiej maści kandydatów zabiegających o głosy hercegowińskich Kroatów, Josipović postanowił wspaniałomyślnie nie zaśmiecać pięknej bośniacko-hercegowińskiej przyrody plakatami, bilbordami i innymi spotami i postawił na oryginalność czyli rozmowy z każdym, zarówno w Mostarze jak i w Sarajewie, „mającym wpływ na to, za czym się opowiada”. Nie zapomniał, oj nie, przypomnieć bh. wyborcom, że „liczy na wszystkich mających obywatelstwo i prawo głosu”. (josipovic.net)
„Dopóki Chorwaci w BiH mają konstytucyjne [wg konstytucji RH oczywiście] prawo głosu, nikt nie śmie im go odbierać” – dodał obecny prezydent, czego nie omieszkał zauważyć portal hercegovina.info przypominjąc, a raczej wypominając Josipoviciovi drastyczne odejście od dotychczasowej polityki jego partii (SDP), dla której do tej pory prawo głosu bh. Chorwatów było kwestią dyskusyjną. Co gorsza, Josipović wyraził (ponoć) swoje poparcie dla pomysłu rewizji układu z Dayton i utworzenia trzeciego - chorwackiego entitetu w BiH. Dayton odegrał swą rolę ustanawiając pokój w BiH – twierdzą partyjni koledzy prezydenta, ale oczywiste jest, że BiH nie funkcjonuje dobrze, jednak wszelkie zmiany należy wprowadzać za porozumieniem trzech stron.
To się nazywa dyplomacja:) – tym bardziej, że planowane zmiany w chorwackim prawie wyborczym dla bh. Chorwatów nie niosą nic dobrego. Być może niedługo Chorwaci o podwójnym obywatelstwie będą zmuszeni zdecydować się na konkretny adres, bowiem przywilej głosowania w wyborach będzie przysługiwać tylko tym, którzy mieszkają w miejscu zameldowania, w przeciwnym razie policja będzie miała prawo skreślić takie osoby z list wyborców.
Przy okazji uspakaja się, iż niezadowolenia Chorwatów z RH, nie wywołuje prawo głosu Chorwatów z BiH jako takie, ale wszelkie oszustwa i zdarzające się wielokrotnie w przeszłości tzw.nieprawidłowości:), które zwykle są przyczyną animozji między Chorwatami [?!]. Tylko „bądźmy szczerzy – po raz wtóry błysnął odkrywczo portal hercegovina.info - owe nieprawidłowości kreuje się w Zagrzebiu, nie w Mostarze”.
Z autopsji wiem również, że być może „niezadowolenia Chorwatów z RH nie wywołuje prawo głosu Chorwatów z BiH jako takie”, ale już sama obecność Chorwatów z BiH w Chorwacji jako taka i owszem…

Ale wracając do wyborów – Hercegowińczycy pana Josipovicia mają w głębokim poważaniu i na stanowisku prezydenta wszystkich (?) Chorwatów najchętniej widzieliby swojego „ziomala” rodem ze wsi Pogana Vlaka - Milana Bandicia. Wysiłkom wszelkim i poparciu Josipovicia dla trzeciego entitetu wbrew bh. Chorwaci prawie „jak jeden mąż” zagłosowali na dotychczasowego burmistrza Zagrzebia oraz fana chorwackiego piosenkarza-ustaszy Marka Perkovicia Thompsona, choć nawet ta niezwykła zgodność „krewnych i znajomych” nie uchroniła go przed wyborczą klęską:), a i „jeden mąż” okazał się niereformowalny (o czym niżej…).
Chorwaci z Mostaru, Neum, Ljubuški, Čapliny i okolic nie ukrywają swego sentymentu do Zagrzebia i innych metropolii „swojej domoviny”, a na wspomnienie, że mają przecież przedstawiciela narodowego w Prezydium BiH, robią dziwne miny… (wiem, bo znam te miny:)…
Ten ogólnie znany fakt potwierdza błyskotliwy (jak zawsze, ech:) Boris Dežulović, w swoim felietonie „Kto głosował na Ivo Josipovicia?” („Nezavisne novine”), komentując wyniki głosowania w drogiej nam Hercegowinie. Rekord popularności Bandicia padł w maleńkiej gminie Ravno, znanej głównie z tego, że jako pierwsze ucierpiało pod atakiem JNA, jeszcze na pół roku przed hmm… oficjalnym rozpoczęciem wojny w BiH. Licząca sobie 1770 mieszkańców gmina od tego roku sławna będzie i z tego, iż w drugiej turze wyborów spośród 363 wyborców 99,72% zagłosowało na Bandicia, co oznacza, że Ivo Josipović otrzymał głosów 1 (słownie: jeden).
„To największe zwycięstwo w historii europejskiej demokracji, szansa że jakiś socjaldemokrata zdobędzie głos w Ravnem były mniejsze, niż gdyby ktoś oddał głos na irańskiego reformistę Mousaviego w (…) rodzinnym mieście M.Ahmadinedżada” – komentuje autor, i dalej: „Ta pozostała w Ravnem garstka dzieci otrzymała za zadanie, by nocą trzymać straż i patrzeć, czy ktoś (…) nie opuszcza wioski, mężczyźni natomiast (…) zrezygnowanie machają ręką i twierdzą, że trzeba tylko poczekać, komu mafia zapuka do drzwi”:)
*
Obserwuję z bliska i z daleka całe to chorwacko-chorwackie zamieszanie od lat zawsze mając wrażenie, że to jakiś zaklęty krąg. Bośniacko-hercegowińscy Chorwaci są zakładnikami zarówno fałszywej i fatalnej polityki prowadzonej w stosunku do nich od czasów doktora Tudjmana, bieżącej sytuacji w BiH, jak i nieustannego poczucia własnej krzywdy, anachronicznego sposobu myślenia i ślepej wiary w „matkę Chorwację”.
Ciężko uwierzyć, że kiedyś (czyt. za Jugi) nawet dubrowniczanki jeździły na zakupy do Mostaru; dzisiaj bh. Chorwaci jadą jak muszą (np. karetką na sygnale), a Chorwatki z Neum wolą rodzić dzieci w Dubrowniku (choć odległość do Mostaru jest ta sama – 70km).
Tymczasem, pukając coraz głośniej do bram UE Chorwaci z Chorwacji coraz wyraźniej wyzwalają się z „uścisku” braci Hercegowińczyków. „Co oni mają w głowach? (…) 15 lat po wojnie, 10 po śmierci Tudjmana są jak jakaś nachalna kobieta, która nie rozumie, że wszystko skończone, i tylko ciągle męczy i dzwoni”, Chorwatom ze stolicą w Zagrzebiu:) wyraźnie działa na nerwy fakt, „iż Hercegowińczycy mieszają się do ich życia i głosują w ich wyborach” – ocenia sytuację publicysta „Jutarnjego listu” Ante Tomić, twierdząc, iż zagrzebscy politycy muszą wreszcie przestać obiecywać Chorwatom z Hercegoviny, że ci są częścią BiH tylko na chwilę.
[Cytuje także swego mostarskiego przyjaciela, który rzecz komentuje dosadnie: „Byłoby lepiej gdybyśmy się podłączyli do kanalizacji, nie do Chorwacji, przynajmniej jako gówna dotarlibyśmy do morza”:)]
*
Co powiedziałaby Neretwa, gdyby mogła mówić? - "Czuję sie wpuszczona w kanał"?:)
*
Z kolei gniew Chorwatów ze stolicą w… Mostarze:), wywołali rodacy z Chorwacji „wybierając nie tego co trzeba kandydata”, tym samym zdradzając ich po raz drugi.
To poczucie krzywdy nie do końca jest bezpodstawne, bo przecież dopóki bracia Hercegovci potrzebni byli „na froncie”, lub potem jako „martwe dusze” na listach wyborczych, nikt nie miał im niczego za złe…
„Nie jesteśmy tu bez grzechu – pisze Tomić – (…) Tudjman nie został wybrany w Ljubuški, (…) zło które ich dotknęło przyszło z Zagrzebia (…)”. „To nie antywojenne demonstracje w Zagrzebiu zatrzymały wojnę z Boszniakami”.
Masakra w Ahmići, obóz w Dretelj i zburzenie Starego Mostu sprawiło, że Chorwaci nie tylko stracili twarz, ale zaprzepaścili spokojne życie Chorwatów w Sarajewie, Zenicy i innych miejscach BiH. Kiedy więc przepadło wszystko, co obiecywał Hercegowinie Tudjman, bh. Chorwaci poczuli się oszukani i wykorzystani.
„Właściwie trudno osądzać ich za to, że czekają na spełnienie danych kiedyś obietnic. (…) [choć] miliardy przeznaczone na emerytury dla (…) generałów, zepsutych urzędników wydających paszporty serbskiej mafii (…) można było przeznaczyć na przedszkola i szpitale”.
*
Pointa? HR jak Hercegovina:)

Tymczasem, po przerwie na reklamę, dobrosąsiedzki wątek w życiu BiH-u snuć będziemy…:)
*
Neum. Czy to jeszcze BiH, czy już Chorwacja? Czy też odwrotnie...?

piątek, 29 stycznia 2010

Złoto(yu)ści

Tak, tak, wiem, święta się skończyły:).
Dlatego postaram się nadrobić choć parę spraw, które od miesiąca zalegają w mojej bh. podświadomości.
Na początek wątek humorystyczny, bo oto - jak co roku – oddano „hołd” złotoustym z republik byłej Yugi. Tradycję przyznawania tytułu „Shit of the Year” kontynuuje (jeszcze istniejący) serbski portal e-Novine, następca nieśmiertelnego chorwackiego tygodnika „Feral Tribune”.
Podobnie jak w Polsce (np. podczas radiowego plebiscytu Srebrne Usta) politycy z regionu b.Yugi otrzymują zaszczytny ten tytuł za dokonania na polu...hmm lingwistycznym (?). Dla niektórych, jak się okazuje pod koniec roku, po przeliczeniu głosów czytelników, jest to pole minowe:). Bo, jak wszystko na Bałkanach, także, za przeproszeniem – refleksje i słownik bh polityków odznaczają się większą… nazwijmy to – soczystością, a i przedmiot „refleksji” też raczej poważniejszy niż u nas. Wobec czego częściej jest straszno niż smjeszno; a natężenie głupoty – nie mniejsze (ale i nie większe śmiem twierdzić) niż gdzie indziej.
*
Przezacny plebiscyt obserwuję od dobrych paru lat, donoszę więc, że tym razem palma pierwszeństwa przypadła premierowi Miloradowi D., księciu z Laktaša, mistrzowi mowy i bośniacko-hercegowińskiej myśli społeczno-politycznej, który na wyróżnienie zasłużył sobie komentarzem do wydarzeń mających miejsce podczas ostrzału Tuzli 25.05.1995r. Zginęły wówczas 71 osoby, a 240 ciężko raniono. Winny stanął przed sądem i otrzymał wyrok. Ale Dodik – on to potrafi – nazwał rzecz po imieniu – to była prowokacja! Podobnie jak w przypadku „zainscenizowanej” (?!) masakry na Markale, tak i tu – premier RS wie to na pewno – Muzułmanie pozabijali się sami.
Na podium jednak Dodik nie stanął sam. Całkiem niedaleko uplasowali się m.in.: były sędzia chorwackiego Trybunału Konstytucyjnego Vice Vukojević (podejrzany za gwałt na Bośniaczce - dodajmy), który dokładnie w dniu pamięciu o Holokauście wsławił się stwierdzeniem, że „obozem w Jasenovcu kierowali Żydzi”; oraz prezydent Serbii Boris Tadić, który wzruszył czytelników portalu swą troską i zapobiegliwością w ściganiu zbrodniarzy wojennych: „Każdego dnia swoje codzienne obowiązki rozpoczynam od rozmyślania i pracy nad schwytaniem Ratka Mladicia i Gorana Hadžicia”. :)

Jednak, „seratorem” roku (to nie ja wymyśliłam, to Petar Luković:) został bezwzględnie Milorad Dodik, o którym w zeszłym roku pisano najczęściej. Poza nim, z kronikarskiego obowiązku odnotujmy też nominację Emira Nemanji Kusturicy (za tłumaczenie, jak to nie wyrzucił z domu i nie zabrał chorwackiemu dziennikarzowi taśmy z wywiadem, oraz nie został ochrzczony kilka lat temu a jeszcze jako niemowlę), oraz zacytujmy niepodrabialnego burmistrza Splitu Żeljka Keruma (to coś między Palikotem a Lepperem) - „Klnij, a świat cię zrozumie”; a już na pewno powinien zacząć się bać Lech Wałęsa ze swoim „za a nawet przeciw”, bo Żeljko (tu akurat wypowiadając się o wyborach lokalnych w Dubrovniku) nie żartuje: „(…) Obywatele wybiorą (…), czy będzie to ktoś kto naprawdę służy mieszkańcom, czy ktoś, kto jeszcze wczoraj twierdził, że Chorwacja była agresorem w BiH.(…) Dubrownickie wybory to wybory za Chorwatami w BiH i przeciw Chorwatom w BiH” :)
*
Trzeba przyznać, że z roku na rok nominowane i nagradzane wypowiedzi mają coraz większy ciężar gatunkowy. Łza się w oku kręci na wspomnienie byłej burmistrz Dubrovnika p. Dubravki Šuicy, która z właściwym sobie wdziękiem potrafiła przed paroma laty rzucić od niechcenia - „Kanalizacija je proces koji teče”:) (dosł. „Kanalizacja to proces, który płynie”, niedosłownie a z sensem – „który jest w toku, który trwa”) komentując, wciąż aktualną, sytuację pozbawionych kanalizacji mieszkańców Starego Miasta w przezacnej Raguzie. (W tym samym mniej więcej czasie pani burmistrz zaangażowała się w generalny remont dubrownickiego ratusza, którego ozdobą są ponoć pozłacane muszle klozetowe…:) No i czyż to nie prawdziwa „perła Adriatyku”?
Ale, w tym roku pani Šuica ma poważną konkurencję w postaci burmistrza samego Belgradu p.Dragana Djilasa, który w niczym nie ustępując koleżance z Chorwacji rzekł był: „Moim zadaniem jest, by jak nawięcej mieszkańców miasta wiedziało co to takiego kanalizacja”.
*
Nie potrafię nie wspomnieć też o, moim zdaniem absolutnej klasyce myśli inżynieryjnej, zaklętej w stwierdzeniu jednego z chorwackich „budowniczych” dalmatyńskiej infrastruktury, w tym mającego (skuś baba na dziada:) powstać mostu Kopno-Pelješac. Cytuję z pamięci: Most (co istotne - mający w zamierzeniu ominąć lądowe i morskie terytorium BiH dzielące Chorwację na dwie nierówne części), a więc: „most naprawi błąd, która zrobiła natura stwarzając wyspy”:):):)
Nazwiska autora tej „skrzydlatej” myśli („krilaticy” jak mówią na Bałkanach) nie pamiętam, ale okazuje się, że wątek podjął w tym roku chorwacki dyrektor Instytutu Budownictwa, budowniczy od kołyski – Jure Radić. Uwaga, będzie wątek bośniacki: „Jeszcze jako dziecko ciągle budowałem na podwórku mostki i drogi. Na maturze wylosowałem pytanie z literatury – Most na Drinie”:):):)


*
Kadr z kultowego „Gori vatra!” – kopalni kultowych cytatów:)
http://www.srbovanje.com/
*
Inwencją w tym roku popisali się także Miroslav Ćiro Blažević, selekcjoner reprezentacji BiH, tłumacząc się z twierdzenia, że chce być pochowany obok Tita:) („Gdybym powiedział coś takiego, moja matka wstałaby z grobu i dałaby mi w pysk”), oraz slawoński „heroj a ne zločinac” (czyt. odwrotnie) – Branimir Glavaš: „Krew nie woda”.
Swoje pięć minut mieli także serbski minister ekonomii Mladan Dinkić przywołując do porządku protestujących i blokujących komunikację w mieście pracowników „Beogradjanki”: „Wyobraźcie sobie, jak by to było, gdyby ministrowie kładli się na szynach?” Słodka perwersja – podsumowały e-Novine:)
Do zeszłorocznych, cytowanych wyżej, słów „czyhającego” na Hadžicia i Mladicia prezydenta Serbii, dołączył ze swą złotą myślą i prokurator V.Vukčević - „To nie tak łatwo znaleźć tych ludzi, to duży kraj, zwłaszcza Belgrad”. :)
*
To tylko niektóre z wytworów politycznej wyobraźni „elit” byłych
jugosłowiańskich republik, a to duże republiki, zwłaszcza BiH…:)
Poniżej, jako pointa, jedno z bardziej błyskotliwych haseł autorstwa anonimowego tzw. statystycznego obywatela…



Tylko 4 mln ludzi ma szczęście mieszkać w BiH,
pozostali nie mają tego szczęścia…
Ale mają wszystko inne.
http://www.srbovanje.com/


*
Źródło: e-novine, srajevo.x-com;





środa, 21 października 2009

"Čudna jada od Mostara grada” c.d.


Naprawdę nie sądziłam, że w końcu przyjdzie mi o tym pisać. Zawsze czytając wiadomości na ten temat miałam nadzieję, że jutro to już na pewno i… Mostar będzie miał swojego burmistrza (a temat na newsa zniknie).
Niestety, moje ukochane bh miasto od ponad roku pozostaje bez „wodza”:). Dokładnie 05.10 stuknęło 365 dni od zakończenia lokalnych wyborów, których następstwem zazwyczaj jest wybór nowego lub pozostawienie na stanowisku starego burmistrza; nie w pięknym šeher Mostarze jednak takie ekstrawagancje…:)

Normalnie państwa\miasta zwykły podsumowywać pracę władz państwowych\miejskich 100 dni od zakończenia wyborów, ale Mostar jest przecież miejscem wyjątkowym i nowym zwyczajem dobrych kilka tygodni temu obchodził okrągłą rocznicę - 300 dni bez burmistrza:).
Z tej okazji (w portalu sarajevo-x.com) ukazał się tekst znanej mostarskiej dziennikarki Ameli Rebac, która przypomina, że „tym samym Mostar poprawił swój dotychczasowy rekord w pobijaniu niesławnych rekordów, z których najbardziej znane to: miasto z największą ilością dublujących się urzędów na świecie, miasto z polityką apartheidu w szkołach i jedyne [bh] miasto bez jednej nawet, z sukcesem przeprowadzonej po wojnie prywatyzacji”.

Mając na głowie tyle problemów radni miejscy (= członkowie poszczególnych partii), nie są w stanie, nie chcą, nie potrafią – jak zwał tak zwał, dogadać się co do większości w Radzie Miejskiej i wybrać „szefa” sobie i swojemu miastu, które od początku tej patowej sytuacji mierzy się po kolei ze: strajkami strażaków, strajkami urzędników miejskich, blokadami miasta li tylko zapowiadanymi oraz rzeczywistymi, brakiem budżetu – co za tym idzie wstrzymaniem wypłat w sektorze państwowym; przestało istnieć kilka instytucji kulturalnych, publicznych jadłodajni, centrum pomocy dla dzieci specjalnej troski… słowem przez ostatni rok w Mostarze normalnie (cokolwiek to znaczy w bh warunkach) nie pracowało ani przedszkole ani teatr.

Winien tej sytuacji jest m.in. specjalny Statut Mostaru, narzucony przez OHR; na mocy tegoż do wyboru burmistrza (nie ma głosowania w bezpośrednich wyborach powszechnych!) wymagane jest 2\3 głosów w pierwszej i drugiej turze, względnie ponad połowa w trzeciej. Do tego Burmistrz i Przewodniczący Rady Miejskiej powinni co 2-4 lata zmieniać się na stanowisku wg klucza narodowościowego, co w obecnej sytuacji jest niemożliwe, bo obie funkcje sprawują Chorwaci, (a jak wieść gminna niesie komunikacja mocno szwankuje ponoć nawet pomiędzy samymi siedzącymi w radzie Chorwatami).
„Jedynie w Mostarze burmistrz jest funkcją polityczną, a nie menadżerską – pisze Rebac – Mnie, jako zatwardziałej demokratki nie interesuje z jakiej burmistrz jest partii politycznej, dopóki w mieście wszystko funkcjonuje bez zarzutu…(…).”

Po długim oczekiwaniu na stanowisko OHR-u, wreszcie z końcem września wypowiedział się wysoki przedstawiciel Valentin Inzko:„Jako wysoki przedstawiciel (…) życzyłbym sobie, by rozwiązanie [sytuacji] zostało znalezione w Mostarze, a nie gdzieś w Sarajewie (…); być może dam politykom jeszcze trochę czasu, ale po 5 października nacisk [na nich] też będzie trochę większy, bo sytuacja, kiedy kolejny rok zaczyna się [bez burmistrza] to naprawdę zły sygnał”.


Nie ukrywano, że nadzieje co do osoby Inzka były większe – spodziewano się, że OHR wykorzystując „uprawnienia bońskie” po prostu narzuci miastu konkretną osobę. Tak się jednak nie stało, a sam Inzko opowiedział się jedynie za uproszczeniem procedury wyborczej burmistrza; wspomniał przy okazji, że „nie lubi korzystać w uprawnień bońskich”; zrobił to raz - narzucając miastu budżet – bajka się jednak skończyła, dokładnie o północy 30 września prysła bańka z kasą i skończył się okres tymczasowego finansowania miasta.
Kolejnym krokiem (raczej – kroczkiem) Inzka była zapowiedź wyraźnej reakcji z jego strony (strach się bać:) jeśli po 5.10 sytuacja nadal będzie patowa. O konkrety kazał pytać w połowie miesiąca.
Jest 21.10, sytuacja jest patowa, radni się kłócą, Inzko milczy.

A sami zainteresowani mieszkańcy Mostaru? Niektórym nie zbywa w tej sytuacji na poczuciu humoru (moi mostarscy znajomi np.proponują kandydatury swoje i swoich znajomych).
Wśród rzeki różnych forumowych śmieci można dokopać się czasem do całkiem sensownych wypowiedzi, oto maleńki przykład dyskusji o wielokulturowości czy jak chcą inni „wielokulturowości” miasta:
- „Mostar jest ostatnim miastem, które zachowało to coś, co było tak typowe dla BiH. (…) Osobiście uważam [multikulturowość miasta] za jego wielką zaletę (…), ale obiektywnie należy zadać sobie pytanie - na ile jest to zaletą, a na ile wadą w codziennym życiu. Np. rok po wyborach miasto nie ma burmistrza, nawet dziś temat odnowy centrum miasta jest sprawą polityczną (…). Pytania, które się narzucają to: czy taka tzw. multikult. to bardziej zaleta czy wada? Czy jest szansa by inne miasta stały się na powrót multikult.? (…) Co jeśli ten trend [zanikania ducha multikult.] spowoduje, że za parę dekad nasz region stanie się naprawdę monoetniczny?„
- „No jasne, Mostar jest miastem wielokulturowym, jak i Sarajevo (wschodnie i zachodnie:))… Ale, jak tak pomyślę to wcale nie inaczej jest w Nowym Yorku, i tam jest wiele (mono)etnicznych dzielnic.
Różnica „tylko” w tym, że NY ma burmistrza, straż pożarną, budżet, i państwo…”

*
Dziś o sytuacji w Mostarze mieli rozmawiać przedstawiciele rządzących HDZ BiH i SDA – nota bene S.Tihić nie zapomniał już wcześniej upomnieć się, że „teraz stanowisko burmistrza należy się SDA”. SDA? – A gdzie leży to miasto?:) A jego mieszkańcy to kto – sdańczycy?:)

Niepokój ten dzieli wspomniana pani Rebac: ”Mostar potrzebuje (…) władz, dla których priorytetem będą prawa i oczekiwania mieszkańców”. Nie podobają się jej (oj, mnie też nie) różne dziwne pomysły wspólnoty międzynarodowej co do podziału miasta. ICG (Międzynarodowa Grupa Kryzysowa) zaproponowała podział miasta na 2 części: Stare i Nowe Miasto. „Ten podział raz jeszcze potwierdza „palestynizację” Mostaru (…), bo oznacza to podział na miasto bośniackie i chorwackie , a to dokładnie to, przeciw czemu walczy cały demokratyczny świat.”
Najbardziej podoba mi się końcowe wezwanie pani Rebac, które niech będzie pointą:
„Niech go podzielą, ale poprzecznie”. :)

niedziela, 13 września 2009

Koniec i\czy początek...?

Koniec misji OHR-u w BiH. Tak przynajmniej donosi cytowany przez bh portale "Tagesspiegel". "Wielu zagranicznych dyplomatów uważa OHR za główną przeszkodę rozwoju BiH, co mogłoby być powodem końca jego misji już w listopadzie tego roku". Ponoć nie ma też wątpliwości co do zakończenia na terenie BiH bytności wojsk EUFOR-u, co zresztą, jak twierdzi gen. Stefano Castagnotto, jest problemem natury politycznej, nie wojskowej. "Eksperci UE uważają że [w BiH] nie należy spodziewać się ani wojny, ani stanu bliskiego wojnie", mimo to tzw.wspólnota międzynarodowa zastanawia się "co z tą Bośnią?" i rzecz jasna nikt nie wie co z tym fantem... . "Dopóki istnieje urząd wysokiego przedstawiciela, któremu zawsze można podrzucić "konia trojańskiego" lokalni politycy nie są zainteresowani by samemu znajdować kompromisy" - uważają unijni dyplomaci.
Aktualny wysoki przedstawiciel Valentin Inzko jest umiarkowanym optymistą, uważa że najważniejszym warunkiem dla wycofania misji OHR-u jest pozytywny klimat polityczny (no to se poczekamy...:), a koniec misji EUFOR-u przed wyjazdem urzędnikow cywilnych UE wyklucza w zupełności.
Tyle plotek...
*
To teraz wracamy na początek: początek procesu Radovana Karadzicia, który ma się rozpocząć w przyszłym miesiącu (19.10).
Przygotowania do procesu trwały ponad rok, po tym jak Karadżić alias Dabić został schwytany w Belgradzie i przekazany sądowi w Hadze. Jedyną przeszkodą do rozpoczęcia sądzenia jest na razie... skarga oskarżonego, którą sąd musi rozpatrzyć; w zażaleniu Karadżić próbuje dowieść, że w ogóle nie powinien być sądzony czego podstawą miałoby być porozumienie zawarte ze specjalnym wysłannikiem ONZ R.Holbrookiem tuż po jugosłowiańskiej wojnie domowej.
Do tego Karadzić, oskarżony m.in. za masakrę na sarajewskim Markale, domaga się na swoim procesie obecności świadków, którzy już występowali w tej sprawie. "Niemożliwe jest wspólne życie i życie blisko siebie - twierdzi Radovan K. - jeśli utrwala się to kłamstwo, że za Markale odpowiedzialni są Serbowie." ("Hercegovacke novine", 28.08.09)
Od prokuratury zażądał także dodatkowych wyjaśnień, jak np. co rozumie się pod pojęciem "ludzie", a co "dzieci", bo "dzieci nikt nie zabijał (...)".
Karadzić (cóż za dobre wychowanie!) podziękował odchodzącemu ze stanowiska (ponoć z przyczyn osobistych) sędziemu Ianowi Bonomy'emu za "trud jaki włożył w przygotowanie procesu". "Oczywiście panu przypadło w udziale tylko wypowiedzenie tego początkowego 'not guilty' (R.K. ma tu zapewne na myśli domniemanie niewinności). Wygląda na to że końcowe 'not guilty' będzie musiał powiedzieć ktoś inny".
Przekonanie o swojej niewinności nie opuszcza Karadzicia, także w wywiadzie, jakiego udzielił agencji Reuters. "Spełniłem swój obowiązek, bez chęci osiagnięcia osobistej korzyści". Felietonista sarajewskich "Dani" Marko Veszović pisze z goryczą: "Wierzę mu. (...)Kto jest w stanie stojąc na stosie trupów stwierdzić: 'mam czyste sumienie' mówi szczerze i trzeba mu wierzyć." "Jeśli mu się wydaje że oszuka Reutersa, niech chociaż nie myśli że może oszukać nas którzy go znamy na wylot(...)".
"Nie żałuję że brałem w tym udział - napisał Reutersowi były prezydent RS - nie żądałem publicznej funkcji, ale otrzymawszy ją swoje obowiązki wykonywałem w najlepszym interesie ludzi bliskich memu sercu".
"W najlepszym interesie ludzi bliskich jego sercu zabił np. 8 tys. w Srebrenicy...(....)" pyta Veszović. "Dabić twierdzi, że będzie czuł się wolny bez względu na to gdzie spędzi czas do końca życia. Wierzę - pisze dziennikarz - długo był w szczęśliwym związku z Ljiljom, która nie jest żoną tylko dożywotnią karą, więc życie bez niej nie może nie być dożywotnią wolnością:):)".
Gwoli dygresji - w czasie poszukiwań Karadzicia w regionie krążyły liczne dowcipy o Ljiljanie Karadzić. "Teraz to już na pewno się nie podda" - mawiano, gdy do ujawnienia się i oddania w ręce policji publicznie wezwała Radovana jego żona.:)
*
Wracając do wywiadu - wzbudził on wiele kontrowersji, nie tylko ze względu na osobę Karadzicia i jego słowa, ale i samą agencję Reuters, która, wg wielu dając oskarżonemu o ludobójstwo szansę wypowiedzenia się publicznie popełniła niewybaczalną gafę. "(...) ten wywiad jest głęboko nieetyczny i godzi w ofiary (...). Naprawdę dziwię się tak (...) szacownej agencji. (...) tłumaczę to wyłącznie ignorancją i tym że nie byli świadomi tego, że Karadzić da im sztampowe odpowiedzi, które my tutaj (...) doskonale znamy, i dobrze wiemy co on chciał powiedzieć i co by powiedział. I to właśnie zrobił." Z publicystką Svetlaną Slapszak zgadza się (mój ulubiony!) Petar Luković - serbski dziennikarz mówi: "(...)Nie czuję żadnego dziennikarskiego zainteresowania rozmową z psychopatą takim jak Karadzić, i w ogóle nie widzę potrzeby komentowania słów [tego] psychopaty". Bezsens rozmowy z Karadziciem Luković tłumaczy następująco ": "Nie przyzna że jest winny. Nie przyzna że prowadził wojnę ze swoich szaleńczych, zbrodniczych, czy nie wiem jakich jeszcze geriatrycznych pobudek. (...) nie przyzna że był ideologiem który stworzył to wszystko przy współpracy z Serbią, że brał udział w wojnie (...) jak Miloszević i pisarze i UDBA i SANU i nie wiem kto jeszcze. On tego nie powie!"
S.Slapszak dodaje, że przesądzajacym argumentem przeciw takim wywiadom jest brak kary śmierci:"(...)Oni [oskarżeni o zbrodnie w Hadze] nie szukają możliwości ratowania życia (...), tak że (...) tym samym nie ma żadnego powodu by poświęcać tym ludziom jakąkolwiek przestrzeń publiczną i dawać możliwości by powiedzieli coś, czego celem nie jest ratowanie swojego życia, ale mówiąc otwarcie - prowadzenie polityki."
*
To nie koniec wątku "media i zbrodniarze" w bh prasie. "Slobodna Bosna" (27.08.09) publikuje wywiad z rzecznikiem oddziału serbskiej Prokuratury d\s ścigania zbrodni wojennych Bruno Vekariciem. Instytucja ta, ścigająca zarówno zbrodnie serbskie popełnione na "nie - Serbach" i zbrodnie dokanane na ludności serbskiej podczas wojny, wzięła się za ściganie dziennikarzy odpowiedzialnych za "dorzucanie ognia do pieca". "Podstawą dochodzeń w takich sprawach są zeznania ochotników wojennych, którzy twierdzili, że zdecydowali się "iść na wojnę", bo widzieli [odpowiednie] programy w telewizji". Vekarić przytacza tez przykłady manipulacji medialnych: Nasze śledztwa pokazują jakie są konsekwencje tego że w gazecie pokazuje się na stronie tuytułowej dziecko płaczące na grobie matki, podczas gdy zdjęcie pochodzi z 19-go wieku, albo kiedy reporter, który jakoby zdaje relację z Vukovaru, a naprawdę siedzi w Pancevie mówi że ta i ta ulica została wyzwolona, i żołnierze którzy go słuchają idą na tę ulicę napić się i wtedy przeciwna strona ich wybija...".
Oczywiście nie zabrakło tu pytania o Mladicia: "Cała Serbia jest zakładnikiem Mladicia.(...) Mladić dużo kosztuje ten kraj. (...)Nie mogą emeryci, służba zdrowia, edukacja, sądownictwo zaciskać pasa, kiedy Mladić trzyma naród jak zakładników" - twierdzi pan Vekarić zarzekając się że 10.000 policjantów nie robi nic innego, jak tylko szuka generała.
(?!)
Na plus niewątpliwie trzeba zaliczyć serbskiemu sądowi skazanie braci Lukić na maksymalną (serbską) karę 20 lat; (w Hadze Milan Lukić niedawno dostał dożywocie);
Żeby już, choć na chwilę, zamknąć te śledztwa, procesy i sprawy z kronikarskiego obowiązku donoszę, że z wielkim oporem, acz jakoś idzie proces Vojislava Szeszelja (który m.in. w haskim więzieniu zdążył już opublikować "dzieła zebrane" na swój temat, obrazić, zastraszyć i ujawnić ważnych świadków procesu); w decydującą (ponoć) fazę wchodzi proces chorwackich generalów: Gotoviny, Markaca i Cermaka (wyroki mają być ogłoszone wiosną 2010);
Jak donoszą cytowane już "Hercegovacke ..." w całym regionie zginęło lub zaginęło ok.120.000 ludzi, poszukuje się 16.000; wg oceny organizacji pozarządowej "Documenta" do 2020r przed sądem powinno stanąć ok. 1200 podejrzanych o zbrodnie, a to i tak mało w porównaniu z oczekiwaniami.

czwartek, 10 września 2009

Zimna kafa dla Tadicia

Znowu dyplomatyczny zgrzyt na linii Sarajevo-Belgrad. W zeszły wtorek BiH odwiedził prezydent Serbii Boris Tadić, właśnie - czy na pewno BiH? Pełniący obecnie funkcję przewodniczącego Prezydium BiH Haris Silajdzić zwany "Harym" ma poważne wątpliwości, które postanowił czarno na białym wyłuszczyć w nocie protestacyjnej, jaką planuje posłać do Belgradu. Siljadziciowi nie podoba się sposób i powód wizyty Tadicia, a tą było uroczyste otwarcie szkoły w podsarajewskich Palach; szkoły o nazwie "Serbia". Sposób - bo serbska ambasada w Sarajewie poinformowała MVPBIH (MSZ BiH) li tylko, że "organizację wizyty przejmuje protokół dypl. Republiki Serbskiej."
"Przyjazd Tadicia to atak na BiH" stwierdził "Hary", "na suwerenność i międzynarodową podmiotowość BiH". Oznacza także, że RS występuje w komunikacji międzynarodowej jako podmiot.
Serbia zignorowała więc, wg Silajdzicia, zwyczajowe procedury dyplomatyczne, co zagroziło suwerenności Bośni. Chodziło tu także o sposób w jaki Tadić przekroczył bośniacką granicę (tj. bez wcześniejszego, czy też - zbyt późnego powiadomienia o tym fakcie bośniackich służb granicznych).
Ufff... tyle "dyplomacji". Narody, w tym Bośniacy, dla których Hary raczej nie jest bohaterem z ich bajki, w swoich komentarzach w dyplomację się nie bawiły:
*Hary, przyznaj, Dodik to twój najlepszy kolega (...) BiH obchodzi cię tyle co zeszłoroczny śnieg...[przypomnijmy - dzieci Siladzicia uczą się za granicą..:]
*(...) a co zrobiłeś, by do tej szkoły chodziły bośniackie dzieci...?
*W wizycie Tadicia nie widzę nic złego, jak i nie widzę w otwarciu meczetu Kralja Fahda, ostatecznie lepiej otwierać szkoły niż meczety...
*A "bośniacki koledż" i "gimnazjum tureckie" nie przeszkadza...?
*Mesić zeszłym razem był w Tuzli, nie przyjechał do Sarajeva i nikt się nie oburzał...
*Patrzecie, patrzcie, ci Serbowie, prawdziwi złocyńcy, zbudowali szkołę i otworzyli wczoraj, a Harisa nikt o nic nie zapytał. To dopiero zbrodnia...
***
OK, mam wrażenie, że nazwa dobra dla hotelu:) niekoniecznie jest dobra dla szkoły, a Tadić chyba nie do końca przemyślał swój krok... Z drugiej strony bardziej niż do Tadicia Haris powinien mieć pretensje do kolegów z RS-u (i do siebie) że wizyty prezydenta nie zorganizowali wspólnie...
Dodajmy jeszcze, że przy okazji wizyty Tadić dementował pogłoski o swoim poparciu dla kolejnego podziału BiH na 4 części administarcyjne -propozycji Dragana Czovicia. "Prezydent Tadić szanuje integralność i suwerenność BiH i uważa, że porozumienie z Dayton może zostać zmienione tylko za zgodą wszystkich trzech narodów - Boszniakow, Serbów i Chorwatów." - ogłoszono z prezydenckiego gabinetu.
*
OK. Przejdźmy do spraw przyjemniejszych. Teraz będzie o czymś na czym się kompletnie, ale to komletnie nie znam:) O futbolu!:)
Nie byłoby o tym słowa, gdyby wczoraj Bośnia i Hercegovina nie zremisowała u siebie z Turcją!
Wynik 1:1 został entuzjastycznie przyjęty przez bh kibiców, bo tym samym reprezentacja BiH utrzymała 2 miejsce w swojej grupie (5) w kawilifikacjach do Mistrzostw Świata w RPA.
Z komentarzy internautów za przeproszeniem rozwalił mnie ten: "Nasi przeciw naszym, gdzie to jeszcze możliwe...:):)"
*

środa, 9 września 2009

Bosanski lonac

Oj nazbierało się trochę i jest co do bh gara włożyć. A i podgrzewać specjalnie nie trzeba, nie tylko z powodu piekielnych upałów; te zresztą zbiegły się z okresem Ramazanu i końcówką sezonu turystycznego, co ewidentnie wpłynęło na senną ostatnio atmosferę nagle wyludniałego szeher Mostaru. Dlatego też, w celu podniesienia sobie ciśnienia należy podejść do pierwszego z brzegu kiosku z bh prasą, co uczyniwszy niniejszym donoszę, że:
* Nie ustają komentarze w kwestii skreślenia BiH z tzw. "białej listy Schengen", co znaczy ni mniej ni więcej, że bh obywatele nadal nie mają wjazdu do Europy bez wiz. Być może sprawa nie wzbudziłaby takich gorących reakcji, gdyby nie fakt, że pozwolenie takie od Komisji Europejskiej, która decyzję podjęła otrzymała Serbia. "Ratko Mladić już nie potrzebuje wizy do UE!" - obwieścił sarajewski tygodnik "Dani" (24.07.09). Oberwało się nieźle przewodniczącemu Rady Europy Carlowi Bildtowi, który na pytania o "gettoizację" BiH, która wg bh mediów ponownie padła ofiarą fatalnych międzynarodowych decyzji odparł, że Bośniacy są ofiarami swoich nieudolnych polityków". A co zrobili "kulturalni dyplomaci" w zonach ogłoszonych strefami bezpieczeństwa? Nic.
Mieszkańcom Bośni "dyplomacja" Bildta, który był jednym z pierwszych wysokich przedstawicieli w BiH, kojarzy się wyłącznie z aferami i skandalami (finansowymi i ...miłosnymi:), oraz z jego świadczeniem na korzyść Biljany Plavszić podczas jej haskiego procesu. Bildt od dawna opowiada się za likwidacją "uprawnień bońskich", transformacją OHR-u w urząd specjalnego przedstawiciela, mocno lobbuje także na rzecz wstąpienia Serbii do UE.
Inne stanowisko w sprawie zajął Christian Schwarz-Schilling (b.wysoki przedstwaiciel, to ten od "kochania Bośni za gratis":), twierdząc że decyzja Unii to "niewiarygodne uchybienie". Przewodniczący Rady Ministrów BiH Nikola Szpirić portalowi sarajevo-x.com mówi: "Bośniaccy Chorwaci mogą podróżować po Europie z chorwackimi paszportami, a bh Serbowie z serbskimi, mogłoby to więc oznaczać, że dwa sąsiednie kraje pochłonęły suwerenność jednego [bh] państwa... (...)"
"Za Tity (cytuje sarajevo-x.com niemiecką "SZ") jugosłowiański paszport był najlepszy na świecie. Serbowie, Bośniacy, Macedończycy mogli jeździć dokąd chcieli. (...) Po ostatnich wojnach miliony ludzi z tego regionu znalazło się w "wizowym getcie", z którego zdołają wyjść tylko ci którzy są w stanie zebrać 70eu na wizę. (...) 70% studentów z Serbii nigdy nie było za granicą. (...) Podróże kształcą (...), pomagają obalać stereotypy, które wielu na Zachodzie wykazuje w stosunku do mieszkańców Bałkanów. I odwrotnie. (...) z formalnego punktu widzenia decyzja UE jest prawidłowa, bo kraje te nie wprowadziły [na czas] paszportów biometrycznych. Ale, taka decyzja ma też fatalne psychologiczne konsekwencje".
Bośniacy (Bosanci) doskonale wiedzą w jakim kraju żyją. Większość komentarzy jakie udało mi się czytać na ten temat to teksty krytyczne wskazujące przede wszystkim na winę i niezdolność bh polityków do wyprowadzenia BiH z zapaści. Jednak poczucie "ukarania" i pozostawienia Bośni przez tzw. Europę na lodzie jest bardzo silne. Decyzja Komisji Europejskiej, jak twierdzi wielu komentatorów, jest na rękę tym bh politykom, którzy pragną destabilizacji kraju, w zwykłych Bośniaków ugodził też fakt, że niefortunna decyzja ogłoszona została kilka dni po uroczystościach rocznicowych w Srebrenicy. Tym samym, wg Boszniaków, unia "nagrodziła" serbskich zbrodniarzy, a "ukarała" ofiary.
Nie wiadomo, czy urzędnicy Komisji Europejskiej zdają sobie sprawę, jak w sumie absurdalną decyzję podjęli? Absurdalną, bo ogromna część mieszkańców BiH - Serbowie i Chorwaci na mocy tejże dezycji bez wiz jeździć "u bijeli svijet" może, pozostali - czyli Boszniacy (Muzułmanie) - nie. Osobiście nie znam bh Chorwata, który nie posiadałby chorwackiego paszportu... ups, sorry - Komszić go nie ma. Ale jego nie znam osobiście. Niestety:)
Cóż, jak wszystko inne także równość i braterstwo po bośniacko-hercegowińsku jest szczególnego rodzaju; nie polega na tym, że wszyscy mają to samo, po równo. Nie, jedni mają przywileje wewnątrz państwa, inni poza nim. Równowaga w przyrodzie zachowana? Zachowana.
Ale, ale, wszystko jest do zrobienia. "Slobodna Bosna" (23.07.09) drukuje "Krótki kurs - jak przechytrzyć Unię Europejską". Nic prostszego, trzeba tylko postarać się o paszport któregoś z sąsiednich państw. Dla zainteresowanych tygodnik podaje, że o obywatelstwo Republiki Chorwacji mogą starać się wyłącznie Chorwaci; tak więc mają je już wszyscy, którzy mają do niego prawo:). Dla tych co zaspali: na chorwacką "putownicę" trzeba wyłożyć ok.90Eu i poczekać od 6 miesięcy do roku.
W porównaniu z tym paszport czarnogórski można dostać migiem - w dni siedem:). Należy tylko udowodnić swoje urodzenie na terenie Czarnogóry lub czarnogórskie pochodzenie. Aha, i 180Eu sie przyda. "Wadą" tego kroku, jest przymus zrzeczenia się bh obywtelstwa...
Naprawdę zdesperowani Bośniacy mogą stanąć w kolejce w Ambasadzie Serbii. O obywatelstwo serbskie może bowiem starać się każdy pełnoletni obywatel byłej Yugi bez względu na narodowość i wyznanie. Musi jeszcze tylko wykazać swoje 3-letnie pomieszkiwanie na terenie Serbii, lub zwiazać się węzłem małżenskim z jej obywatelem. I gotowe. Jeszcze ok.250Eu. I po zaledwie 2 latach serbski paszport w kieszeni.
Rzecz jasna ogromna część bh Serbów ma go od dawna, a ci, którzy staną w kolejce dopiero teraz ze strony władz Serbii mogą liczyć na procedurę paszpotrową w wersji light.
Co roku w Sarajewie wydaje się ok.300 paszportów nowym serbskim obywatelom, a jak się można spodziewać zainteresowanie w\w dokumentem w najbliższym czasie wzrośnie.
Aby jednak nie zmuszać swoich muzułmańskich obywateli do pójścia w ślady Emira\Namanji Kusturicy i przechodzenia na prawosławie tudzież katolicyzm (jak mówią niektórzy - do powrotu do "chriszczanstwa":) 18 bh instytucji musi spełnić jeszcze 48 warunków, najlepiej do końca tego roku... (?!), wtedy właśnie UE ma ponownie rozpartywać wniosek o zniesieniu wiz dla obywateli BiH.
Wg statystyk od końca wojny z bh paszportu dobrowolnie zrezygnowało 40.643 Bośniaków.
c.d.n.
*
No, jeszcze tylko te wizy i niczego nam więcej do szczęścia nie trzeba... Kahva\kafa\kava i tak najlepiej smakuje TUTAJ:)

niedziela, 25 stycznia 2009

Cóżeś nam uczynił Lajcaku tem zniknieniem swoim?

Stało się.
Przed kilkoma dniami (23.01) Wysoki Przedstawiciel i Specjalny Przedstawiciel UE w BiH Miroslav Lajcak niespodziewanie zrezygnował z funkcji szefa OHR-u i przyjął posadę ministra w słowackim MSZ-cie. Cóż, ojczyzna wzywa.
Jutro, Lajcak jedzie odebrać w Bratysławie nominację, a we wtorek dobra\zła (niepotrzebne skreślić) wiadomość: wraca do Sarajewa, by ...nadal wykonywać obowiązki wysokiego przedstawiciela do momentu wybrania swojego następcy.
Decyzję o rezygnacji podjął Lajcak ponoć w środę, kiedy bezpośrednio od słowackiego premiera otrzymał propozycję nie do odrzucenia. Lajcakowi, który zanim przyjechał do Sarajewa, był wcześniej m.in. ambasadorem Słowacji w Belgradzie, mandat przedstawicielski w BiH kończy (..łby) się w połowie tego roku.
Portal mediainfo.ba opublikował oświadczenie Miroslava Lajcaka dla prasy:
"Pragnę podkreślić, że funkcję ministra spraw zagranicznych przyjąłem tylko pod warukiem, że moja nominacja nie spowoduje problemu w BiH i nie stworzy próżni jeśli chodzi o ciągłość w wykonywaniu obowiązków OHR-u. (...) Niektórzy oskarżą mnie, że tym samym zostawiam Bośnię na lodzie, a już czytałem, jak to ponoć mam wszystkiego dość. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą."
Mówił także o swoich deczjach podejmowanych dla dobra przyszłości BiH, "(...)Ale, jeśli wy sami nie zechcecie sobie pomóc, nikt z zewnątrz nie może wam tego narzucić.(...) postęp wymaga jednak dyskusji i kompromisu".
Stwierdził też, że Bośnia zawsze może liczyć na to, że jako minister słowackiego MSZ-u, kraju członka NATO i UE uczyni wszystko dla procesów integracyjnych BiH z UE. To akurat nie jest wykluczone. Zwłaszcza, że obietnice Topolanka, iz dla czeskiej prezydencji Bałkany będą priorytetem raczej spełzły na niczym. Kryzys, gaz, Rosja, te sprawy... (czyt. zawsze jest coś ważniejszego niż Bośnia).
Większość komentarzy tzw. liderów bh partii stwierdza, że dla Bośni konieczne jest utrzymanie OHR-u. "Nasza Partia" (slobodna-bosna.online) stwierdziła nawet, że czyn Lajczaka był nieodpowiedzialny i pogłębi kryzys w BiH ale jednocześnie jest to szansa na transformację OHR-u. Członkowie partii mają też nadzieję, że następca Lajcaka okaże się bardziej energiczny i "zmieni zachowanie polityków, których kryminalna aktywność doprowadziła państwo do tak głębokiej zapaści". Przy całej sympatii dla "NP" wydaje mi sie, że państwo pomylili wysokiego przedstawiciela z wróżką z kreskówek Disneya...
Za likwidacją OHR-u opowiada się przew. PDP (Partia Demokratycznego Postępu) Mladen Ivanić twierdząc, że "zawsze będzie jakiś powód, by urząd ten utrzymywać, a to do niczego nie prowadzi". W słowach Ivanicia jest jeszcze jeden wyróżnik. W przeciwieństwie do wcześniejszych licznych ataków na Lajcaka, że ten nie korzysta z '"upoważnień bońskich", Ivanić twierdzi, że to właśnie, oraz nacisk na lokalnych polityków, by szukali kompromisu, jest jego zdecydowanym sukcesem jako wysokiego przedstawiciela.
Z kolei na panach Dodiku i Radmanoviciu wydarzenia ostatnich dni nie zrobiły szczególnego wrażenia.
Nowy wysoki przedstawiciel prawdopodobnie nie zostanie wybrany do marca. Nie brak spekulacji co do nazwiska następcy Lajcaka. Wymienia się m.in. jego dotychczasowego zastępcę Raffi'ego Gregoriana, B.Aherna i Ch. Pattena.
Przy tej okazji ktoś zauważył, że BiH przestała być "prestiżowym" miejscem dla top-polityków światowej dyplomacji, a stała się "poczekalnią" do dalszej kariery.
Raczej nie ma co liczyć tez na to, że zwykli Europejczycy zaczną swoich przedstawicieli w BiH rozliczać z rezultatów ich pracy....
A wśród bh narodów, zdania podzielone, jak to zazwyczaj w BiH bywa , na trzy, albo i na więcej... Wśród zwykłych przekleństw, nie brak i dla Lajcaka autentycznych życzeń szczęścia "na nowej drodze życia". "Zazdroszczę wszystkim, którzy jadą za granicę" - napiał ktoś na forum. Choć raczej nie stało bośniackiego dowcipu na wysokiego przedstawiciela.
Cóż, nie dziwota, tylu ich już było, a ilu jeszcze będzie...?!

czwartek, 16 października 2008

Bosanski lonac

Gwoli szybkiego dopełnienia ostatniego wpisu: minęły kolejne wybory. Na swoim blogu Željko Komšic zauważa swojego rodzaju fenomen: wybory wygrali wszyscy. To oczywiście ironia, chodzi o wypowiedzi liderów partii, z których każdy czuł się wygrany. I dobrze - konstatuje Komšić - szczęśliwi ludzie nie robią głupot:) . "Prezydenta" martwi tylko mała aktywność wyborców w dużych miastach, twierdząc że to rodzaj "fałszywego poczucia elitarności", która mieszkańcom duzych środowisk miejskich "nie pozwala na zajmowanie się czymś tak brudnym jak polityka", ale jednocześnie daje przywilej ciągłego narzekania.
Darujmy sobie procenty, liczby i statystyki, dość powiedzieć, że miało być lepiej a wyszło jak zawsze: przewagę zdobyły partie narodowe, więc do władz lokalnych wejdą nie kompetentni a "sami swoi".
Operacja się udała, pacjent może jeszcze nie wykitował, ale nadal dogorywa.


Rzecz dziś najważniejsza: rok temu zmarł Toše Proeski

Uwielbiany od Vardaru po Triglav macedoński wokalista zginął w wypadku niedaleko Bosanskiej Gradiški.
Oczywiście Toše żyje w głowach i sercach wielbicieli i rzecz jasna mediach, które we wszystkich chyba ex-yu republikach, z okazji smutnej rocznicy emitowały koncerty i programy o życiu i dziele Proeskiego. Z jednego z nich można było się dowiedzieć m.in., że już jako duża gwiazda Toše grzecznie zdawał egzaminy w szkole i łatał dziury w dachu cerkwi w rodzinnym Kruševie. Szkoła muzyczna, którą kończył nosi imię Toše Proeski, a miejsce spoczynku piosenkarza ma zostać niedługo zamienione w mauzoleum jego pamięci.
*
Po trzecie: z opóźnieniem donoszę, że i w BiH zakończył się sezon przyznawania ważnych nagród literackich. U nas Dukaj i Tokarczuk, a w Tuzli nagrodę Mešy Selimovića odebrał Mirko Kovač za, ponoć swoją najlepszą, książkę "Grad u zrcalu" ("Miasto w zwierciadle").

"Piszę o Trebinje (...) i tym świecie [czyli Hercegowinie], bo coś o nim wiem. Znam naturę tego świata, język i mentalność. To moja scena, po której krążą moje cienie i wyobraźnia". (Slobodna Bosna, 11.09.2008).

Tygodnikowi "Dani" wyznaje, że w Bośni czuje się najlepiej. Mówi też o Selimoviciu, jego "serbskości" ("Meša zmarł, nim zaczęło się (...) "serbskie szaleństwo", myślę że jeśli o to chodzi był czysty. (...) to że podkreślał swoje serbskie pochodzenie, nie znaczy że był nacjonalistą"), i dla porównania nowokomponowanej "serbskości" Emira Kusturicy ("Wśród mądrych, liberalnych Serbów Kusturica jest lekceważony...").

Na pytanie o język\i i swobodne przechodzenie z jednego w drugi odpowiada: "Obcokrajowcy mają lepszy stosunek do języka niz my. Oni to uważają za jeden język, co z lingwistycznego punktu widzenia jest najbardziej odpowiednie. Państwo się rozpadło, język nie. To był [serbsko-chorwacki] język "umówiony", a teraz w warunkach demokracji ten język nazywa się tak, jak chcą tego ci, którzy go używają. (...) Najlepiej jeśli jest to wariant, przez który można najlepiej wyrazić siebie".
Mirko Kovač ujmuje się także za zamkniętym tego lata jedynym niezależnym chorwackim tygodnikiem "Feral Tribune" : "Zamknięcie Ferala to ogromna strata (...), już się odczuwa w Chorwacji dużą pustkę. Nie ma komu powiedzieć co jest głupie, co jest kłamstwem".
A wracając do nagrodzonego dzieła - na razie leży na półce i pachnie. Wrażenia z lektury niebawem.

środa, 1 października 2008

"Čudna jada od Mostara grada..."

Kravice. Tu będą pływać
zahumpopotamy...

Z kronikarskiego obowiązku notujemy bliski koniec kampanii wyborczej.
5 października po raz czwarty po wojnie odbędą się wybory do władz lokalnych. Po raz drugi wybory organizuje sama BiH, nowością będzie głosowanie na przedstawiciela mniejszości narodowych. Łącznie w wyborach startuje ok. 29.000 kandydatów, 80 partii (!) i 239 kandydatów niezależnych. Koszt przedsięwzięcia oczacowano na 11mln KM (ok.6mln Euro). Prawo głosu ma ok. 3 mln wyborców, których od miesiąca (dla przypomnienia kampania wyborcza zbiegła się z okresem Ramazanu)zalewa fala frazesów i obietnic. Choć wybory lokalne powinny skupiać się na kanalizacji, dziurawych drogach i dostawie prądu, jak się spodziewano - nie zabrakło wyraźnych tonów narodowych, oraz wszelkiego sortu unitaryzmów, separatyzmów i trzecich entitetów.
Do głosowania zachęcały kościoły, a z CIK (Centralna Komisja
Wyborcza - w której niezależność niektórzy szczerze wątpią) i
OHR-u popłynęły słowa ostrzeżenia, by w kampanii wystrzegać się języka nienawiści.
Z plakatów patrzą mniej lub bardziej śliczni panowie (pań jakoś nie pamiętam...), a niektóre hasła doprawdy wzruszające są: "Głosujmy sercem sarajewskim..." (to SDA).
"Jakby to było pięknie, gdyby wszystkie partie, które opłaciły kogoś, by te plakaty lepił, znów zrobiły dobry uczynek i zapłaciły komuś, by je zdjął. (...) Nie byłoby śmieci w mieście i jeszcze ktoś by zarobił..." - rozmarzyła się publicystka "Hercegovaczkih novin" (12.09.2008).
W ogólny przedwyborczy nastrój wpasował się felietonista tejże gazety Bozo Kijac:"Obiecują (...) lotniska, szkoły, mieszkania, (...) a jedyne co potrafią zrobić w okresie trwania ich mandatu to łatanie dziur w asfalcie i to tuż przed wyborami. (...) Co prawda, w tym roku zaczęli dzielić bezpłatnie podręczniki, tu i ówdzie postawili nowe znaki drogowe i oznakowania łacinką i cyrylicą, by podgrzać krew wyborców, a nacjonalistyczny narybek nie został bez pracy."
I nie został. Dnia pewnego mym zdziwionym oczom na trasie Mostar-Metković pod łacińskimi nazwami ukazały się napisy cyrylicą. Już myślałam, że popędzę z pielgrzymką do Medjugorja, lecz parę kilometrów dalej "odetchnęłam z ulgą", cyrylica zniknęła pod grubą warstwą farby i wszystko uff... "wróciło do normy".
"W modzie jest - pisze dalej Kijac - fotografowanie się i ściskanie rąk przywódcom religijnym. (...) Polityczni rywale jedni drugich nazywają kretynami, ustaszami, czetnikami, partyzantami, faszystami (...)." Autora (a mnie z nim razem) zajmuje w dużej mierze los Mostaru i Hercegoviny: "Mostar - parafrazuje Kijac wyborcze fantazje polityków - będzie małą Szwajcarią. (...) zamiast podzielonego miasta będziemy mieć Kalifornię: 8 pór roku i żniwa 10 razy w roku (...). w kolejnym dziesięcioleciu na Neretwie powstaną setki małych i dużych elektrowni wodnych, które w ogóle nie będą zanieczyszczać środowiska. (...) Rada mieszkańców Dreznicy ogłosi jednostronne odłączenie się od Mostaru, a Milorad Dodik ogłszony zostanie honorowym obywatelem i otrzyma doroczną nagrodę "Separator". Na tym samym zebraniu drezniczanie ogłoszą się europejskim Kuwejtem. (...) Nasi politycy obiecali także jeszcze 4 lokacje, na których ma się pojawić Gospa (...), a Troja definitywnie zostanie odkryta w Gabeli. (...) Do wschodniej Hercegoviny sprowadzi się krokodyle i hipopotamy, które tutaj będą się nazywać zahumpopotamy."
Jasne. A bura zacznie wiać od strony Dubrownika w kierunku Trebinje, Kusturica znów się nawróci i zamieszka w Sarajewie, a Vicka przyzna,że z tą Gospą to był tylko taki żart... . Wszystko po tym jak mieszkańcy Neum zbudują most Kopno-Pelješac i pstrągi w Neretwie zaczną pływać do tyłu.