Pokazywanie postów oznaczonych etykietą procesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą procesy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 marca 2010

Wojna boszniacko-serbska pod flagą Wielkiej Brytanii


Od kilku tygodni przyglądam się sprawie, która zaprząta bh. media (i polityków przede wszystkim) o wiele bardziej niż toczący się właśnie proces Radovana K.

Otóż: 1-go marca w Londynie został zatrzymany Ejup Ganić – były (boszniacki) członek Prezydium BiH z czasu wojny 1992-95. Do jego aresztowania doszło na skutek żądania Serbii, która oskarża boszniackiego polityka o to, iż w maju 1992 brał udział, tudzież wydał polecenie do ataku na wycofującą się z Sarajewa kolumnę JNA (Jugoslovenska narodna armija), w wyniku którego zginęło 6 serbskich żołnierzy, a 186 zostało wziętych do niewoli.
Ów wojenny epizod znany pod nazwą „casus Dobrovoljačka” (od nazwy ulicy, na której miał miejsce) jest jedną z najbardziej emocjonujących, nie rozwiązanych dotychczas spraw bośniackiej wojny. Niedawne aresztowanie Ganicia w Wielkiej Brytanii być może stanie się początkiem końca (?) całego zamieszania.

Ganić od kilku jednakże dni jest na wolności. Kaucję w wysokości 200 tys. funtów (430 tys. KM) wpłaciła niejaka Sanela Jenkins – kobieta interesu rodem z Sarajewa, żona brytyjskiego bankiera i honorowa doradczyni Prezydium BiH. Tak więc Ejup Ganić decyzją brytyjskiego sądu pozostanie w Londynie w mieszkaniu przyjaciela, lecz pod nadzorem policji, przed sądem będzie występował z wolnej stopy.
Na początkowe pogłoski o tym, że na kaucję miałyby zostać przeznaczone środki z budżetu BiH mocno obruszył się (jak zawsze w takich sytuacjach niezastąpiony) Milorad Dodik. W tym wypadku byłoby trudno nie przyznać mu racji, tymczasem pogłoski okazały się… pogłoskami, a z opresji uratowała Dodika pani Jenkins…:)

Oczywiście serbsko-boszniacka awantura, która rozpala emocje po obu stronach i w której każdy ma coś do powiedzenia, dla nikogo nie jest żadnym zaskoczeniem. Serbowie bronią „sprawiedliwości”, Boszniacy ogólnie „czci i niepodległości BiH” w zgodzie ze znanym wszem i wobec na Bałkanach porzekadłem - „Wszyscy jesteśmy…”. Tym razem „wszyscy jesteśmy Ejupem Ganiciem”.

Co ciekawe w kwestii ujęcia Ganicia zgody nie ma także w rodzinie. W rodzinie świeżo upieczonego ambasadora BiH w Serbii. Boriša Arnaut kilka dni po aresztowaniu Ganicia objął urząd w Belgradzie, jednak o głośnej sprawie z serbskimi urzędnikami nie rozmawiał twierdząc, że nie ma jeszcze wszystkich informacji; uważa jednak, iż Serbia posiada ważne dowody i nie ma wątpliwości, że Ganić odpowiedzialny jest za zbrodnię popełnioną na ulicy Dobrovoljačkiej.
Tymczasem adwokat Ganicia - syn ambasadora - Damir Arnaut razem z przewodniczącym Prezydium BiH Harisem Silajdžiciem kilka dni temu, zaraz po uwolnieniu Ganicia z aresztu (11.03), pobieżeli do Londynu z „prywatną”, przyjacielską wizytą do podejrzanego (bez zgody pozostałych dwóch członków Prezydium – dodajmy), przy czym Arnaut (syn) oświadczył, iż ścigając Ganicia Serbia „atakuje wprost suwerenność BiH”.
Przewodniczący Silajdžić z tej okazji zamienił słowo z ministrem spraw zagranicznych GB, ponoć głównie besztając dyplomatycznie ministra za „łamanie konwencji wiedeńskiej”.
Zresztą stronie brytyjskiej, która jakoby nie zapewniła, a wręcz uniemożliwiła byłemu członkowi Prezydium spotkanie z panią ambasador BiH oraz rodziną, mimo iż ten jest posiadaczem paszportu dyplomatycznego, obrywa się od początku całej awantury. To ciekawe, że Hary nie ma pretensji do bośniackich sądów, iż przez cztery lata nie potrafiły „wytrącić Serbii broni z ręki”, ale aby przywołać do porządku brytyjskiego ministra, pofatygował się do Londynu.

Podejrzany Ejup Ganić do Londynu pojechał z krótką wizytą. Okazję wykorzystała Serbia która, jako się rzekło, zażądała od Brytyjczyków (na podstawie wydanego wcześniej listu gończego) aresztowania byłego boszniackiego polityka.
Na te rewelacje ocknęła się i Prokuratura BiH domagając się (po czterech latach praktycznie „nicnierobienia” w tej sprawie) ekstradycji i wydania Ganicia odpowiednim organom Bośni i Hercegowiny, powołując się przy tym na prawo, które w ściganiu i sądzeniu podejrzanego uznaje pierszeństwo BiH, jako że jest on jej obywatelem.
Pewnego smaczku sprawie dodaje fakt, że Ganić do tej pory latami mieszkał sobie spokojnie w Sarajewie w sąsiedztwie… bh. prokuratury. :)
W wydanym przez nią oświadczeniu twierdzi się, iż serbskie władze obecnie samowolnie tropią obywateli BiH, od kiedy na przełomie 2004\2005 roku działania takie przestał nadzorować haski Trybunał (ICTY); nie ustanowiono jednak żadnych nowych mechanizmów, które uniemożliwiałby ściganie podejrzanych bez ważnych dowodów ich winy.

Niedługo potem MSZ Serbii potwierdziło, iż z Sarajewa dotarła nota protestacyjna, którą bośniacki MSZ skierował jako reakcję na aresztowanie Ganicia.
Jak zawsze w takich przypadkach kwitnie sztuka epistolografii: w reakcji na reakcję:) serbski przedstawiciel w Prezydium BiH Nebojša Radmanović skierował pismo do prezydenta Serbii B.Tadicia, w którym stwierdza stanowczo, iż wspomniana nota wysłana została bez zgody i wiedzy jednego z trzech członków Prezydium (czyli Radmanovicia); w ten to sposób w polityce zagranicznej BiH naruszono zasadę konsensusu, jak również dobrosąsiadzkie stosunki między Serbią i Bośnią.
W jednym z pierwszych swoich wystąpień N.Radmanović wyraził pewność, iż „w całej tej sprawie istnieją ludzie, którzy chcą chronić siebie”, po czym oskarżył Harisa Silajdžicia, że ten stoi na czele grupy osłaniającej całe wojenne Prezydium. (Grupa trzymająca władzę?!:)
„Jest tu cała grupa ludzi, która myśli, że zbrodnie popełnione w imieniu RBiH pozostaną bez kary”, twierdzi „serbska część” Prezydium.
Wyjazd Silajdžicia do Londynu określił Radmanović jako jego prywatną wizytę, a ostatnio stwierdził także, że BiH powinna przeprosić Brytyjczyków za wszelkie krytyczne uwagi na temat ich sądownictwa, jak i to, że BiH „coraz bardziej przypomina prywatne państwo” tak więc ”Serbowie, którzy nie akceptują takiej polityki, muszą (…) zdecydować, czy chcą w przyszłości pracować w instytucjach BiH”.
Silajdžić nie pozostał dłużny twierdząc, że aresztowanie Ganicia to „działania motywowane politycznie, poważnie naruszające proces normalizacji stosunków między BiH i Serbią”, która według niego pragnie rewizji swojej najnowszej historii „Od Serbii oczekujemy przyjęcia (…) rezolucji w sprawie Srebrenicy, w której to [rezolucji] jednakże pragnie ona uniknąć słowa „ludobójstwo”…

Bez względu na wynik przepychanek tego rodzaju, decyzję o wydaniu\nie wydaniu Ejupa Ganicia Serbii brytyjski sąd podejmie sam, w ciągu 45 dni licząc od dnia aresztowania, termin rozprawy przewidziano na 25 marca.
Sprawa ta ponoć poruszyła nawet media brytyjskie (nie sprawdzałam, ale wierzę, bo wiadomość ta przebiła się nawet do Polskiego Radia, a źródłem informacji z bratnich naszych krajów słowiańskich są w dużej mierze media zachodnie…).

Cały ten hałas (miejmy niedzieję jednak o coś..) jako żywo przypomina niedawną awanturę wywołaną sprawą Iliji Jurišicia (patrz - kilka postów w dół). Komentarze także są bliźniaczo podobne – kolejny raz przypomina się, że 15 lat po wojnie BiH nie wypracowała mechanizmów, które pozwoliłyby jej wypełniać swoje podstawowe obowiązki, m.in. by chronić własnych obywateli.
„Przypadek Ganicia – pisze E. Suljagić - to część reżimu Tadicia, którego to instrumentem jest także M.Dodik; podkopywanie instytucjonalnej wydajności BiH ma na celu zademonstrowanie, że na dłuższą metę jest ona (…) nie do utrzymania”.
Podobnie jak wtedy tak i w tym przypadku zauważa się, iż żądanie Serbii wydania Ganicia to w pewien sposób przyznanie się do agresji na BiH, do udziału w wojnie w Bośni w ogóle, od czego latami Serbia się odżegnywała. Bo skąd zapał do obrony swoich ofiar w BiH, skoro, jak twierdzi - Republika Serbii z wojną w Bośni nie miała nic wspólnego?

Władze Republiki Serbskiej w 2003 roku przesłały do Hagi sporą dokumentację, dotyczącą przypadku z ulicy Dobrovoljačkiej. Ówczesna prokurator Carla del Ponte, uważała ponoć owe dowody za niewystarczające, aby z całą pewnością stwierdzić winę Ganicia. Dokumentacja następnie została udostępniona prokuraturze BiH, ta w 2006 roku otworzyła postępowanie, które miało zakończyć się w ciągu 6 miesięcy. Prawie 4 lata później nie zakończono jeszcze czynności śledczych, dając tym podstawy do przypuszczeń, że w grę wchodzi nie tylko niewydolność określonych instytucji, lub kompletny brak organizacji pracy, ale też celowe zaniechanie.

Casus „kolumna z ulicy Dobrovoljačkiej” jest ciekawy także (czy może przede wszystkim) dlatego, że ściśle wiąże się z pewnym ważnym wojennym epizodem –mianowicie z ujęciem przez Serbów Izetbegovicia na sarajewskim lotnisku w maju 1992 po jego powrocie z rozmów pokojowych w Lizbonie i późniejszą wymianą boszniackiego prezydenta na serbskiego wojskowego Milutina Kukanjca. I oczywiście z wydarzeniami mającymi miejsce w tzw. międzyczasie…
Atak na kolumnę serbskich żołnierzy jest wierzchołkiem góry lodowej w całym nie wyjaśnionym dotąd zdarzeniu.
c.d.n…

Źródła: Sarajevo-x.com, e-novine, „Oslobodjenje”
*
Aby nie kończyć jednak tak pesymistycznie – poniżej akcent refleksyjno-humorystyczny. Zainspirowana wymianą korespondencji między dyplomatami BiH i RS, oraz dzisiejszą wizytą listonosza, który przyniósł mi Kaplanowe „Bałkańskie upiory”:), prezentuję jeden z moich ulubionych obrazków z portalu srbovanje.com:
„Kochamy listonoszy”

Adres na kopercie: Vukasin 6 (lat), Jelisaveta 3 (lata)
Nie znam nazwiska
Fruska Gora, Serbien
Ich ojciec jest duży, prowadzi citroena berlingo
wozi turystów
(Proszę listonosza, by ich odnalazł) :):):)

wtorek, 22 grudnia 2009

Dzisiaj w Mostarze, dzisiaj w Mostarze wesoła nowina:)

Chociaż, zamiast radości z piersi zmęczonych oczekiwaniem mieszkańców Mostaru dobyło się zapewne tylko zwykłe „uff…”.
Dzisiaj ostatecznie sformowano nowe mostarskie władze miejskie. Ostatnim etapem owego 450-dniowego formowania (rekord Drogi Mlecznej:) było powołanie na stanowisko przewodniczącego Rady Miejskiej przedstawiciela Boszniaków - Murata Ćoricia (SDA), któremu przypadła większość głosów radnych. Kontrkandydatką Ćoricia była p. Sladjana Gotovac.
(Przy okazji – w BiH obowiązuje parytet. Jak funkcjonuje – to osobna sprawa…, tak czy siak – warto wiedzieć, że w administracji publicznej BiH wyprzedza Polskę nie tylko ilością stolic, rządów i prezydentów…:)
Zgodnie z zasadami panującymi w ratuszu šeher Mostaru: jeżeli na stanowisku burmistrza zasiada Chorwat (a, sorry - najważniejsze – burmistrzem miasta pozostał Ljubo Bešlić z HDZ BiH) - stołek przewodniczącego przypada Boszniakowi.
Tym samym kompletna już Rada Miejska może wreszcie zabrać się za sprzątanie ruin, czyli picie piwa, którego sobie sama nawarzyła, m.in. za ustalanie budżetu miasta na ten i przyszły rok.
*
Powody do radości mają także bośniacko-hercegowińskie mniejszości narodowe. Z samiuśkiego Strasburga dziś (a nie we wrześniu, jak się spodziewano) dotarła decyzja Trybunału Praw Człowieka w (opisywanej poniżej) kwestii praw wyborczych bh. mniejszości.
„Zakazu uczestnictwa w wyborach mniejszości narodowych [chodziło konkretnie o możliwość kandydowania do najwyższych władz państwowych] nie da się obiektywnie i logicznie uzasadnić, stoi on w sprzeczności z zabraniającą dyskryminacji Europejską Konwencją Praw Człowieka”.
W BiH decyzję Trybunału przyjęto bez zaskoczenia. A i fakt, że cała bh ustawa zasadnicza (pochodna ułomnego „daytona”) jest do… yyy … remontu, to nic nowego.
Żal tylko, że w przeciwieństwie do głośnej ostatnio decyzji strasburskiego sądu (która nota bene w BiH nie wywołała żadnych większych emocji), ta akurat w eu mediach przeszła bez echa. A szkoda, bo jak wiadomo, wspólnota międzynarodowa nie jest tu bez winy.
*
Tym optymistycznym akcentem kończymy ostatni wpis tego roku:)

wtorek, 10 listopada 2009

Padł mur, padł most, wyrósł mur...

Sarajewska synagoga, XVIw., fot.kaszenka







*
Proszę, oto od czego rocznice – wieczna inspiracja:); a ponieważ mnie się wszystko kojarzy… więc odświeżam „rewelacje” sprzed miesiąca kojarząc je z obchodzonymi właśnie w Europie rocznicami upadku Muru Berlińskiego i Nocy Kryształowej, oraz (tradycyjnie nie zauważonej w eu mediach) rocznicy zniszczenia Starego Mostu. A przecież to taka „piękna” pointa, nieprawdaż? Może zwłaszcza my w Polsce - wiecznie zniesmaczeni faktem, że to niemiecki Mur a nie polska Solidarność bardziej przebiły się do świadomości Europejczyków jako symbol przełomowych zmian na naszym maciupkim kontynencie, powinniśmy czasem zwrócić uwagę na to, że pewne narody przeszły je (i przechodzą nadal) wyjątkowo boleśnie, a i murów do zburzenia ci u nas w Europie ciągle dostatek…Tak więc od polskiego marudzenia przejdźmy do bh konkretów, rocznicowych jako się rzekło…

…bo oto dokładnie 9.11 minęło 16 lat od zburzenia Starego Mostu w Mostarze, i choć od lat pięciu mieszkańcy hercegowińskiej „piękności” mogą bez przeszkód przechodzić nad Neretwą przez nową przeprawę, miasto nigdy nie było podzielone bardziej niż dziś.
Ponad cztery lata czeka na wyrok w Hadze autor barbarzyńskiego „wybryku” z 1993r. – chorwacki generał Slobodan Praljak, który – wzorem innych haskich „niewinnych” - gra na nosie sądowi próbując uparcie dowieść, że nie HVO most zburzyło.
Z przekonaniem sądu pan Praljak będzie miał poważny problem, koronnym dowodem przeciw niemu są bowiem zdjęcia pokazujące jak chorwacki czołg wystrzeliwuje pociski w kierunku Mostu.
[zdjęcia video burzenia mostu sprytni internauci z pewnością odszukają na You Tube – Rušenje Starog Mosta]
Autor zdjęć Enes Delalić – świadek w procesie generała, inwalida wojenny przeżywszy szereg gróźb pod swoim adresem, nadal mieszka w Mostarze, choć ledwo wiąże koniec z końcem, podczas gdy gen. Praljak posiłkując się swoją „żołnierską” logiką cynicznie powtarza - „Stary Most był obiektem wojskowym, a obiekt wojskowy podczas wojny, bez względu na jego wartość historyczną i kulturową, ma prawo zostać zniszczony”.
*
Tymczsem to, co z pewnością należałoby zniszczyć, to mury wyrosłe w głowach ludzi, np. dzisiejszych mieszkańców Mostaru i innych tego typu miejsc, dla których choćby mieszane małżeństwa, z których przed wojną Mostar słynął, nie są już sprawą tak oczywistą jak kiedyś.
* * * * *
Ale, skojarzeń nie koniec. Smutna bo smutna, mijająca rocznica Nocy Kryształowej, oraz wiecznie aktualna bh sytuacja - na przemian burzenia i stawiania murów wszelakich, jest (wreszcie:) prestekstem, by wspomnieć słów parę o jednym z niekonstytutywnych bh narodów - bośniacko-hercegowińskich Żydach i jego przezacnym przedstawicielu – Jokobie Fincim, który od roku pełni jednocześnie obowiązki ambasadora BiH w Szwajcarii.
*
Przewodniczący Gminy Żydowskiej w BiH (Jevrejska Zajednica) pan Jakob Finci, Bośniak z dziada pradziada, jest z wykształcenia prawnikiem, a z powołania humanistą :). Przez lata wojny wspólnie z innymi organizacjami (Caritas, Merhamet itp.) organizował pomoc nie tylko dla członków gminy, ale i innych narodów-ofiar bośniackiego konfliktu.
Cieszący się szacunkiem bh opinii publicznej Finci postanowił dnia pewnego zakandydować na członka Prezydium BiH. I… ups! Natrafił na, że będę nudna –ścianę, zbudowaną z paragrafów bh konstytucji (znaną w kraju behara pod nazwą Aneks nr 4), która członkom innych niż B, Ch, S, narodów kandydować do władz państwowych zabrania.
Normalnie - gdzie trzech się bije, tam czwarty korzysta, niestety w tej sytuacji wypada tylko sprafrazować rzecz następująco – gdzie trzech się bije, tam czwarty wali głową w mur…
Tu zresztą tradycyjnie bh absurd bh absurdem bh absurd pogania:), bo przedziwnym jakimś sposobem, konstytucja - narzucona przez USA - największą demokrację świata, uniemożliwia korzystanie wszystkim obywatelom bh państwa z ich demokratycznych praw; w dodatku Finci jako ambasador, członek niewielkiej mniejszości narodowej (jednej z 17 w BiH) reprezentuje tę BiH i te jej konstytutywne narody, które na jego skargę rozkładając ręcę poradziły mu „iść z tym do Europy”, jako że niesprawiedliwość ta została Bośni narzucona z zewnątrz.
Warto nadmienić, że swoje zażalenie złożył Finci wspólnie z przedstawicielem bh Romów Dervo Sejdiciem; wcześniej podobny problem miał jeden z Boszniaków, który jako mieszkaniec RS także nie mógł zostać kandydatem do Prezydium BiH.
Cóż, pan Finci, skoro nie było mu dane skorzystać z praw prostego obywatela BiH (zamiast robić kolejną aferę w już i tak skonfliktowanym społeczeństwie) postanowił skorzystać z praw prostego obywatela Europy i „poszedł z tym do Strasburga”:).
„…w tym państwie wszyscy są pozbawieni praw, zależy od tego w jakiej [tego państwa] części mieszkają” – mówił Finci trzy miesiące temu dla „Hercegovackih novin”, które opublikowały z nim długaaaśny wywiad, w którym ambasador mówi nie tylko o swoim problemie z kandydowaniem, ale także (bez zbędnych emocji) o stosunkach z bh muzułmanami i ef.Cericiu, z którym wspólnie stworzył Radę Międzyreligijną BiH, ale także o bośniacko-hercegowińskiej społeczności żydowskiej która, jak zauważył – na szczęście jest zbyt mała, aby stanowić wystarczającą mniejszość:), a co dopiero większość, która byłaby w stanie realizować swoje interesy (czyt. dodawać ognia do bh kotła:)
Fakt faktem Żydów w BiH jest coraz mniej (pisałam już o tym trochę w poście z zeszłego roku, chyba..:). W samym Sarajewie pozostało oficjalnie ok. 700 członków gminy, poza tym niewielkie gminy żydowskie istnieją w Mostarze, Tuzli, Zenicy, Doboju, Banja Luce; wszystkie one razem z towarzystwem kulturalno-oświatowym „La Benevolencija” tworzą społeczność żydowską BiH.
W toku wojny ucierpiało 7 Żydów (Finci przypomina, że osoby te, cierpiały nie z racji przynależności do narodu żydowskiego, ale po prostu jak wszyscy inni mieszkańcy Sarajewa). Wg statystyk na pocz. lat 90-tych Sarajewo opuściło ok.1000 osób z 1200 Żydów stolicy. Dziwną te matematykę (bo – jak napisano wyżej- dziś jest ich ok.700) Jakob Finci tłumaczy tym, że w czasie działań wojennych znaleźli się ludzie, którzy dopiero wtedy zadeklarowali się jako Żydzi; skądinąd wiadomo, że gmina na listy pomocowe wciągała także nie –Żydów, pomagając im wydostać się z oblężonego Sarajewa, a z zaopatrzenia jakie docierało do gminy korzystali wszyscy mieszkańcy miasta.
W czasie wojny uległo zniszczeniu kilka wysokiej klasy starych, żydowskich obiektów, w tym stary cmentarz z 17w.; Finci mówi o kosztownej odnowie nekropolii tak: „(…) mamy moralny dylemat: w tym mieście wciąż są ludzie, którzy nie mają gdzie mieszkać albo pracować. W tej sytuacji, mamy wykładać na miejsca pracy czy na groby?”
Wspomina też o niknącej liczbie członków gminy, jej stopniowym starzeniu się i emigracji młodych („Jeśli liczba twoich lat zaczyna być większa od numeru twojego buta, to jest już poźno na nowy początek”:)).
Szeroko (i bez zbędnych emocji) wypowiada się też o restytucji mienia („Nacjonalizacja to jak zrobić jajecznicę z trzech jaj. Restytucja to jak zrobić trzy jaja z jajecznicy”:)), oraz dużo o swoim rodzinnym kraju, a z wielu mądrych refleksji pana Jakoba Finci na koniec wybieram jedną: „Jedna, z bardzo bliskich mi definicji mówi, że BiH jest państwem dwóch entitetów, trzech konstytutywnych narodów, czterech tradycyjnych wyznań i stu problemów. Nie ma takiego wysokiego przedstawiciela, ani takiego przywódcy religijnego, który ma czarodziejską różdżkę i naprawi wszystkie sto problemów. Ale, jeśli każdy posprząta swoje podwórko, jeśli każdy zrobi swoją część pracy, sytuacja ulegnie zmianie. Niestety, tutaj wszyscy wolą robić to, co do nich nie należy – duchowni zajmują się polityką, politycy religią.”
*
Grasias za uwagę, był to żydowski głos rozsądku w waszych domach:)









wtorek, 20 października 2009

Ba.rdzo dużo zaległości c.d.


Spraw sądowych nie koniec, bo oto bh opinia publiczna od dobrych kilku tygodni żyje procesem i wyrokiem w sprawie Iliji Jurišicia. Rzecz jasna, poza BiH, nazwisko to nikomu nic nie mówi, ale dla bh obywateli to jedna ze spraw pierwszej ważności. Nawet przedterminowego zwolnienia Biljany Plavšić nie komentowano tak długo, jak gorąco ostatnio wypowiadają się wszyscy o sprawie, znanej zainteresowanym pod nazwą „tuzlańska kolumna”.
Muszę przyznać, że z czasem ta sprawa wciągnęła i mnie.
Ale ad rem: Ilija Jurišić, mieszkaniec Tuzli (były radny miejski zresztą), w czasie wojny 1992-95 policjant na stanowisku decyzyjnym, przez serbską prokuraturę d\s ścigania zbrodni wojennych został oskarżony o to, iż 15.05.1992 w Tuzli wydał rozkaz likwidacji spokojnie wycofującej się z miasta kolumny żołnierzy JNA. 53 ofiary śmiertelne. Oskarżony do winy się nie przyznaje, dowodów świadczących o jego winie, jak twierdzą w BiH, nie ma. Serbska prokuratura jednak uważa, że takie dowody są i skazała Jurišicia na 12 lat więzienia.
*
Wyrok, poza oburzeniem zwykłych zjadaczy bh hlijeba\kruha\hleba, spowodował kolejne małe trzęsienie ziemi na linii Sarajevo - (via Tuzla) – Belgrad. Dodatkowego smaku (i nie jest to smak baklavy) dodaje sprawie fakt, że I.J. sądzony był i skazany został w… Belgradzie, a nie w BiH – miejscu zdarzenia i miejscu zamieszkania oskarżonego, miejscu gdzie znadują się kluczowe dowody – co, jak twierdzą bh prawnicy ma niepoślednie znaczenie. Ale Jurišić został zatrzymany na belgradzkim lotnisku, a sprawa dotyczy zamordowanych Serbów, w dodatku bh sądy w tej sprawie nie zrobiły nic - argumentuje serbska prokuratura.
*
Niezależna fundacja „Istina, Pravda, Pomirenje” w 27 długich punktach opublikowała (m.in. na e-novine) raport dot. przebiegu śledztwa i procesu Jurišicia, które to monitorowała poczynając od zatrzymania I.J. w 05.2007r.; wynika z niego m.in. co następuje:
- akt oskarżenia sformułowano przed zakończeniem śledztwa i przesłuchań świadków [z Tuzli], a na dzień przed upłynięciem okresu przetrzymywania oskarżonego w areszcie; - stwierdzono manipulacje dot. informowania o procesie opinii publicznej; - szybkie i niechlujne śledztwo, niedopuszczenie do głosu kluczowych świadkow obrony; - brak dowodów winy; - zmieniony akt oskarżenia przedstawiono adwokatom oskarżonego dzień przed rozprawą końcową… itd.itp.
*
Wczoraj (19.10) odbył się w Tuzli, zorganizowany przez ugrupowania „Front”, „Młodzi antyfaszyści” i „Oko”, marsz poparcia dla Iliji Jurišicia, na którego czele szedł zacny burmistrz miasta – Jasmin Imamović.
Imamović (nie tylko urzędnik miejski, ale także znany w BiH intelektualista i pisarz) dla serbskiego portalu e-novine mówił: „Chcemy pokazać jedność Tuzli, zwrócić uwagę na niewinnego człowieka, który niszczeje w więzieniu (…). Serbia kończy to, co zaczął Ratko Mladić, po trupie człowieka, który dla Tuzli jest świętością (…) jest czysty jak łza. (…) [tymczasem], jak podczas „afery Dreyfusa”, generałowie stworzyli plotkę, by się uwolnić od odpowiedzialności za śmierć 53 ludzi z obu stron. (…)Chcieliśmy tylko jednego – by wojsko [JNA] opuściło Tuzlę. [Policjanci] otrzymali polecenie, by ogniem odpowiadać na ogień. Polecenie wydał szef policji i tak zeznał przed sądem. (…)Wszyscy świadkowie oskarżenia świadczyli na korzyść Iliji Jurišicia”. Dziwimy się mieszkańcom Serbii. Jeśli [ich] sąd potrafi skazać każdego na zamówienie [z góry], tedy wszyscy powinni być świadomi, że na każdego przyjdzie kolej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Bronić uczciwego procesu, by nie skazywano tych, którym nie można udowodnić winy, znaczy bronić własnego prawa.(…) Chcemy władzom w Sarajewie i władzom w Belgradzie przekazać wiadomość – (…) macie problem. Macie maszynę, która kiedy braknie ofiar poza Serbią, będzie pożerać także swoich obywateli”.
*
Imamović ze szczerym zachwytem opowiada o Tuzli, która jego zdaniem też padła ofiarą haniebnego wyroku – wszak godzenie w niewinność człowieka i próba skonfliktowania na tym tle wielonarodowościowego miasta, to także godzenie w bh multikulturowość w ogóle. A jak twierdzi burmistrz „Tuzla udawadnia, że antynacjonalizm jest najwięszką formą patriotyzmu (…). Mamy 25% mieszanych małżeństw a procent ten stale rośnie”. Tuzla jest solą w oku także SDA (nomen omen - tur. tuzla to„sól”:), która nie może zyskać większości w trzecim dużym mieście BiH, „to dla nich straszne bo Boszniacy w Tuzli stanowią większość (…). Już nam niedobrze od tego, gdy ktoś się dziwi, że my tu żyjemy jak przed wojną. I jak taki dowód na możliwość współistnienia (…) zniszczyć najłatwiej? Wpisać na listy gończe najuczciwszych ludzi i negować dokonane na ludziach zbrodnie.”
*
Trzeba obiektywnie przyznać, że odpowiednie bh władze\instytucje nie organizując Jurišiciowi procesu w BiH nie zrobiły tym samym nic, aby swojego obywatela ochronić przed nieuczciwym śledztwem – sprawa została z Bośni najpierw posłana do Hagi, stamtąd trafiła do Belgradu. W ten sposób - jak mówią niektórzy – w tej kwestii BiH „pojela govno” (nie trzeba tłumaczyć…?:)
*
Słowa Imamovicia to nie jedyne gorzkie wystąpienie w tej sprawie. Bardzo mocny tekst skierowała „do przyjaciół w Belgradzie” Šejla Šehabović (to taka bośniacka Szczuka:) :„Z pewnością zauważyliście, że S.Milošević nie umarł, bo codziennie potykacie się o jego nieśmiertelnego trupa.” – rozpoczyna swój protest Š.Š.; dalej wcale nie jest łagodniej, oj nie… . Autorka śle „podziękowania” wszelkiej maści „obrońcom” Jurišicia i BiH w ogóle: „Dziękuję Fatmirowi Alispahiciowi, który wezwał tuzlańskich Serbów, by (…) każdy po kolei określił się, czy jest „od Dodika”, czy „nasz” (!). Tak niesłychanego pomysłu pozazdrościłby mu sam „Nieśmiertelny”.
Także Hary oberwał za swoje: „Dziękuję Harisowi Silajdžiciowi za radę, byśmy już nigdy nie jeździli do Serbii. Jako jeden z grabarzy BiH, potrafi dawać doskonałe rady, a przede wszystkim, podczas gdy z Dodikiem dzieli państwo (…), sam się do nich stosować.(…) Moje zdanie świetnie odzwierciedla graffiti: Harise, pomóż narodowi – jedź do Turcji!”:)
No, no, Hary „błysnął inwencją”, ciekawe co by zrobił słysząc niektórych moich (boszniackich) znajomych myślących o wyjeździe do Belgradu - „bo to takie duże, fajne miasto” (czyt.miasto większych możliwości) (sic!:)
*
Uff, ale to nie koniec - jakby tego było mało, casus „Jurišić” wyciągnął na światło dzienne „nieporozumienia” – inaczej – brak porozumienia między prokuratorami Serbii i BiH (państwa te nie mają podpisanej odpowiedniej umowy, która gwarantowałaby transparentne postępowanie i współpracę w sprawach takich jak ta, a i dobrej woli brak…), spowodował też prawdziwą „wojnę na słowa” między naczelnym tyg. „Dani” Seadem Pećaninem z jednej a serbskim prokuratorem i jego rzecznikiem z drugiej strony. Panowie od paru dni „dyskutują” (na łamach prasy i internetu) kto kogo opluł, okłamał, obraził i „wyrwał z kontekstu”, a prokuratorzy próbują dowodzić swoich racji w stylu „to myśmy chcieli pierwsi, a wyście nie chcieli…, nie, to myśmy chcieli, tylko wyście chcieli to, a myśmy chcieli tamto…” ble, ble, ble, detali oszczędzę.
*
Teraz, w krótkich słowach – dlaczego ten (przy)długi wywód?
Bo w CNN przecież o tym nie powiedzą:); ale poważnie - dlatego, że pokazuje to, iż (naturalnie jeśli chodzi li tylko o kwestie sądowe) to takie właśnie – lokalane sprawy są dla Bośniaków najważniejsze.
Proces Slobo, „Psychiatry”, czy Plavšić, łowy na Mladicia – tak, to jest niezwykle ważne; ale dopóki przeciętni mieszkańcy BiH będą rozbijać głowy o problemy takie jak opisany (bo np. odpowiednie instytucje są niewydolne – częściowo wina „Daytona” czyt. Zachodu, bo brak odp. umów bilateralnych, bo wpływ polityków, bo presja opinii publicznej czyt.wyborców w poszczególnych byłych Yu-republikach … itd. itp.) o sprawy - które dotyczą bezpośrednio ich i ich sąsiadów, dopóty pomysły panów Dodików i Alispahiciów będą padać na podatny grunt i żaden Dayton ani Butmir I i Butmir II nic tu nie pomoże, a pan Karadžić w (dożywotniej miejmy nadzieję) celi z panią Plavšić na wolności będą oglądać plony swoich zasiewów. A my „Europejczycy” najpierw poprzyglądamy się procesowi Karadžicia (a i to nie wszyscy…), po wyroku szybko o nim zapomnimy mając czyste (co się jeszcze okaże…:) sumienie, że sprawiedliwości stało się zadość, a potem – sorry za patos – będziemy się nadal dziwić, o co znów chodzi w tym „dzikim” kraju…?
*
No, to tyle na razie, a poza tym wszystko gra:
BiH wygrała z Estonią 2:0 :), tym samym będzie jednak komu „navijać” w RPA:), na dniach rozpocznie się wydawanie pierwszych paszportów biometrycznych – krok bliżej do ruchu bezwizowego, a na Sarajewo spadł pierwszy śnieg!:):):)
*
Źródła: e-novine, sarajevo-x.com, „Dani”;

Ba.rdzo dużo zaległości


Cóż, ponieważ ta część mojego mózgu, która odpowiada za BiH:) powoli ulega przeciążeniu, więc szybko nadrabiam zaległości informując co następuje:
*
Nie wczoraj, jak początkowo planowano, ale za tydzień rozpocznie się proces Radovana Karadžicia; a tymczasem już za kilka dni opuszcza więzienie Biljana Plavšić. Jak wiadomo, 79-letnia była prezydent Republiki Serbskiej, odsiedziawszy w szwedzkim więzieniu 2\3 kary, została decyzją sądu w Hadze ułaskawiona. Sędzia Robinson był „przekonany, że zgodnie ze szwedzkim prawem (…) p. Plavšić należy się zgoda na przedterminowe opuszczenie więzienia”. Przekonania tego nie dzieli spora część opinii publicznej w Bośni (i nie tylko). Komentując ten fakt Željko Komšić stwierdził, że szanując decyzje prawomocnej instytucji, jednocześnie czuje się rozgoryczony: „…o decyzji haskiego sądu można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest sprawiedliwa”. Nie bawiły się w dyplomację „Majke Srebrenice i Žepe” oraz członkinie organizacji „Žene, žrtve rata” nazywając postępowanie sądu w Hadze „haniebnym”.
*
Plavšić, która w 2001 roku dobrowolnie oddała się w ręce haskiej prokuratury, po tym jak z ówczesną prokurator Carlą del Ponte zawarła ugodę - przyznanie się do winy za „zbrodnie przeciw ludzkości” popełnione na terenie BiH, oraz prześladowanie ludności nieserbskiej w zamian za odstąpienie od 7-miu pozostałych zarzutów, m.in. za ludobójstwo - dwa lata potem została skazana na 11 lat więzienia. Wyrok odsiadywała w Szwecji.
*
Haski sąd przedterminowo uwalniając B.P. powołał się na: „świadczenie Plavšić w sprawie M.Krajišnika, dobre sprawowanie (?!!!) oraz przyznanie się do winy”. W to ostatnie akurat nikt już nie wierzy, choćby dlatego, że swego czasu zdementowała je sama „fałszywa pokutnica” – jak określiła Plavšićkę Slavenka Drakulić w swoim tekście opublikowanym w portalu H-alter.org;
Chorwacka pisarka, która jak się zdaje, sama na moment dała się zwieść „wyznającej swe winy” przed sądem Biljanie (S.D. „Oni nie skrzywdziliby nawet muchy”), pisze teraz tak: „Wtedy wydawało się, że jest jedyną odważną, w przeciwieństwie do tych wszystkich „prawdziwych mężczyzn”, którzy pochowali się w mysie dziury i pouciekali po świecie; że ta kobieta, zdolna jest ponieść konsekwencje swoich politycznych decyzji”. Oświadczenie Plavšić, zostało przyjęte przez jej rodaków z wybitnym niezadowoleniem, co jeszcze bardziej uwiarygadniało fakt, że Plavšićka, jak twierdziła - przeszła duchową przemianę.” Biblia i wielki krzyż na szyi były wtedy nieodłącznymi atrybutami byłej prezydent. „Jednakże, jakby na potwierdzenie tezy, że kobiety we wszystkim co robią, muszą być przynajmniej dwa razy lepsze – względnie gorsze! – od mężczyzn (…) Plavšićka była najbardziej radykalnym politykiem [RS]”.
*
Tej wiosny Plavšić udzieliła wywiadu szwedzkiej prasie, w którym przyznała, że jej pokajanie się było li tylko zwykłą farsą, a winę wzięła na siebie z pobudek patriotycznych, by oszczędzić swojemu narodowi zarzutów zbiorowej odpowiedzialności za zbrodnie. Florence Hartmann wspomina w swojej książce, że kwestie zredagowania i przedstawienia tejże decyzji pozostawiła swojemu adwokatowi (…), co też uczynił w jej imieniu na konferencji prasowej; tym samym (i dzięki naiwności sędziów) Plavšić umknęła minimum 25-letniej karze więzienia, grożącej za ludobójstwo. Rok potem Plavšić – wbrew [ustnej] umowie zawartej z del Ponte – odmówiła świadczenia przeciw Miloševiciowi, a (za przeproszeniem) „zrobionej w balona” prokurator miała powiedzieć prosto w oczy: „Teraz, po ogłoszeniu 11-letniego wyroku mogę stwierdzić, że jestem niewinna”.
*
Sama Carla del Ponte w swojej autobiografii poświęca Plavšićce niecałe dwie strony wspominając m.in., że po tym jak w 2002r. Plavšić przyznała się do winy, przed ICTY pojawiła się „fantastyczna szansa”, bo B.P. jako bliska współpracowniczka R.K. i wielokrotna rozmówczyni Miloševicia mogła być kluczowym świadkiem oskarżenia w procesie tego ostatniego. „B.P. pierwszy raz skontaktowała się z nami pod koniec 2001r. Zadzwoniła z Belgradu i powiedziała, że wie o istnieniu gotowego aktu oskarżenia i gotowa jest poddać się dobrowolnie. Spotkałam się z nią niedługo po jej przyjeździe do Hagi. Siedziałyśmy w moim gabinecie i paliłyśmy papierosy. Pamiętam, że (…) sprezentowałam jej paczkę „Marlboro Goldsa” przypuszczając, że w holenderskim więzieniu ciężko dostać prawdziwe „Marlboro” i (…) mając nadzieję, że gest ten może opłaci mi się w przyszłości. Starała się rozmawiać ze mną jak kobieta z kobietą. Na sobie – niczym angielska dama - miała grubą, twidową spódnicę. Powiedziała mi, że jest doktorem biologii, a zaraz potem zaczęła mnie przekonywać o wyższości serbskiego narodu. Od bzdur, jakie przy tym wygadywała, robiło mi się niedobrze, więc szybko zakończyłam rozmowę. Szczerze życzyłam jej, by Trybunał skazał ją na dożywocie.”
Kilka miesięcy potem, jak wiadomo Plavšić „się pokajała”, a del Ponte przystała na ugodę. „Moim najpoważniejszym błędem – pisze pani prokurator – było to, że nie zażądałam od niej zobowiązania na piśmie, że będzie świadczyć przeciw pozostałym oskarżonym (…) [a] ona mnie oszukała. (…) Miałam wrażenie, że moje osobiste stosunki z Plavšić, mimo głupot jakie opowiadała (…) były serdeczne i że mogę jej wierzyć. Powtarzam – to był mój błąd. W chwili odczytywania wyroku wstała, a potem przeczytała oświadczenie pełne ogólnikowych mea culpa (…). Wstrząśnięta słuchałam jej wyznania, ze świadomością, że to w istocie zwykłe bajdurzenie. Prokuratura na końcu zażądała 25 lat węzienia.” (…) „O sobie mówiła jako o ofierze okoliczności – pisze C.dP. o kolejnym spotkaniu z B.P. - (…) przyznała, że poczuwa się do odpowiedzialności moralnej, ale odmawiała wzięcia na siebie odpowiedzialności prawnej. „Jeśli naprawdę uważa się pani za niewinną – stwierdziła del Ponte – to znaczy, że pani adwokat źle zrobił radząc pani, by przyznała się pani do winy.” Del Ponte zaznacza wyraźnie, że usłyszawszy te „sensacje” od razu postanowiła przekonać sąd, że przeciw Plavšić należy wnieść nowy akt oskarżenia. „I wciąż czekam na odpowiedź” – kończy del Ponte w swej książce wątek byłej prezydent RS.
*
Co czeka teraz ze straszną\starszą panią? Na razie powitanie w RS i kwiaty od Dodika. Potem zapewne spokojna starość gdzieś w Serbii lub RS. Pewnie, konsekwentnie, nie będzie chciała zeznawać w procesie byłego zwierzchnika Radovana K., z którym jej stosunki nie zawsze układały się idealnie; Karadžić m.in. wykluczył ją z partii, po tym jak Plavšić (spotkawszy się w Banja Luce z M.Albrihgt) miała przekonywać go do pomysłu „wspólnoty międzynarodowej” – zamiany Bośni na „daleką emigrację” jako alternatywy chroniącej go przed ICTY. Karadžić nie zamierzał opuszczać Bośni, bał się ponoć zostawić Plavšić samą, która według niego, zbyt łatwo ulegała rozkazom Amerykanów” (F.Hartmann, Mir i kazna).

„Sarajewska profesor biologii – pisze Drakulić - studentka zagrzebskiego uniwersytetu, amerykańska stypendystka, mieszkająca w NY, Londynie i Pradze (…) oczytana i wykształcona, znająca języki obce (…) otóż–ta dama (…) miała w zwyczaju twierdzić, że zabijanie Muzułmanów jest „czymś naturalnym”.
Plavšić, o czym pisze w swej książce F. Hartmann, skarżyła się, że w więzieniu siedzi razem „z kryminalistkami, prostytutkami i narkomankami”, oraz że żadna z jej współwięźniarek nie przeczytała w życiu jednej książki, a traktowane są identycznie.
„Który to już raz okazało się, że wykształcenie nie jest żadną gwarancją moralnego zachowania. W końcu i Karadžić jest oczytany i wykształcony, a do tego – poeta, dokładnie tak, jak Edward Limonow, który ze wzgórz strzelał na Sarajewo” – podsumowuje gorzko Drakulić.
*
Kończąc warto wspomnieć o jeszcze jednym gorzkim wyroku. Otóż mniej więcej w tym samym czasie, kiedy sąd w Szwecji zwalniał Biljanę Plavšić, sąd w Hadze skazywał… Florence Hartmann. Ta tak niezwykle zajęta instytucja (tak zajęta, że z braku czasu na solidne procesy, z list zarzutów wobec oskarżonych, w tym Miloševicia i Karadžicia, poznikało „parę” punktów) wyjątkowo szybko ukarała byłą dziennikarkę i rzeczniczkę Carli del Ponte, za to, że we wspomnianej tu książce, dopuściła się ujawnienia spraw okrytych klauzulą tajności(?!). Hartmann nie pozostaje nic innego jak napisać kolejną (naprawdę sensacyjną:) i dobrze zarobić, bo orzeczona kara wynosi 7.000Eu!
*
Źródła: e-novine, sarajevo-x.com,
F.Hartmann „Mir i kazna”, Profil, 2007;
Carla del Ponte, Ch.Sudetić „Carla del Ponte - pani prokurator”, Profil, 2008

niedziela, 13 września 2009

Koniec i\czy początek...?

Koniec misji OHR-u w BiH. Tak przynajmniej donosi cytowany przez bh portale "Tagesspiegel". "Wielu zagranicznych dyplomatów uważa OHR za główną przeszkodę rozwoju BiH, co mogłoby być powodem końca jego misji już w listopadzie tego roku". Ponoć nie ma też wątpliwości co do zakończenia na terenie BiH bytności wojsk EUFOR-u, co zresztą, jak twierdzi gen. Stefano Castagnotto, jest problemem natury politycznej, nie wojskowej. "Eksperci UE uważają że [w BiH] nie należy spodziewać się ani wojny, ani stanu bliskiego wojnie", mimo to tzw.wspólnota międzynarodowa zastanawia się "co z tą Bośnią?" i rzecz jasna nikt nie wie co z tym fantem... . "Dopóki istnieje urząd wysokiego przedstawiciela, któremu zawsze można podrzucić "konia trojańskiego" lokalni politycy nie są zainteresowani by samemu znajdować kompromisy" - uważają unijni dyplomaci.
Aktualny wysoki przedstawiciel Valentin Inzko jest umiarkowanym optymistą, uważa że najważniejszym warunkiem dla wycofania misji OHR-u jest pozytywny klimat polityczny (no to se poczekamy...:), a koniec misji EUFOR-u przed wyjazdem urzędnikow cywilnych UE wyklucza w zupełności.
Tyle plotek...
*
To teraz wracamy na początek: początek procesu Radovana Karadzicia, który ma się rozpocząć w przyszłym miesiącu (19.10).
Przygotowania do procesu trwały ponad rok, po tym jak Karadżić alias Dabić został schwytany w Belgradzie i przekazany sądowi w Hadze. Jedyną przeszkodą do rozpoczęcia sądzenia jest na razie... skarga oskarżonego, którą sąd musi rozpatrzyć; w zażaleniu Karadżić próbuje dowieść, że w ogóle nie powinien być sądzony czego podstawą miałoby być porozumienie zawarte ze specjalnym wysłannikiem ONZ R.Holbrookiem tuż po jugosłowiańskiej wojnie domowej.
Do tego Karadzić, oskarżony m.in. za masakrę na sarajewskim Markale, domaga się na swoim procesie obecności świadków, którzy już występowali w tej sprawie. "Niemożliwe jest wspólne życie i życie blisko siebie - twierdzi Radovan K. - jeśli utrwala się to kłamstwo, że za Markale odpowiedzialni są Serbowie." ("Hercegovacke novine", 28.08.09)
Od prokuratury zażądał także dodatkowych wyjaśnień, jak np. co rozumie się pod pojęciem "ludzie", a co "dzieci", bo "dzieci nikt nie zabijał (...)".
Karadzić (cóż za dobre wychowanie!) podziękował odchodzącemu ze stanowiska (ponoć z przyczyn osobistych) sędziemu Ianowi Bonomy'emu za "trud jaki włożył w przygotowanie procesu". "Oczywiście panu przypadło w udziale tylko wypowiedzenie tego początkowego 'not guilty' (R.K. ma tu zapewne na myśli domniemanie niewinności). Wygląda na to że końcowe 'not guilty' będzie musiał powiedzieć ktoś inny".
Przekonanie o swojej niewinności nie opuszcza Karadzicia, także w wywiadzie, jakiego udzielił agencji Reuters. "Spełniłem swój obowiązek, bez chęci osiagnięcia osobistej korzyści". Felietonista sarajewskich "Dani" Marko Veszović pisze z goryczą: "Wierzę mu. (...)Kto jest w stanie stojąc na stosie trupów stwierdzić: 'mam czyste sumienie' mówi szczerze i trzeba mu wierzyć." "Jeśli mu się wydaje że oszuka Reutersa, niech chociaż nie myśli że może oszukać nas którzy go znamy na wylot(...)".
"Nie żałuję że brałem w tym udział - napisał Reutersowi były prezydent RS - nie żądałem publicznej funkcji, ale otrzymawszy ją swoje obowiązki wykonywałem w najlepszym interesie ludzi bliskich memu sercu".
"W najlepszym interesie ludzi bliskich jego sercu zabił np. 8 tys. w Srebrenicy...(....)" pyta Veszović. "Dabić twierdzi, że będzie czuł się wolny bez względu na to gdzie spędzi czas do końca życia. Wierzę - pisze dziennikarz - długo był w szczęśliwym związku z Ljiljom, która nie jest żoną tylko dożywotnią karą, więc życie bez niej nie może nie być dożywotnią wolnością:):)".
Gwoli dygresji - w czasie poszukiwań Karadzicia w regionie krążyły liczne dowcipy o Ljiljanie Karadzić. "Teraz to już na pewno się nie podda" - mawiano, gdy do ujawnienia się i oddania w ręce policji publicznie wezwała Radovana jego żona.:)
*
Wracając do wywiadu - wzbudził on wiele kontrowersji, nie tylko ze względu na osobę Karadzicia i jego słowa, ale i samą agencję Reuters, która, wg wielu dając oskarżonemu o ludobójstwo szansę wypowiedzenia się publicznie popełniła niewybaczalną gafę. "(...) ten wywiad jest głęboko nieetyczny i godzi w ofiary (...). Naprawdę dziwię się tak (...) szacownej agencji. (...) tłumaczę to wyłącznie ignorancją i tym że nie byli świadomi tego, że Karadzić da im sztampowe odpowiedzi, które my tutaj (...) doskonale znamy, i dobrze wiemy co on chciał powiedzieć i co by powiedział. I to właśnie zrobił." Z publicystką Svetlaną Slapszak zgadza się (mój ulubiony!) Petar Luković - serbski dziennikarz mówi: "(...)Nie czuję żadnego dziennikarskiego zainteresowania rozmową z psychopatą takim jak Karadzić, i w ogóle nie widzę potrzeby komentowania słów [tego] psychopaty". Bezsens rozmowy z Karadziciem Luković tłumaczy następująco ": "Nie przyzna że jest winny. Nie przyzna że prowadził wojnę ze swoich szaleńczych, zbrodniczych, czy nie wiem jakich jeszcze geriatrycznych pobudek. (...) nie przyzna że był ideologiem który stworzył to wszystko przy współpracy z Serbią, że brał udział w wojnie (...) jak Miloszević i pisarze i UDBA i SANU i nie wiem kto jeszcze. On tego nie powie!"
S.Slapszak dodaje, że przesądzajacym argumentem przeciw takim wywiadom jest brak kary śmierci:"(...)Oni [oskarżeni o zbrodnie w Hadze] nie szukają możliwości ratowania życia (...), tak że (...) tym samym nie ma żadnego powodu by poświęcać tym ludziom jakąkolwiek przestrzeń publiczną i dawać możliwości by powiedzieli coś, czego celem nie jest ratowanie swojego życia, ale mówiąc otwarcie - prowadzenie polityki."
*
To nie koniec wątku "media i zbrodniarze" w bh prasie. "Slobodna Bosna" (27.08.09) publikuje wywiad z rzecznikiem oddziału serbskiej Prokuratury d\s ścigania zbrodni wojennych Bruno Vekariciem. Instytucja ta, ścigająca zarówno zbrodnie serbskie popełnione na "nie - Serbach" i zbrodnie dokanane na ludności serbskiej podczas wojny, wzięła się za ściganie dziennikarzy odpowiedzialnych za "dorzucanie ognia do pieca". "Podstawą dochodzeń w takich sprawach są zeznania ochotników wojennych, którzy twierdzili, że zdecydowali się "iść na wojnę", bo widzieli [odpowiednie] programy w telewizji". Vekarić przytacza tez przykłady manipulacji medialnych: Nasze śledztwa pokazują jakie są konsekwencje tego że w gazecie pokazuje się na stronie tuytułowej dziecko płaczące na grobie matki, podczas gdy zdjęcie pochodzi z 19-go wieku, albo kiedy reporter, który jakoby zdaje relację z Vukovaru, a naprawdę siedzi w Pancevie mówi że ta i ta ulica została wyzwolona, i żołnierze którzy go słuchają idą na tę ulicę napić się i wtedy przeciwna strona ich wybija...".
Oczywiście nie zabrakło tu pytania o Mladicia: "Cała Serbia jest zakładnikiem Mladicia.(...) Mladić dużo kosztuje ten kraj. (...)Nie mogą emeryci, służba zdrowia, edukacja, sądownictwo zaciskać pasa, kiedy Mladić trzyma naród jak zakładników" - twierdzi pan Vekarić zarzekając się że 10.000 policjantów nie robi nic innego, jak tylko szuka generała.
(?!)
Na plus niewątpliwie trzeba zaliczyć serbskiemu sądowi skazanie braci Lukić na maksymalną (serbską) karę 20 lat; (w Hadze Milan Lukić niedawno dostał dożywocie);
Żeby już, choć na chwilę, zamknąć te śledztwa, procesy i sprawy z kronikarskiego obowiązku donoszę, że z wielkim oporem, acz jakoś idzie proces Vojislava Szeszelja (który m.in. w haskim więzieniu zdążył już opublikować "dzieła zebrane" na swój temat, obrazić, zastraszyć i ujawnić ważnych świadków procesu); w decydującą (ponoć) fazę wchodzi proces chorwackich generalów: Gotoviny, Markaca i Cermaka (wyroki mają być ogłoszone wiosną 2010);
Jak donoszą cytowane już "Hercegovacke ..." w całym regionie zginęło lub zaginęło ok.120.000 ludzi, poszukuje się 16.000; wg oceny organizacji pozarządowej "Documenta" do 2020r przed sądem powinno stanąć ok. 1200 podejrzanych o zbrodnie, a to i tak mało w porównaniu z oczekiwaniami.

czwartek, 19 lutego 2009

Postępowanie w przypadku...



Hmm..., ciężko zacząć, bo sprawa, jak zawsze w takich przypadkach, jest niewesoła. Podczas gdy Dodik z kolegami szykują demontaż BiH, a inni kłócą się o pomniki, mali mieszkańcy (to także a propos poprzedniego wpisu) przeżywają swoje wielkie dramaty.
Tym razem padło na nieletnią mieszkankę jednej z bośniackich wiosek N.T., która padła ofiarą imama -pedofila.
Ef. Resad Omerhodżić został w tych dniach przez sąd w Travniku skazany nieprawomocnym wyrokiem na 18 miesięcy więzienia.
Stanowisko w (głośnej w Bośni) sprawie, chciał nie chciał, musiał zająć i przewodzący IZ (Islamska Zajednica) BiH - ef.Mustafa Cerić, który prawie prosto z wielkiego świata znalazł się z powrotem na ojczystej głuchej prowincji -"głuchej", gdyż po pierwsze - nomen omen - wioska, gdzie wydarzył się dramat nazywa sie Gluha Bukovica. Kilka dni temu Cerić we własnej osobie pojawił się w G.B., odwiedził poszkodowaną dziewczynkę, jej rodziców i świadka oskarżenia, zwrócił się także do mieszkanców wioski, by w żaden sposób nie zakłócali spokoju ofiary i jej rodziny, gdyż... i tu znowu pojawia się słowo "głucha" - większość mieszkanców Gluhej Bukovicy stanęło murem za swoim imamem. "Zapłakane z żalu za imamem dziewczynki to najstraszniejszy widok jaki widziałam od wojny" - napisał ktoś na forum.
Sam Omerhodżić został na razie przez Cericia suspendowany, ale z wyborem nowego imama efendi wstrzyma się aż do uprawomocnienia się wyroku sądu, który jak stwierdził szanuje. Mieszkańcy miasta natomiast, w liczbie ok.70-ciu, wczoraj pojawili się w Sarajewie, by protestować przeciw niesprawiedliwemu ich zdaniem wyrokowi, złym mediom, które sprawę nagłośniły, a także odwiedzić Sehidsko mezarje Kovaci (cmentarz bohaterów narodowych), oraz spotkać się z reisem Cericiem w jego siedzibie.
Komentarze wśród bh narodów raczej jednoznaczne i bezlitosne, zwłaszcza w stosunku do reisa Cericia, którego popularność i autorytet u bh narodów od dawna topnieje, przede wszystkim ze względu na nie ukrywane przez niego ambicje polityczne. Ale nawet i te, krytyczne komentarze oddają sprawiedliwość Cericiowi, że jednak do ofiary tragedii pofatygował się osobiście. A jak wiemy - nie jest to niestety standard.

środa, 6 sierpnia 2008

21 lipca 2008

Schwytano Karadžicia!
Cóż więcej na ten temat...
Zaskoczenie i autentyczna radość. Osobiście wróciło mi poczucie istnienia choć minimum sprawiedliwości na świecie. Jednak ziemia się nie zatrzęsła... Już następnego dnia moja euforia zderzyła się z niezmienną od lat sarajewską rzeczywistością: apatią, biernością i co zrozumiałe - zmęczeniem 13-letnim czekaniem na wspomnianą sprawiedliwość. Niektórych oczywiście zmęczyło krótkie nocne świętowanie na ulicach miasta, co znaczące - głównie tych, których w czasie wojny nie było na świecie. Mniej więcej w tym samym czasie rówieśnicy młodych sarajewian robili zadymę na ulicach Belgradu. "Jacy młodzi, tacy głupi..." - napisał Andrej Nikolaidis (Slobodna Bosna, 24.07.2008), dla którego zresztą uwięzienie Karadzicia to nie koniec a dopiero początek opowieści o wojnach w byłej YU. Zarówno on jak i Dubravka Ugrešić w (obowiązkowym do przeczytania!) tekście ("Kelnerzy faszyzmu", GW26-27.07.2008) zwracają uwagę na niebezpieczeństwo przetrwania idei sianych niegdyś przez Radovana "Szalonego Konia" Karadžicia. "Klęska "projektu Haga" wyraża się tym, że sądzi się ludzi - nie idee", pisze Nikolaidis.
Smutną atmosferę środowego popołudnia w Sarajewie uzupełniał nie tylko uparcie siąpiący deszcz, ale przede wszystkim dženaza Adil-bega Zulfikarpašicia. Gdy w poniedziałek Polacy żegnali prof. B.Geremka, a w Belgradzie aresztowano Karadžicia, w Sarajewie zmarła jedna z najbardziej szanowanych (i bogatych w każdym sensie tego słowa) postaci BiH. Zulfikarpašić był nie tylko politykiem, (po powrocie z emigracji w 90r. wraz z Aliją Izetbegoviciem założył m.in. Partię Akcji Demokratycznej SDA, którą zresztą szybko opuścił), przedsiębiorcą (właścicielem jednej ze szwajcarskich kompanii, ale przede wszystkim założycielem-fundatorem Instytutu Boszniaczkiego, najważniejszej instytucji kulturalnej Bośniaków, obok której został pochowany. Jak kilkakrotnie powtórzył prowadzący uroczystość Mustafa ef. Cerić - był Europejczykiem.
Słuchając tego zastanawiałam się, ilu ludzi w Europie ma świadomość tego, że Bośnia i Hercegowina leży w Europie...?