Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2012

Traj not tu bi hermetik

Przez wzgląd na ulubioną destynację Tvrtka I i hercega Stjepana wklejamy sąsiadów :)
A zresztą Rambo jest ogólno-yugo i na pewno będzie też hitem 2012 w BiH ;)



Kiedyś już miał ciągoty do evroviziji......:)

piątek, 16 marca 2012

Słowo się rzekło...

…osiołek u płota:)
*

*
To jak, pomożecie? :)

wtorek, 21 lutego 2012

Andzia w bośniackiej mgle, czyli na Bałkanach bez zmian

To nie będzie recenzja filmu. Nie tylko dlatego, że trudno pisać recenzję czegoś, czego się nie widziało, ale dlatego, że to co dzieje\-ało się wokół reżyserskiego debiutu holywoodzkiej gwiazdy jest znacznie ciekawsze, i więcej mówi o sytuacji w BiH, i u sąsiadów, niż sam film. (Opinie polskich recenzentów po pokazie w Berlinie można odnaleźć bez trudu).
Na portalach serbsko-chorwacko-bośniackich natomiast właśnie wygasają ostatnie emocje związane z premierami filmu w Bośni i Chorwacji. Wystarczy pobieżnie przejrzeć tytuły więkoszości „artykułów”, by zorientować się, iż nie o film tu chodzi, i że całe zjawisko pt. Angelina w Bośni, stanowi świetny materiał bardziej dla socjologów wszelkiej maści niż znawców sztuki filmowej.
Ale od początku:
Andzia przyjechała do BiH jakieś półtora roku temu, spotkała się z ofiarami wojny w BiH i wstrząśnięta ich opowieściami postanowiła zrobić film, o czym pisała swego czasu kolezanka po blogu http://www.mojesarajevo.blogspot.com/2010/10/nasza-angelina.html

Potem Andzia zrobiła film (na Węgrzech).
Potem chorwacki dziennikarz, o typowo chorwackim nazwisku Braddock, oskarżył Andzię o plagiat. (Po czym pomyślałam sobie, że nie zdziwiłabym się, gdyby to była część promocji filmu, wymyślona przez Andziowych PR-owców:)
Potem Andzia pojechała do Rade Šerbedžiji na chorwackie Brijune.
Potem ogłoszono, że „jest już tytuł” filmu; (jakiś „językoznawca” połączył dwa tureckie słowa „bal” i „kan” („krew” i „miód”) dodał dwa do dwóch i wyszło mu Balkan:)
Potem ogłoszono, że „jest już trailer”.
Potem ogłoszono, że „film będzie pokazywany w lokalnym języku”. Andzia powiedziała, że tak jest autentyczniej. (Potem słyszałam angielski akcent Gorana Kosticia, faktycznie - "tak jest autentyczniej…" :)
Potem ogłoszono, że „jest już plakat”.
Potem Angie film pokazała w Sarajewie na specjalnym seansie dla członków organizacji zrzeszających ofiary i rodziny ofiar wojny.
Potem większość serbskich mediów (bez oglądania filmu) obwieściło, że film jest antyserbski.
Potem boszniackie media od razu były zachwycone.
Potem, zanim sam książę z Laktaša Milorad D. sam wpadł na ten pomysł doniosły, że Mile zabronił pokazów filmu w Republice Serbskiej.
Potem ci sami, którzy nie pozwolili Andzi na robienie filmu w Bośni, byli zachwyceni.
Potem Mile wieść o zakazie zdementował. Zdementowały boszniackie media.
Potem Mile filmu pokazywać zabronił.
Potem bośniackie media doniosły, że Andzia (rekord?) osiem godzin (bez przerwy?) mówiła o swoim filmie dla amerykańskiego Newsweeka.
Potem nastąpiły premiery w Nowym Jorku i Losie Andżelesie.
Potem amerykańskie recenzje były średnie, a recenzenci zastanawiali się, dlaczego Andzia zrobiła film na temat, który i 20 lat wcześniej nikogo nie obchodził…
Potem boszniackie media znów były zachwycone.
Potem wszyscy pisali jak pięknie Andzia wyglądała, jaka okropna ta wspólnota międzynarodowa, jacy dobrzy ci bośniaccy aktorzy, i jaką to świetną rzecz zrobili dla swego kraju.
Potem serbskie media znów nie były zachwycone.
Potem Andzia wywiadów udzielała, mówiła i mówiła, tłumaczyła się i tłumaczyła (że film „trudny i brutalny”, że „nie antyserbski”), a na pytanie czy zaadoptuje dziecko z Bośni, jak się to pięknie mówi po naszemu, „została bez tekstu”.
Potem z RS nadeszły wieści, że „ten film to śmieć”.
Potem Mile Dodik oświadczył, że nie ma nic przeciw projekcjom filmu w RS.
Potem Andzia dostała w USA nagrodę za działalność humanitarną.
Potem Andzia dostała nominację do Złotego Globa. Globa nie dostała.
Potem film wyświetlano w Sarajewie podczas tygodniowych „ekskluzywnych” pokazów.
Potem w internetowych mediach FBiH nie ukazała się ani jedna klasyczna, rzeczowa recenzja filmu boszniackiego autorstwa, ogłoszono, że „film jest wstrząsający i pokazuje prawdziwy obraz wojny”.
Potem ogłoszono, że film jest „dobrą promocją dla BiH”.
Potem Andzia oświadczyła, że kolejny film zrobi o Afganistanie. (Potem przeczytałam komentarze „zachwyconych” tym faktem Bośniaków. Cytować nie będę.)
Potem Andzia i Zana Marjanović rozmawiały w Białym Domu z Barackiem Obamą.
Potem nie wiadomo, czy wzruszony prezydent znalazł Bośnię na mapie, czy nie…
Potem Rade Šerbedžija oświadczył, że po premierze w USA nie podał ręki generałowi Clarkowi.
Potem Andzia opowiadała, jak z tym samym generałem Clarkiem konsultowała szczegóły militarnych aspektów filmu.
Potem Andzia z Bradem hopsali w rytm bałkańskiej muzyki na przyjęciu u Šerbedžiji.
Potem gruchnęła wieść, że Andzia podczas kolejnej wizyty w BiH zażąda likwidacji Republiki Serbskiej.
Potem nastąpił medialny lincz Angeliny w serbskich i serpskich tabloidach, o czym natychmiast z radością doniosły media FBiH.
Potem Andzia (nie wiadomo czemu:) zdementowała sensację o likwidacji RS.
Potem (a miało być tak pięknie:) RS nie została zlikwidowana.
Potem Andzia dostała globusa i nie wytrzymała nerwowo, a „Brad Pitt przyłapał ją płaczącą pod prysznicem”…





Potem jeden z internautów zdenerwowany medialną obecnością Andzi wszędzie, ale to wszędzie, zapytał w komentarzu, czy nie wiadomo przypadkiem czy Andzia - za przeproszeniem - "pod tym prysznicem nie puściła bąka"...
Potem Andzia pojechała na Berlinale. Andzia wzbudziła zachwyt. Film nie.
Potem Andzia poszła z dziećmi do Legolandu.
Potem na sarajewskim lotnisku wylądował samolot z Andzią.
Potem Andzia wyszła z samolotu.
Potem Andzia wsiadła do samochodu. (Wcześniej trochę pomachała łapką:)
Potem była konferencja prasowa.
Potem Andzia wywiadów udzielała, mówiła i mówiła, tłumaczyła się i tłumaczyła, że „artystyczna interpretacja, a nie dokument”, że to i sio, i że bardzo lubi Serbów. Bo oni tacy mądrzy są, potrafią „myśleć samodzielnie”, a nie tylko te tabloidy czytać.

Potem (lub przedtem – nie wiem, bo już straciłam rachubę:) zdarzyło się coś naprawdę fajnego. Jedna z internautek, mieszkanka Prijedoru w Republice Serbskiej oświadczyła w internecie, że ma dość Dodikowej dyktatury i organizuje nielegalną premierę filmu w swoim domu:). Film początkowo zamierzała ściągnąć z netu, lecz Andzia wzruszona tym faktem wysłała jej legalną kopię:). Premiera\y doszła\y do skutku. Recenzje publiczności nie były takie złe. Ucieszona zdarzeniem Jasmila Žbanić stwierdziła, że „to najlepsze, co nam się przytrafiło od czasu podpisania porozumienia z Dayton”, parafrazując kuriozalne oświadczenie ef. Cericia, że „film Jolie to najlepsza rzecz, jaka zdarzyła się Bośni od podpisania porozumienia z Dayton”, które to wygłosił po sarajewskiej premierze…

Bo potem była premiera.
I wszyscy tam byli. Oprócz serbskiego członka Prezydium BiH i ambasadora Serbii.
Potem był aplauz.
Potem Andzia płakała i dziękowała po bośniacku.
Potem nastąpiła w mediach krótka, acz żywa dyskusja, czy istnieje język bośniacki.
Potem Andzia wsiadła do samolotu.
I fruuuuu… poleciała. (Wcześniej trochę pomachała łapką)
Potem na premierę do Zagrzebia.



Potem niezastąpiony mer Zagrzebia Milan Bandić popełnił freudowski błąd twierdząc, że najbliższy z Andziowych filmów jest mu właśnie "W kranie krwi i mięsa".
Potem był red carpet, autografy i aplauz, a chorwackie „gwiazdy” się zwierzały, kogo zaproszono, a kogo nie, i że za późno zaprosili, a przecież jakoś ubrać się trzeba.
A Andzia wyszła po pierwszych minutach filmu i tyle ją widzieli.
Potem Vedrana Rudan znów poszła o jeden most za daleko, i w swym fanatycznym stylu napisała na blogu, co myśli o Andzi. Przeczytałam. Źle myśli. Chyba też coraz gorzej z jej głową, bo potem zrobiło mi się niedobrze.
Potem nie było premiery w Belgradzie. I nie będzie. Atmosfera nie ta.
Potem film nie był wyświtlany w kinach w RS.
Potem Marjana Karanović telewizyjnym programie „Žene” jak zawsze uratowała honor tych Serbów, którzy jeszcze „potrafią myśleć samodzielnie”.
Potem, jak Andzia wyjechała, zrobiło się tak pusto i nudno, więc na koniec jedno medium FBiH zapodało, że na murze w Banja Luce wykwitło graffiti obraźliwe dla Andzi i Pitta.
Potem Mile stwierdził, że film nie jest zakazany w RS...
Potem Severina urodziła syna.

A potem przyjdzie Pjer Žalica i zrobi „Gori vatra 2”.
*
(chaos w dzisiejszym poście sponsorowały: sarajevo-x.com, index.hr, jutarnji.hr, vijesti.ba, radiosarajevo.ba, oslobodjenje.ba, kurir-info.rs, novosti.rs i inni… :)

niedziela, 19 lutego 2012

Yurowizja tuż, tuż...

Czy pamiętacie tę blondynkę z kilku postów poniżej, plumkającą na klawiszach w eurowizyjnym wideoklipie Dino Merlina?:)
Już wiadomo na co głosujemy w tym roku?
Uwaga: ta piosenka grozi uzależnieniem:)



ps. aha, piosenka konkursowa będzie oficjalnie w marcu, a to dopiero przedsmak:)

wtorek, 14 lutego 2012

Miss Sarajevo w twoim pokoju


Jeżeli chcecie mieć na własność Miss Sarajevo, wystarczy trochę pieniędzy i wyprawa do sklepu z dobrym dizajnem. Najnowszym dizajnem podkreślmy, bo Miss Sarajevo, czyli sofa, została zaprojektowana w 2011 roku przez Karmelinę Martinę dla włoskiego Moroso.

Karmelina Martina, młoda i bardzo zdolna projektantka urodziła się w Sarajewie, ale mieszka i pracuje we Włoszech, w Udine. Studiowała we Florencji wzornictwo przemysłowe, które skończyła z wyróżnieniem w 2001 roku. Od 2006 roku pracuje dla prestiżowej firmy meblarskiej Moroso, ale oprócz tego projektuje także biżuterię, lampy i wnętrza prywatne.

Inspiracją dla Karmeliny przy projektowaniu sofy Miss Sarajevo było oczywiście cudowne miasto rodzinne i jego wielokulturowe dziedzictwo z dominującym akcentem otomańskim. Miss – bo charakter sofy jest bardzo kobiecy. Sama projektantka mówi o swoim dziele, że w kanapie żyje świat pokoi z aromatem tureckiej kawy, pokoi z koronkowymi ornamentami, wełnianymi, włochatymi narzutami (jambolije), rzeźbionymi drewnianymi stołami i nieskończoną różnorodnością ręcznie robionych obrusów, serwetek, które je pokrywają.


Kanapa ma bardzo prostą linię, równe, niskie poduszki, co nasuwa skojarzenia z sećiją. Całość, wraz z metalowymi nóżkami ma równocześnie nowoczesną formę i podstawową uniwersalną biało – beżową kolorystykę. Tapicerka ma kilka wersji, oprócz wspomnianej w stonowanych barwach możemy wybrać także wersję z pokryciem poduszek w kolorze czerwonym ze szlaczkami, nasuwającym skojarzenia z ornamentami na tradycyjnych strojach kobiecych, z pokryciem kwiecistym jak na kobiecych chustach lub szarawarach (dimije) oraz z pokryciem białym, "koronkowym".






































Moroso zrealizowało jeszcze kilka innych projektów Karmeliny, między innymi stołek Twist again. W opisie mebla za inspirację uznano naturę, ale ja tu widzę jak byk nawiązanie do najprawdziwszego peškuna. No nie mam racji?










































fot. moroso.it, 4bp.blogspot.com

niedziela, 29 stycznia 2012

Bośniafarianie u nas

Dubioza Kolektiv zawitała do ojczyzny naszej, aby trzema koncertami, w te styczniowe mrozy, rozgrzać publiczność w Lublinie i w Warszawie. Dla pozostałej zmarzniętej reszty Polski zagrali w Ministerstwie Dźwięku w Czwórce. Na szczęście jest coś takiego jak archiwum koncertów, więc kto się nie załapał, może sobie w domowym zaciszu zapalić - kadzidełko i włączyć bardzo energetyczne dźwięki fajnych chłopaków Bośniaków na stronie Czwórki.

Kto chce powtórzyć przyjemność na żywo w naszym kraju, mamy dobre wieści, że planują pojawić się na Przystanku Woodstock 2012.

Nota historyczno - informacyjna: Grupa powstała w 2003 roku, założona przez Adisa Zvekicia, Almira Hasanbegovicia (wokaliści), Brana Jakubovicia (sampler/klawisze) i Vedrana Mujagicia (gitara basowa). Teksty Dubiozy Kolektiv wyrażają krytyczny stosunek do negatywnych zjawisk (nacjonalizm, korupcja, niesprawiedliwe podziały), które pojawiły się w powojennej rzeczywistości Bośni i Hercegowiny, a promują oczywiście walkę o lepsze jutro i o to by było przyjemnie ;) Zespół wydał do tej pory 6 albumów. W 2011 roku otrzymali nagrodę MTV Best Adria Act.

A oto próbka z Dubiozy, która wciąż walczy o sprawiedliwość społeczną i tolerancję, śpiewa o tym, że ciężko jest i brakuje na różne mniej lub bardziej podstawowe potrzeby:
*

środa, 19 października 2011

Jedź do Bośni!

...czyli krótki wątek turystyczny raz jeszcze.


Za portalem radiosarajevo.ba informujemy, że ruszył dziś nowy portal turystyczny Bośni i Hercegowiny!:) Niewątpliwą atrakcją portalu są panoramiczne prezentacje wirtualne niektórych miast i obiektów. Nowość dostępna (może na razie tylko?) tylko "po naszemu":)...











piątek, 14 października 2011

Djordje od Panonii po Giewont :)

...czyli zdrady ciąg dalszy, w dodatku z siłami nieprzyjaciela:), z wątkiem bośniackim tym razem jednakowoż.

Bez zbędnych wstępów - dziś będzie o kolejnym "morderstwie" na Yugopolisowej płycie, które dotknęło mnie szczególnie, dotyczy bowiem piosenki Djordja Balasevicia:) "Neki novi klinci", w wersji polskiej (licho raczy wiedzieć czemu) "Morze Śródziemne...".

Przeżyję już tę "wannę Joannę" i pozostałą wesołą yugopolisową twórczość tekstową (sorry za rym:), ale kiedy wysłuchałam tego (Boże wybacz) "Morza Śródziemnego...", które przepłynęło przez Atrakcyjnego Kazimierza (tym razem bez Cyganów, a szkoda...:), zrobiło mi się po prostu przykro...


Nie wiem, co powodowało autorem tekstu (całkiem zacnym skądinąd panem Bryndalem:), ale o Balaseviciu i jego piosenkach nie wiedział zapewne wiele. Nadrabiał wyobraźnią, a zaiste trzeba ją mieć, aby największemu "marynarzowi floty panońskiej" przypisać... wpływy śródziemnomorskie...:). Z warstwą muzyczną i wykonaniem, też według mnie, nie najlepiej i poszę mi wierzyć, ale trwało dobrą chwilę, nim - słuchając polskiej wersji po raz pierwszy - zorientowałam się w którym kościele dzwoni.


Nie będę prezentować całej biografii Balasevicia, bo tutaj nie ma miejsca...:), a podstawowe dane o wojwodziańskim bardzie bez trudu można odnaleźć w internecie. Nie będę się też dłużej pochylać nad swym bólem:) spowodowanym dwukrotnym (i więcej razów nie będzie:) wysłuchaniu "utworu". Jestem pewna, że nikt nie śmiałby zrobić takiego numeru ani Dylanowi, ani Nohavicy pisząc do ich piosenek tekst, który się nijak ma do oryginału i do danego wykonawcy w ogóle...

Tego się nie robi Artyście.


Wobec tego, tak brzmi oryginalny utwór, pochodzący z końca lat 70-tych, kiedy Djordje zaczynał swoją karierę:


*

Balasević, jugosłowiański bard, pieśniarz, poeta, pisarz, aktor, a ostatnio i reżyser, od wielu lat jest także Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF. Nie tylko w ramach "ambasadorskich" obowiązków kilkakrotnie odwiedził Sarajewo, koncertując zawsze przy wypełnionej po brzegi sali. Dowód poniżej:


*

Djordje, dla znajomych Djole:), posiada również niezwykłe zdolności aktorskie, zwłaszcza komiczne, które przez jego fanów cenione są na równi z talentem muzyczno-literackim, a jego wybitna koferansjerka jest oczekiwana i oklaskiwana nie mniej niż muzyka.

W sieci krąży kilka naprawdę smacznych "djoletowych" kawałków, stety\niestety dla tego wpisu, po serbsku, więc znajomość języka raczej wymagana. Starałam się wybrać (a wybór jest naprawdę dramatycznie trudny:), jakiś bardziej zrozumiały dla wszystkich. Poniżej próbka balaseviciowych możliwości - rozmowa Djordja z węgierskim celnikiem na granicy, gdy Balasević udawał się na swój koncert do Budapesztu. Zazwyczaj z tłumaczenia kawału wychodzi tragedia:), więc chyba się jednak powstrzymam... (po historii o madziarskim celniku, następuje opowieść o babci artysty, która lubiła oglądać telewizor, choć nie do końca opanowała instrukcję obsługi...:)

*


*

I wreszcie Balasević w najnowszym wydaniu, czyli jako reżyser swojego, jak sam mówi, najdłuższego na świecie teledysku:). Od jakiegoś czasu Djordje promuje film oparty na tekście jednej ze swoich kultowych pieśni "Prica o Vasi Ladackom". W tym też celu 18.11. Balasević po raz kolejny zagości w Sarajewie:). Film nosi tytuł "Kao rani mraz", a grają w nim m.in. Rade Serbedzija i córka artysty Jovana Balasević.

*


*

A na deser cytat jednego z wywiadów z Balaseviciem, w którym opowiada o swej podróży do YU-es-ej:). Djordje znalazł się tam w towarzystwie wielkich gwiazd, jak i on, pełniących rolę Ambasadorów Dobrej Woli; między nimi znalazł się Danny Glover, który dnia pewnego zagaił Djordja z typowym amerykańskim optymizmem: "Jak się masz?", "Lepiej niż na to wyglądam" - oparł Djole z typowo bałakańską szczerością:). "A skąd jesteś?" - dociekał aktor, na co Djole, że z terenów byłej Jugosławii. "O, Jugosławia! Byłem niedawno w Pradze", odparł był Glover. Kiedy Djordje uświadomił sympatycznemu Amerykaninowi, że Praga i Jugosławia to niezupełnie to samo, Glover powiedział: "Ta Europa jest taka mała, można ją szybko przejechać motorem". Na to Djordje: "Właśnie, ja do Pragi zawsze jeżdżę na motorze":)

*

Tym optymistycznym akcentem i krótką lekcją o różnicach między perspektywą amerykańską i serbską zakańczam.

c.d. ględzenia nie będzie:)



czwartek, 13 października 2011

"Jovano, Jovanke" od Wardaru po Tokio :)

Jakkolwiek perwersyjnie by to nie brzmiało, ale na chwilę dopuszczam się zdrady! I to z sąsiadką... :) Ale zdradzać Bośnię z Macedonią - żaden grzech...:)



Tak więc robię mały skok w bok, a raczej na południe, powodowana (całkiem zresztą niezłą) wiadomością o pojawieniu się na rynku kolejnej płyty z cyklu "bałkańskie a nasze":). Rzuciła na to ostatnio swym Okiem autorka zaprzyjaźnionego bloga.



Płyty jeszcze nie mam, a... już mi się nie podoba ... :). No, nie do końca tak jest, ale ponieważ w Zagrzebiu i tak wołają na mnie "picajzla" (że upierdliwa znaczy się:), więc pozwolę sobie trochę poględzić... Odsłuchałam to, co można znaleźć na Youtubie (tudzież w Polskim Radiu) i niestety muszę stwierdzić, iż zabito (na śmierć:) jedne z moich ukochanych utworów, a przede wszystkim tekstów, które, żeby było jasne, nie są przekładami oryginałów, a całkiem nowymi polskimi tekstami, czego (mówta co chceta) ale za Chiny nie pojmuję...




Naprawiając ów (mym skromnym zdaniem) wielki brak wspomnianego, jak się to mówi, projektu, prezentuję niniejszym oryginalną wersję jednej z moich ulubionych tradycyjnych pieśni macedońskich "Jovano, Jovanke", której słowa zupełnie nie wiem czemu spolszczono, z tekstem oryginału postępując w sposób okrutny... :) ("wanno Joanno...":). Muzyka oczywiście się broni, niemal w każdej wersji, bo folklor bardzo trudno jest zaszlachtować, jest nieśmiertelny po prostu.


A że sama "Jovnka..." jest niezwykle inspirująca świadczy mnogość wyśpiewanych i zagranych wersji, dostępnych choćby na Youtube - od tradycyjnych - Bilja Krstić&Bistrik Orchestra, przez popowe - Zeljko Joksimović, Jelena Tomasević, po rockowe - Azra, Leb i Sol...


Poniżej prezentuję niektóre z bliskich mi odsłon "Jovany..." (wraz z oryginalnym tekstem a jakże...;)



Јовано, Јованке * крај Вардарот седиш, мори * бело платно белиш * бело платно белиш, душо *сè нагоре гледаш. * Јовано, Јованке * јас те тебе чекам, мори *дома да ми дојдеша * ти не доаѓаш, душо * срце мое Јовано. *Јовано, Јованке *твојата мајка, мори * тебе не те пушта *кај мене да дојдиш, душо * срце мое Јовано.



Pierwsza - (prawie) tradycyjne wykonanie Biljany Krstić i nieodżałowanego Tose Proeskiego. (nie mogłam się zdecydować czyją wersję tu zapodać, więc zapodaję duet, a przy okazji polecam tę stronkę http://www.bilja.rs/)






*a tutaj w wykonaniu... tureckiej wokalistki, której nazwiska nie podejmuję się wymówić, choć ona z macedońskim tekstem problemu nie miała...:) (polecam też lekturę komentarzy pod filmikiem...:)








*a tutaj kompletna ciekawostka przyrodnicza, "Jovana..." w odsłonie "japońskie a macedońskie" :)







*a tu już kompletny "jovankowy" odlot :), niezastąpiony Vlatko Stefanovski:






*
Jovano, Jovanke, * Kraj Vardarot sedis, mori, * Belo platno belis, * Belo platno belis duso * Se na gore gledas. * Jovano, Jovanke, * Tvojata majka, mori, * Tebe ne te pusta, * So mene da odis duso, * Srce moe Jovano. * Jovano, Jovanke, * Jas te tebe cekam mori * Doma da mi dojdes, * A ti ne doadjas duso * Srce moe Jovano.

c.d.n.












piątek, 10 czerwca 2011

Młode bośniackie dizajnerki

Na początku był Ghost Project – lokalny coroczny przegląd młodych talentów z dziedziny wzornictwa przemysłowego organizowany przez serbskie stowarzyszenie Mikser. W 2009 roku przekształcił się w konkurs Young Serbian Designers, by promować nowych serbskich dizajnerów na największej światowej imprezie projektantów wnętrz i wzornictwa przemysłowego, tj. targach w Mediolanie. W 2010 roku odbył się kolejny Y.S.D., by następnie, w 2011 r. rozwinąć się w Young Balkan Designers, konkurs młodych talentów, tym razem obejmujący nie tylko Serbię, ale cały region południowo-wschodniej Europy, a konkretnie Bałkanów.

Na targach mediolańskich, w strefie młodych dizajnerów Salone Satelitte 2011 swoje dzieła mogło zaprezentować 11 laureatów konkursu, po raz pierwszy nie tylko z Serbii, ale także z Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Bułgarii, Grecji. Oprócz tego, zwycięzcy mogli pokazać swoje prace podczas majowego festiwalu Mikser w Belgradzie i wyruszyć w europejskie turne po Sofii, Zagrzebiu, Skopje, Lublanie, Wiedniu.

Wśród jedenastu zwycięzców pierwszej edycji Young Balkan Designers są dwie młode bośniacko-hercegowińskie projektantki, Neira Sinanbašić i Ranka Radović. Neira, studentka wzornictwa przemysłowego ASP w Sarajewie, zaprojektowała wieszak na ubrania o nazwie Moi-Toi, który pozwala się kreatywnie formować w zależności od potrzeby. Można się nim bawić, zginając go dowolnie w różne kształty. Druga bh laureatka, Ranka, wymyśliła praktyczny znacznik na półkę z książkami. Dzięki niemu można oddzielać książki od innych przedmiotów na półce, książki przeczytane od nieprzeczytanych, może służyć także jako zakładka do książek i czasopism itd.

Jury, co roku, przewodniczy sam Konstatnin Grčić, światowej sławy projektant mebli.




Neira Sinanbašić, BiH, wieszak MOI - TOI



Ranka Radović, BiH, marker na półkę z książkami



Inni młodzi zwycięzcy:



Vukasin Vukobratović, Serbia, wieszak na ubrania TRAFFIC JAM



Maša Milovac, Mia Bogovac i Dora Đurkesac, Chorwacja, stolik TRAY



Dragana Petkov, Serbia, krzesło STOLICA



Maja Mesić, Chorwacja, dywan COIL - RUBBER



Miljana Nikolić, Serbia, huśtawka CATAPULT



Petar Zaharinov, Bułgaria, system regałowy AB SYSTEM



Ivana Borovnjak i Roberta Bratović, Chorwacja, stół FOR 1 OR 2



Dimitrios Stamatakis, Grecja, lampa podłogowa LIGHTHOUSE LAMP


Cuda wianki banialuki – Mediafest 2011





Właśnie rozpoczął się drugi festiwal mediów w Banja Luce; Mediafest 2011. W dniach 9-12 czerwca, w mieście nad Vrbasem będzie się działo. O co chodzi i kto rozkręca imprezę:
Dość pojemna nazwa i przedmiot festiwalu dotyczy różnego rodzaju eventów, zabaw, konkursów, debat, prezentacji, warsztatów odnoszących się bardziej lub mniej do branży przemysłu medialnego i reklamowego. Jest to festiwal o charakterze regionalnym, ale zapowiedziane znane gwiazdorskie nazwiska niewątpliwie podnoszą rangę wydarzenia.

Bohaterowie części edukacyjnej, którzy wystąpią z wykładami na twierdzy banialuczańskiej, to między innymi SERBSKI (czego nie zapomnieli podkreślić organizatorzy) reżyser Emir Kusturica, Karim Rashid – król współczesnego wzornictwa, dziennikarz Jonathan Groubert, artysta i specjalista od komunikacji wizualnej Vladimir Resner, programista Daniel Ackermann. Przewidziano także kilka debat, w których wezmą udział znani dziennikarze, specjaliści od marketingu i reklamy, osoby ze świata nauki i kultury, w tym np. szerzej rozpoznawana Vlatka Pokos.



Festiwal otwiera koncert Kusturicy z jego niepalącymi towarzyszami. To, czego niewątpliwie zazdrościmy (kaszenka) banialuczanom, to koncert zapowiedziany na sobotnią noc, na którym swoje udowodnione umiejętności didżejskie zaprezentuje sam Rashid wraz z lokalnymi muzykami.

Oprócz tego zapowiada się szaleństwo sportowe na wolnym powietrzu i wolnej rzece w Krupie na Vrbasu: rafting, paintball, paragliding, quad cup - stare bośniackie dyscypliny. Ma być również ładnie zaprezentowany Belgrad, jako europejska stolica kultury, a dla miłośników patrzenia w ekran zapowiedziano noc reklamożerców.

Tak więc z Banja Luki nowoczesnością zawiało, czego serdecznie gratulujemy.

I do tego tyle Karima! :) ech....


www.mediafest.ba

środa, 23 lutego 2011

Dino wygra w grze i w śpiewie, Eurowizja w Sarajewieeeeee!:)

Przyznaję bez bicia – lubię Konkurs Eurowizji:)
Nie przeszkadza mi raz w roku festyn europejskiego kiczu i bezguścia (nie licząc wyjątków), fajnie, że raz w roku Europejczycy dowiadują się o istnieniu innych krajów:) (nie rozumiem zniesienia obowiązku śpiewania wyłącznie w swoim języku narodowym, jak to ongiś bywało), trzymam kciuki za wszystkich „naszych” i wysyłam sms-y, nie wzruszają mnie zarzuty „upolitycznienia” imprezy i serce mi rośnie, gdy Chorwaci głosują na Serbów, ci na Bośniaków, a Bośniacy na Chorwatów (+ wszystkie pozostałe warianty tej yugo-układanki), nie lubię, gdy Szwecja głosuje na Norwegię, ponieważ uważam, że powinna głosować na Bośnię, Chorwację, Macedonię itd…:), jeśli tylko mogę oglądam ze szczerym rozbawieniem, a potem całkiem zdrowa na umyśle wyłączam telewizor:)

W tym roku w barwach żółto-niebieskich wystąpi and the winner is…
Dino Merlin!:)


*
A tutaj poprzednie eurowizyjne Dinowe dokonanie:

środa, 12 stycznia 2011

Brega wraca do domu!

Przed paroma dniami w Sarajewie gruchnęła nowina, iż do Bośni wraca syn jej, równie marnotrawny co sławny – Goran Bregović we własnej osobie!:) Wiadomość tę potwierdził oficjalnie magistrat stolicy, a sam bohater wydarzenia spotkał się z burmistrzem Aliją Behmenem, który z radością powitał w ojczyźnie słynnego lidera grupy Bijelo dugme i kompozytora muzyki filmowej.
*
Portal sarajevo-x.com cytuje jednego ze znajomych muzyka, który ponoć „odczuwa nostalgię za Sarajewem”, a więc całkiem możliwe, iż wkrótce będzie można spotkać Bregę na niedzielnym spacerze na Ferhadiji. I to nie samego, albowiem Bregović sprowadza do Sarajewa także swoją rodzinę – żonę i trzy córki, które dotychczas mieszkały w Paryżu. I to, obawiam się, chyba tatuś nie do końca przemyślał…, ale „pażiviom-uvidim”:). Sam Goran obawia się ponoć jedynie reakcji sarajewskiej „ulicy”. I tu się wcale nie dziwię, Sarajlije już pewnie ostrzą sobie języki; pod informacją o powrocie Bregi natychmiast ukazało się ponad 400 komentarzy, a wspomniany portal zapytał w ankiecie, co sarajewianie myślą o pomyśle muzyka. Na wyniki aż boję się patrzeć, śmiem przypuszczać bowiem, iż wylew serdeczności to raczej nie będzie; od swego wyjazdu z Bośni tuż przed wojną Bregović (syn Chorwata i Serbki) nie miał „u siebie” dobrej prasy. Bośniacy długo mieli mu za złe wyznanie, iż bałkańska wojna „to nie jego wojna” (o zwyczajowej bośniackiej zawiści, porównywalnej jedynie z polską, nie wspominając). Cóż nikt nie jest prorokiem… itd. :) Mimo to od paru dobrych lat Bregović nagrywa (głównie wspólnie z innymi muzykami) i koncertuje także w krajach ex-Jugi, najczęściej chyba w Chorwacji, gdzie cieszy się sporą sympatią.
Ale, cokolwiek o nim nie mówić, mam słabość do człowieka…:)


*


Bilet z koncertu Bregovicia w Nowym Sadzie podczas pierwszego powojennego tournee muzyka, z czasów, gdy przeciętnemu Polakowi nic nie mówiło jego nazwisko; a sam koncert - ECH...! :):):)

wtorek, 27 kwietnia 2010

Ljiljana Buttler


Prawie dwa lata po śmierci Szabana Bajramovicia kolejna smutna wieść: umarła bałkańska diwa romskiego pochodzenia, Ljiljana Petrović Buttler.

Odeszła w poniedziałek, 26 kwietnia, w wieku 66 lat. Urodzona w Belgradzie, wychowała się w Bośni. Jej rodzice również byli muzykami, ojciec był Romem z Belgradu, matka Chorwatką z Zagrzebia. Bośnię uważała za swoją „nauczycielkę” śpiewu. W Sarajewie nagrała swój pierwszy występ telewizyjny. Ljiljana Buttler miała swój oryginalny styl śpiewania; nie śpiewała jak Cyganie, ani nie popadała w orientalne „podkręcanie” dźwięków na bałkańską modłę. Mówiła, że najlepszą edukację muzyczną otrzymała w kafanie. Zaczęła występować po śmierci matki, gdy miała zaledwie 12 lat. Tam na występach szlifowała swój talent, tam spotykała z czasem znane osobistości życia kulturalnego, które przychodziły, by jej słuchać. Jednakże w odróżnieniu od wielu innych wybitnych pieśniarzy cygańskich odebrała wykształcenie muzyczne; grała na fortepianie. Romskim zwyczajem wcześnie wyszła za mąż i urodziła pierwsze dziecko w wieku 14 lat, jej pierwszy mąż miał wtedy 16 lat.

Sławę po raz pierwszy zdobyła na początku lat 80-tych. Nagrywała albumy, które w dużych nakładach sprzedawały się w Jugosławii, występowała na wielkich koncertach, w telewizji. Tuż przed nadejściem wojny wyjechała z dziećmi do Niemiec. Jak mówiła, wojnę „wyczuła szóstym zmysłem”. Pobyt w Niemczech przerwał jej karierę muzyczną. Utrzymywała rodzinę z pracy fizycznej. Nie chciała już występować w lokalach, gdzie wówczas chodzili przedstawiciele różnych bałkańskich narodów, z których każdy oczekiwał innej muzyki, a większość nienawidziła Cyganów. Żyła tak właściwie w zupełnym zapomnieniu do 2002 roku, kiedy odnalazł ją Dragi Szestić, producent i menedżer grupy Mostar Sevdah Reunion. Długo nie chciała przystać na jego propozycje współpracy, aż wreszcie zgodziła się nagrać wspólny album "Mother of Gypsy" dla holenderskiej wytwórni World Connections i to był drugi wielki sukces muzyczny w jej życiu i spektakularny powrót do kariery; tym razem do kariery światowej. Zabłysła jako gwiazda world music, stanęły przed nią otworem prestiżowe europejskie sale koncertowe, BBC nakręciło dokument radiowy o niej i o MSR, Sunday Times nazwał ją „Ellą Fitzgerald muzyki cygańskiej”, zapraszano ją na liczące się festiwale jazzowe. W duecie z Niną Badrić zwyciężyła na Chorwackim Festiwalu Radiowym z piosenką „Kralj zivota moga”. Niestety kariera światowa tym razem nie przełożyła się w równym stopniu na poziom lokalny; w krajach byłej Jugosławii - w swojej ojczyźnie, nie była tak doceniana jak poza Bałkanami.

Ljiljana Buttler będzie zapamiętana po przejmujących interpretacjach, niesamowitej barwie głosu, licznych koncertach i poczuciu humoru, którego jej nie brakowało.

Kto jeszcze nie zna jej wykonań, czas by to nadrobić. Behar poleca.



Zdjęcie pochodzi z mp3.mondomix.com

czwartek, 18 marca 2010

Luković, Gospa i Chopin



Co łączy wymienione wyżej osoby?
Nic. Brak pomysłu na tytuł:)

Co łączy Petara Lukovicia z Sarajewem? Bardzo dużo. Wybitny serbski dziennikarz wczorajszą, jednogłośną decyzją radnych miejskich i burmistrza Aliji Behmena został, już oficjalnie, honorowym obywatelem šeher Sarajeva:).
Luković, który zaczynał karierę jako krytyk muzyczny w 1976 roku, jest jednym z niewielu dziennikarzy w Serbii otwarcie i bezkompromisowo (i soczyście:) osądzających reżim Miloševicia oraz udział Serbii w wojnie 1992-95. Niedawny felietonista „Feral Tribune” obecnie szefuje (wciąż jeszcze istniejącemu:) niezależnemu belgradzkiemu portalowi e-Novine.
Gratulujemy!:)

*
Tymczasem może już zacząć się bać szóstka „honorowych obywateli Medjugorja”.
Wczoraj z Watykanu popłynęły wieści o powołaniu przez papieża specjalnej komisji, której zadaniem będzie zbadanie i ocena medjugorskiego fenomenu. Na czele międzynarodowej komisji stanął kardynał Camillo Ruini, jednak skład całego liczącego około 20 osób ciała pozostaje nieznany. Nie wiadomo więc, czy zasiądzie w niej (bawiący niedawno w Watykanie) biskup mostarsko-duvanjski Ratko Perić który od początku negatywnie wypowiada się o medjugorskich „objawieniach”. Papieski sekretarz stanu kard.T.Bertone podkreśla, że słowa Pericia wyrażają wyłącznie jego osobisty stosunek do tej sprawy i nie reprezentuje on oficjalnego zdania kościoła.
Nie wiadomo na razie jak długo potrawają badania i prace komisji, choć plotka głosi, iż Benedykt XVI chciałby zamknąć ostatecznie tę sprawę w 30 rocznicę „objawień”, czyli pod koniec czerwca tego roku.
Ostatnim oficjalnym głosem kościoła w tej kwestii było stanowisko Jugosłowiańskiej Konferencji Biskupów z 10.04.1991 roku. Po 3-letnim rozpatrywaniu sprawy ogłoszono, iż „na podstawie dotychczasowych badań nie można stwierdzić, że mamy do czynienia z objawieniami o charakterze ponadnaturalnym”. W interpretacji kard. Bertone to „wcale nie znaczy, że b. konferencja biskupów Jugosławii wydała negatywny sąd o Medjugorju”, ale że całą rzecz trzeba nadal śledzić i badać. Zgadza się z nim kard. Vinko Puljić, który podczas swojej wizyty w Rzymie powiedział: „Nie powiedziano, że Gospa się nie ukazuje, a tylko tyle, że jeszcze tego nie ustalono”. Dodał przy tym, iż milion pielgrzymów rocznie mówi samo za siebie.
Na razie wygląda na to, iż szybciej niż wyjaśnienia medjugorskiego fenomenu należy się spodziewać, że papież podzieli biskupstwo mostarsko-duvanjskie na dwa. Prawdopodobnie już przed paroma miesiącami wszystko było gotowe do ustanowienia nowego biskupstwa, zabrakło jednak… biskupa, który mógłby je objąć:). Uważa się, iż wyłączenie Medjugorja spod jurysdykcji dotychczasowego biskupa – Ratka Pericia „zredukuje napięcie między nim a [tamtejszymi] franciszkanami” i pozwoli dojść prawdy o Medjugorju. W zeszłym roku papież wysłał na "emeryturę" jedną z ważniejszych postaci dramatu – wielokrotnie karanego już przez władze kościelne za nieposłuszeństwo franciszkanina Jozo Zovko. Daleko od Medjugorja wysłał – na maleńką chorwacką wysepkę Badija, gdzie kilka lat temu zwrócono franciszkanom zabrany w czasach komunizmu klasztor. Teraz fra Jozo czeka odnowa zrujnowanego barokowego kościoła, ewentualnie wzbogacanie flory i fauny na wyspie. Do tej pory franciszkanie sprowadzili na Badiję muflony:).

*
Medjugorje jak na dłoni. Widok z Podbrda (Wzgórze Objawień).


W Watykanie zdania na temat Medjugorja są podzielone, a podjęcie jakiejkolwiek decyzji utrudnia fakt, że Matka Boska, jak twierdzą widzący, ukazuje im się nadal, także wtedy gdy znajdują się oni poza Medjugorjem. Niektórzy sam fakt wielu nawróceń i ozdrowień w tym miejscu uważają za dowód prawdziwości objawień. Nie zgadza się z tym kard. Jose Saraiva Martins: „Tylko dlatego, że ktoś się w jakimś miejscu nawrócił, nie znaczy to, że ukazuje się tam Matka Boska. Nawrócenia mogą zdarzyć się w każdej parafii”.
*

A tu Podbrdo z całkiem bliska...
*
Swoją drogą jestem ciekawa ilu z wysokich dostojników kościelnych (krytykujących Pericia) odwiedziło rzeczone „sanktuarium”?
Byłoby także nieźle, gdyby pewnego dnia Medjugorje nawiedziła specjalna komisja z bośniackiego urzędu skarbowego:). Najnowszy raport dot. liczby turystów odwiedzających BiH jest bowiem bardzo wymowny. Okazało się, że najliczniejszą nacją w BiH w zeszłym roku byli… Polacy (zaraz po Włochach), tylko nikt nie jest w stanie podać konkretnej liczby, gdyż medjugorska „gościnność” nie idzie niestety w parze z meldowaniem bawiących w Medjugorju gości:).
To jest dopiero cud! Pielgrzymi są i jednocześnie ich nie ma!:) I kiedy watykańska komisja będzie być może próbować stwierdzić, że to czego nie widać - istnieje, medjugorscy „hotelarze” pragną udowodnić, że tego, co wszyscy widzą - nie ma!:)
*
Na koniec najprzyjemniejsze.
Od początku roku próbuję wyśledzić w bh. mediach jakieś wyraźne wątki chopinowskie.
Do tej pory odnalazłam dwa. Dokładniej dwa koncerty z okazji 200-nej rocznicy urodzin Fryderyka. Pierwszy odbył się w Sarajewie 5.03. - koncert f-moll op.21 zaprezentował Karol Radziwonowicz z towarzyszeniem orkiestry Filharmonii Sarajewskiej, dyrygował Paweł Przytocki. (W tym samym czasie słynny chorwacki pianista Ivo Pogorelić robił to samo, tylko we Wrocławiu. Wiem, bo słyszałam na własne uszy:)
Drugi koncert odbył się w Brčko. Jak zawsze w BiH wszystko musi się wiązać z polityką, więc powiązano i tym razem – rocznicę urodzin Chopina z 10-leciem istnienia dystryktu Brčko. Gwiazdą wieczoru była rodzima, wybitnie utalentowana 19-letnia Dženana Šehanović. Za pulpitem także kobieta – Samra Gulamović, dyrektorka sarajewskiej filharmonii.
Młoda pianistka, która w tym roku kończy studia w Zagrzebiu twierdzi, że Chopin to jej ulubiony kompozytor, zaś ideałem wykonawczym jest dla niej Martha Argerich. W planach ma występy i udział w europejskich konkursach pianistycznych; nie znajduję niestety nazwiska pani Dženany na liście do eliminacji tegorocznego Konkursu Chopinowskiego:(. Będą za to reprezentanci sąsiadów: z Chorwacji Aljoša Jurinić, i z Serbii Jovana Dankar.
Niestety, za życia Chopina powóz pocztowy „z Europy” docierał najdalej do Ljubljany, więc może prosta ta przeszkoda komunikacyjna sprawiła, że w biografii kompozytora wątków bośniackich niestety brak…:)
*

źródła: Brotnjo.info, vecernji.hr, biznis.ba, e-novine, sarajevo-x.com

niedziela, 14 czerwca 2009

Na Bałkanach bez zmian

Probeharawszy (zbyt) szybko przez krainę kwitnącej arszlamy (to taka sorta czereśni) uprzejmie donoszę, że na Balkanu raczej bez zmian...
Niestety nie da się (tudzież ja nie potrafię) przenieść na bloga ani zieleni, ani Neretwy, ni zapachu kahvy ni ćevapa ni smogu z okolic Zenicy:) itp. niektórym niezbędnych do życia "składników"...
Po raz kolejny za to okazało się, że aby nie wpaść w deprechę po wizycie w Sarajewie należy w te pędy gnać do Mostaru:). Miasto nadal nie ma swojego burmistrza (ma za to nowe\stare gimnazjum przy pl.Hiszpańskim - znaczy się - koniec remontu:), ale mieszkają w min trzeźwo myślący ludzie. Znajomi w Mostarze twierdzą, że BiH się nie rozpadnie, prędzej Dodik wyląduje w kiciu:)
I tej wersji się trzymajmy!:)
Poza tym w BiH okres matur, także w medresach. Odziane w soczystą czerwień hurysy (absolwentki znaczy się:) wyległy na ulice Mostaru. Niejedna polska maturzystka mogłaby przy nich wpaść w kompleksy...
*
*
Jak ogólnie wiadomo opublikowano nowe zdjęcia (w tym video) Ratka Mladića "poszukiwanego" przez Trybunał Haski. Widok świetnie bawiącego się Mladića w otoczeniu bliskich sam w sobie jest oczywiście niesmaczny i porażający, ale czy to naprawdę kogoś zaskoczyło? Jeśli kogoś się szuka tak, by nie znaleźć, to efekt musi być taki jak na "załączonych obrazkach". Najbardziej żal, że tu już nie chodzi o prawdę i ofiary (w tym córkę generała Anę, która zginęła śmiercią samobójczą), ale o doraźne interesy wszystkich zainteresowanych stron, w tym tzw. Zachodu.
To oczywiście mało odkrywcze refleksje, ale można by zadać pytanie, kto tu tak naprawdę gra, a kto tańczy?
*
Cóż, następnym razem w mediach usłyszymy o Bośni zapewne też w kontekście jakiegoś "poszukiwanego"...
A o czym media nie doniosą? Na przykład o tym, że w maju w Belgradzie po raz trzeci odbył się festiwal "Dni Sarajewa w Belgradzie". (Niestety z imprezą minęłam się o kilka dni:(
Organizatorzy, z których większość to organizacje pozarządowe z Belgradu, Saraju, Nowego Sadu i Podgoricy sprowadzili do stolicy Serbii ok.300 artystów, dziennikarzy i aktywistów.
"Zaczynaliśmy przed trzema laty, najpierw goście przyjeżdżali dwoma małymi samochodami, potem kilkoma autobusami, w tym roku przyjechało ok.300 osób" - opowiada "Slobodnej Bosni" kierujący przedsięwzięciem Andrej Nosov.
Problemem wcześniejszych imprez było przede wszystkim to, że skupiały wokół siebie wąski krąg tak samo myślących ludzi. W tym roku festiwal "wyszedł na ulice" miasta. O tym jak potrzebna była ta zmiana świadczą słowa Nosova: "Niedawno przygotowaliśmy ankietę, która pokazała, że niektóre dzieci w Serbii nawet nie wiedzą gdzie leży Sarajewo, co jest porażające" (!)
Przez cztery dni pokazano w Belgradzie filmy dokumentalne i fabularne, koncerty, przedstawienia, odbyły się dyskusje panelowe i happeningi; sympatycznym elementem festiwalu było wzajemne wysyłanie kartek z pozdrowieniami mieszkańców Belgradu i Sarajewa.
:):):)
*

Z kategorii "wizyty": 21.05 BiH odwiedził i w bh parlamencie przemowę wygłosił w-ce prezydent USA Joseph Biden, natomiast ef.Mustafa Cerić w atmosferze konfliktu z miejscowym reisem odwiedził serbski Sandżak.
(Ale o tom może potom...)
*
Z kategorii "plotki": trwa konflikt niejakiego Nemanji Kusturicy z Mokrej Gory z miejscowymi "farmerami", którym słynny reżyser pono ogranicza swobodę korzystania z miejscowych dóbr przyrody, a które Kusturica (jak twierdzi) zobowiązany jest chronić. "Jestem częścią powietrza który wdychacie, dzięki lasom, którę chronię" - stwierdził filozoficznie reżyser.
*
Z kategorii "kultura": na razie tylko we Włoszech i Bośni ukazała się książka włoskiego dziennikarza "jugonostalgika" i wydawcy Piera del Giudice o jego przyjacielu Abdullahu Sidranie - znanym bośniackim pisarzu i scenarzyście (m.in. "Ojciec w podrózy służbowej") i Jugosławii jego młodości. Rzecz nazywa się "Balkanski roman - Sidranova knjiga i knjiga o Sidranovom dijelu" i wygląda baaardzo zachęcająco... Sidran tłumaczy w niej m.in. swoje rozumienie terminu demokracja - "Demokracja jest wtedy, gdy całujesz dziewczynę i nie zastanawiasz się czyja to jest dziewczyna?":)

sobota, 7 marca 2009

Szukamy ulicy dla jego imienia...

W 1968 roku Izet "Kiko" Sarajlić - jeden z największych bośniackich poetów napisał wiersz "Szukam ulicy dla mego imienia" ("Trazim ulicu za svoje ime").
Dziś, 7 lat po śmierci poety jacyś dobrzy ludzie postanowili uczcić wybitnego poetę.
Na portalu http://www.kiko.co.ba/ można podpisać petycję dotyczącą nadania jego imienia jednej z sarajewskich ulic.
* * *


czwartek, 16 października 2008

Bosanski lonac

Gwoli szybkiego dopełnienia ostatniego wpisu: minęły kolejne wybory. Na swoim blogu Željko Komšic zauważa swojego rodzaju fenomen: wybory wygrali wszyscy. To oczywiście ironia, chodzi o wypowiedzi liderów partii, z których każdy czuł się wygrany. I dobrze - konstatuje Komšić - szczęśliwi ludzie nie robią głupot:) . "Prezydenta" martwi tylko mała aktywność wyborców w dużych miastach, twierdząc że to rodzaj "fałszywego poczucia elitarności", która mieszkańcom duzych środowisk miejskich "nie pozwala na zajmowanie się czymś tak brudnym jak polityka", ale jednocześnie daje przywilej ciągłego narzekania.
Darujmy sobie procenty, liczby i statystyki, dość powiedzieć, że miało być lepiej a wyszło jak zawsze: przewagę zdobyły partie narodowe, więc do władz lokalnych wejdą nie kompetentni a "sami swoi".
Operacja się udała, pacjent może jeszcze nie wykitował, ale nadal dogorywa.


Rzecz dziś najważniejsza: rok temu zmarł Toše Proeski

Uwielbiany od Vardaru po Triglav macedoński wokalista zginął w wypadku niedaleko Bosanskiej Gradiški.
Oczywiście Toše żyje w głowach i sercach wielbicieli i rzecz jasna mediach, które we wszystkich chyba ex-yu republikach, z okazji smutnej rocznicy emitowały koncerty i programy o życiu i dziele Proeskiego. Z jednego z nich można było się dowiedzieć m.in., że już jako duża gwiazda Toše grzecznie zdawał egzaminy w szkole i łatał dziury w dachu cerkwi w rodzinnym Kruševie. Szkoła muzyczna, którą kończył nosi imię Toše Proeski, a miejsce spoczynku piosenkarza ma zostać niedługo zamienione w mauzoleum jego pamięci.
*
Po trzecie: z opóźnieniem donoszę, że i w BiH zakończył się sezon przyznawania ważnych nagród literackich. U nas Dukaj i Tokarczuk, a w Tuzli nagrodę Mešy Selimovića odebrał Mirko Kovač za, ponoć swoją najlepszą, książkę "Grad u zrcalu" ("Miasto w zwierciadle").

"Piszę o Trebinje (...) i tym świecie [czyli Hercegowinie], bo coś o nim wiem. Znam naturę tego świata, język i mentalność. To moja scena, po której krążą moje cienie i wyobraźnia". (Slobodna Bosna, 11.09.2008).

Tygodnikowi "Dani" wyznaje, że w Bośni czuje się najlepiej. Mówi też o Selimoviciu, jego "serbskości" ("Meša zmarł, nim zaczęło się (...) "serbskie szaleństwo", myślę że jeśli o to chodzi był czysty. (...) to że podkreślał swoje serbskie pochodzenie, nie znaczy że był nacjonalistą"), i dla porównania nowokomponowanej "serbskości" Emira Kusturicy ("Wśród mądrych, liberalnych Serbów Kusturica jest lekceważony...").

Na pytanie o język\i i swobodne przechodzenie z jednego w drugi odpowiada: "Obcokrajowcy mają lepszy stosunek do języka niz my. Oni to uważają za jeden język, co z lingwistycznego punktu widzenia jest najbardziej odpowiednie. Państwo się rozpadło, język nie. To był [serbsko-chorwacki] język "umówiony", a teraz w warunkach demokracji ten język nazywa się tak, jak chcą tego ci, którzy go używają. (...) Najlepiej jeśli jest to wariant, przez który można najlepiej wyrazić siebie".
Mirko Kovač ujmuje się także za zamkniętym tego lata jedynym niezależnym chorwackim tygodnikiem "Feral Tribune" : "Zamknięcie Ferala to ogromna strata (...), już się odczuwa w Chorwacji dużą pustkę. Nie ma komu powiedzieć co jest głupie, co jest kłamstwem".
A wracając do nagrodzonego dzieła - na razie leży na półce i pachnie. Wrażenia z lektury niebawem.

czwartek, 10 lipca 2008

Wieści dobre i złe

Wróciwszy na moment wiadomo skąd, szybko donosimy, że:

1. Wiadomość dobra: 16-go czerwca BiH podpisała Porozumienie o Stabilizacji i Stowarzyszeniu z UE.
Tym samym Unia wyznaczyła BiH tzw. mapę drogową dot. liberalizacji reżimu wizowego dla obywateli BiH. Po spełnieniu całej masy poważnych warunków (bezpieczeństwo dokumentów, granic, walka z przestępczością zorganizowaną, nielegalną imigracją itd.itp.), Bośnia w 2011 ma uzyskać status kraju kandydującego do członkostwa w UE, do tego czasu ma też nastąpić zniesienie wiz dla obywateli BiH.
To wersja optymistyczna
Sretan\srećan put!
2. Wiadomość bardzo zła: 8-go czerwca zmarł SZABAN BAJRAMOVIĆ
Największy cygański pieśniarz, umarł na serce w szpitalu w Niszu.
Większość ex-jugosłowiańskich dzienników podając te smutną wiadomość, zwraca uwagę na fakt, że "król cygańskiej muzyki" odszedł w biedzie. Nie było nigdy tajemnicą, że był też królem hazardu, ale smutne jest przede wszystkim to, że władze Serbii odmówiły przyznania mu comiesięcznej emerytury... .
Tygodnik "Feral Tribune" wspominając Bajramovicia - muzyka, człowieka wolnego, swego czasu także więznia na Golim Otoku, cytuje kilka jego wypowiedzi, z których jedną notuję i tutaj:
"Przyjeżdżam do Niemiec i trzy tysiące Niemców wstaje i bije mi brawo. Myślę sobie: żeby to teraz Hitler zobaczył, przewróciłby się w grobie. Cygan śpiewa, a Niemcy tańczą!"



piątek, 11 kwietnia 2008

Nowy film i... nowa partia

Bośniacko-hercegowiński zdobywca Oscara, reżyser Danis Tanović założył nową bh partię.
Zebranie założycielskie "Naszej Partii" ("Naša stranka") odbyło się 5-go kwietnia. Jak zapowiedział autor "Ziemi niczyjej", partia ma za zadanie "reprezentować zwykłego człowieka i jego naturalne prawo do przyzwoitego życia". Będzie organizacją nastawioną proeuropejsko, opartą na uczciwych i kompetentnych osobach wszystkich narodowości. Te z kolei powinny przyciągnąć do aktywności wyborczej tych, którzy rozczarowani polityczno-ekonomiczną sytuacją w BiH, wybory omijali z daleka.
Pewną przeszkodą podczas wyborów może być fakt, że prawo wyborcze BiH faworyzuje partie walczące o przychylność wyborców tylko z jednej określonej grupy etnicznej, ale reżyser (który został w-ce przewodniczącym partii, przewodzi jej Bojan Bajić) i tu jest dobrej myśli, choć sytuację w kraju ocenia na wskroś realnie: "Walka o przemiany w BiH to nie bieg na 100 metrów a maraton".
Ci z internautów, którzy rzecz widzą optymistycznie twierdzą, że przynajmniej Tanović nie zostaje politykiem dla sławy i pieniędzy, bo te już ma.
W dniu, gdy reżyser przedstawiał światu swoje nowe polityczne przedsięwzięcie, Bośnię, a dokładniej Srebrenicę odwiedzał Colin Farrell. Aktor zagra główną rolę w nowym filmie Tanovicia "Trijaža", do którego zdjęcia rozpoczęły się w Hiszpanii. Scenariusz do niego napisał...chmmm... Scott Anderson, a Farrell wcieli się w postać... fotoreportera wojennego.
Czyżby deja vu?:)
(źródło: 24sata.ifo, zid.ba)