Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamięć - rocznice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamięć - rocznice. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2011

poniedziałek, 14 lutego 2011

Całe życie z wariatami...

Luty miesiącem kolejnej rocznicy. Rocznicy Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie ('84). Niniejszym proponujemy krótką podróż sentymentalną i przypominamy (tym, co już na świecie byli) tudzież przedstawiamy (tym, co przyszli na świat już po) uroczystość otwarcia igrzysk. Wcale nieprzypadkowo zestawiamy to wydarzenie z wydarzeniami mającymi miejsce niewiele lat później, przedstawionymi symbolicznie w krzywym, surrealistycznym zwierciadle niezastąpionych Nadrealistów, którym tego roku stuknęło 30 lat od momentu powstania!
(o historii kultowej grupy można poczytać w odcinkach na e-novine, a i o ZIO nie zapomniano:)
*
*
Ech, łza się w oku kręci...
*
*
A tu, co nam zostało z tamtych czasów... Całe życie z wariatami...:)

niedziela, 11 lipca 2010

11 lipca 1995

*
http://www.pk.org.pl/artykul.php?id=473

wtorek, 10 listopada 2009

Padł mur, padł most, wyrósł mur...

Sarajewska synagoga, XVIw., fot.kaszenka







*
Proszę, oto od czego rocznice – wieczna inspiracja:); a ponieważ mnie się wszystko kojarzy… więc odświeżam „rewelacje” sprzed miesiąca kojarząc je z obchodzonymi właśnie w Europie rocznicami upadku Muru Berlińskiego i Nocy Kryształowej, oraz (tradycyjnie nie zauważonej w eu mediach) rocznicy zniszczenia Starego Mostu. A przecież to taka „piękna” pointa, nieprawdaż? Może zwłaszcza my w Polsce - wiecznie zniesmaczeni faktem, że to niemiecki Mur a nie polska Solidarność bardziej przebiły się do świadomości Europejczyków jako symbol przełomowych zmian na naszym maciupkim kontynencie, powinniśmy czasem zwrócić uwagę na to, że pewne narody przeszły je (i przechodzą nadal) wyjątkowo boleśnie, a i murów do zburzenia ci u nas w Europie ciągle dostatek…Tak więc od polskiego marudzenia przejdźmy do bh konkretów, rocznicowych jako się rzekło…

…bo oto dokładnie 9.11 minęło 16 lat od zburzenia Starego Mostu w Mostarze, i choć od lat pięciu mieszkańcy hercegowińskiej „piękności” mogą bez przeszkód przechodzić nad Neretwą przez nową przeprawę, miasto nigdy nie było podzielone bardziej niż dziś.
Ponad cztery lata czeka na wyrok w Hadze autor barbarzyńskiego „wybryku” z 1993r. – chorwacki generał Slobodan Praljak, który – wzorem innych haskich „niewinnych” - gra na nosie sądowi próbując uparcie dowieść, że nie HVO most zburzyło.
Z przekonaniem sądu pan Praljak będzie miał poważny problem, koronnym dowodem przeciw niemu są bowiem zdjęcia pokazujące jak chorwacki czołg wystrzeliwuje pociski w kierunku Mostu.
[zdjęcia video burzenia mostu sprytni internauci z pewnością odszukają na You Tube – Rušenje Starog Mosta]
Autor zdjęć Enes Delalić – świadek w procesie generała, inwalida wojenny przeżywszy szereg gróźb pod swoim adresem, nadal mieszka w Mostarze, choć ledwo wiąże koniec z końcem, podczas gdy gen. Praljak posiłkując się swoją „żołnierską” logiką cynicznie powtarza - „Stary Most był obiektem wojskowym, a obiekt wojskowy podczas wojny, bez względu na jego wartość historyczną i kulturową, ma prawo zostać zniszczony”.
*
Tymczsem to, co z pewnością należałoby zniszczyć, to mury wyrosłe w głowach ludzi, np. dzisiejszych mieszkańców Mostaru i innych tego typu miejsc, dla których choćby mieszane małżeństwa, z których przed wojną Mostar słynął, nie są już sprawą tak oczywistą jak kiedyś.
* * * * *
Ale, skojarzeń nie koniec. Smutna bo smutna, mijająca rocznica Nocy Kryształowej, oraz wiecznie aktualna bh sytuacja - na przemian burzenia i stawiania murów wszelakich, jest (wreszcie:) prestekstem, by wspomnieć słów parę o jednym z niekonstytutywnych bh narodów - bośniacko-hercegowińskich Żydach i jego przezacnym przedstawicielu – Jokobie Fincim, który od roku pełni jednocześnie obowiązki ambasadora BiH w Szwajcarii.
*
Przewodniczący Gminy Żydowskiej w BiH (Jevrejska Zajednica) pan Jakob Finci, Bośniak z dziada pradziada, jest z wykształcenia prawnikiem, a z powołania humanistą :). Przez lata wojny wspólnie z innymi organizacjami (Caritas, Merhamet itp.) organizował pomoc nie tylko dla członków gminy, ale i innych narodów-ofiar bośniackiego konfliktu.
Cieszący się szacunkiem bh opinii publicznej Finci postanowił dnia pewnego zakandydować na członka Prezydium BiH. I… ups! Natrafił na, że będę nudna –ścianę, zbudowaną z paragrafów bh konstytucji (znaną w kraju behara pod nazwą Aneks nr 4), która członkom innych niż B, Ch, S, narodów kandydować do władz państwowych zabrania.
Normalnie - gdzie trzech się bije, tam czwarty korzysta, niestety w tej sytuacji wypada tylko sprafrazować rzecz następująco – gdzie trzech się bije, tam czwarty wali głową w mur…
Tu zresztą tradycyjnie bh absurd bh absurdem bh absurd pogania:), bo przedziwnym jakimś sposobem, konstytucja - narzucona przez USA - największą demokrację świata, uniemożliwia korzystanie wszystkim obywatelom bh państwa z ich demokratycznych praw; w dodatku Finci jako ambasador, członek niewielkiej mniejszości narodowej (jednej z 17 w BiH) reprezentuje tę BiH i te jej konstytutywne narody, które na jego skargę rozkładając ręcę poradziły mu „iść z tym do Europy”, jako że niesprawiedliwość ta została Bośni narzucona z zewnątrz.
Warto nadmienić, że swoje zażalenie złożył Finci wspólnie z przedstawicielem bh Romów Dervo Sejdiciem; wcześniej podobny problem miał jeden z Boszniaków, który jako mieszkaniec RS także nie mógł zostać kandydatem do Prezydium BiH.
Cóż, pan Finci, skoro nie było mu dane skorzystać z praw prostego obywatela BiH (zamiast robić kolejną aferę w już i tak skonfliktowanym społeczeństwie) postanowił skorzystać z praw prostego obywatela Europy i „poszedł z tym do Strasburga”:).
„…w tym państwie wszyscy są pozbawieni praw, zależy od tego w jakiej [tego państwa] części mieszkają” – mówił Finci trzy miesiące temu dla „Hercegovackih novin”, które opublikowały z nim długaaaśny wywiad, w którym ambasador mówi nie tylko o swoim problemie z kandydowaniem, ale także (bez zbędnych emocji) o stosunkach z bh muzułmanami i ef.Cericiu, z którym wspólnie stworzył Radę Międzyreligijną BiH, ale także o bośniacko-hercegowińskiej społeczności żydowskiej która, jak zauważył – na szczęście jest zbyt mała, aby stanowić wystarczającą mniejszość:), a co dopiero większość, która byłaby w stanie realizować swoje interesy (czyt. dodawać ognia do bh kotła:)
Fakt faktem Żydów w BiH jest coraz mniej (pisałam już o tym trochę w poście z zeszłego roku, chyba..:). W samym Sarajewie pozostało oficjalnie ok. 700 członków gminy, poza tym niewielkie gminy żydowskie istnieją w Mostarze, Tuzli, Zenicy, Doboju, Banja Luce; wszystkie one razem z towarzystwem kulturalno-oświatowym „La Benevolencija” tworzą społeczność żydowską BiH.
W toku wojny ucierpiało 7 Żydów (Finci przypomina, że osoby te, cierpiały nie z racji przynależności do narodu żydowskiego, ale po prostu jak wszyscy inni mieszkańcy Sarajewa). Wg statystyk na pocz. lat 90-tych Sarajewo opuściło ok.1000 osób z 1200 Żydów stolicy. Dziwną te matematykę (bo – jak napisano wyżej- dziś jest ich ok.700) Jakob Finci tłumaczy tym, że w czasie działań wojennych znaleźli się ludzie, którzy dopiero wtedy zadeklarowali się jako Żydzi; skądinąd wiadomo, że gmina na listy pomocowe wciągała także nie –Żydów, pomagając im wydostać się z oblężonego Sarajewa, a z zaopatrzenia jakie docierało do gminy korzystali wszyscy mieszkańcy miasta.
W czasie wojny uległo zniszczeniu kilka wysokiej klasy starych, żydowskich obiektów, w tym stary cmentarz z 17w.; Finci mówi o kosztownej odnowie nekropolii tak: „(…) mamy moralny dylemat: w tym mieście wciąż są ludzie, którzy nie mają gdzie mieszkać albo pracować. W tej sytuacji, mamy wykładać na miejsca pracy czy na groby?”
Wspomina też o niknącej liczbie członków gminy, jej stopniowym starzeniu się i emigracji młodych („Jeśli liczba twoich lat zaczyna być większa od numeru twojego buta, to jest już poźno na nowy początek”:)).
Szeroko (i bez zbędnych emocji) wypowiada się też o restytucji mienia („Nacjonalizacja to jak zrobić jajecznicę z trzech jaj. Restytucja to jak zrobić trzy jaja z jajecznicy”:)), oraz dużo o swoim rodzinnym kraju, a z wielu mądrych refleksji pana Jakoba Finci na koniec wybieram jedną: „Jedna, z bardzo bliskich mi definicji mówi, że BiH jest państwem dwóch entitetów, trzech konstytutywnych narodów, czterech tradycyjnych wyznań i stu problemów. Nie ma takiego wysokiego przedstawiciela, ani takiego przywódcy religijnego, który ma czarodziejską różdżkę i naprawi wszystkie sto problemów. Ale, jeśli każdy posprząta swoje podwórko, jeśli każdy zrobi swoją część pracy, sytuacja ulegnie zmianie. Niestety, tutaj wszyscy wolą robić to, co do nich nie należy – duchowni zajmują się polityką, politycy religią.”
*
Grasias za uwagę, był to żydowski głos rozsądku w waszych domach:)









poniedziałek, 3 sierpnia 2009

"Stary" ma 5 lat!

Stary Most rzecz jasna. Właściwie Nowy\Stary, jak nazywają go teraz mieszkańcy Mostaru. Dokładnie 23.07.2004 oddano uroczyście do użytku zniszczony przez chorwackie wojsko(mistrz Hajrudin zapewne przewracał się w turbe...) kamienny most na Neretwie - symbol miasta, wybitny hercegowiński zabytek epoki osmańskiej (1566).
(Pyszne historie o Starym podaje m.in. B.Jezernik w "Dzikiej Europie..."). Tyle tytułem przypomnienia.
Teraz wyznanie osobiste: pisząca te słowa, co przyznaje pękając z dumy, była jedną z 3 pierwszych (a może nawet najpierwszą:) osobą, która przekroczyła kultowy kamienny łuk pierwszego dnia nowego życia mostu!! :)
I nikt mi tego nie odbierze!:)
I na pewno! pierwszą klientką na otwierającym wczesnym rankiem swe podwoje Kujundżiluku.
(Pomijam dzień uroczystego otwarcia mostu, bo wtedy biegały po nim tzw.VIP-y, których trudno wszak zaliczyć do "zwykłych użytkowników" przeprawy, którym służy.)
*
Niestety, z przyczyn obiektywnych, możliwości dotarcia na zlaną blaskiem fajerwerków uroczystość nie miałam, ale obserwowałam ją z pewnego oddalenia (niecałe 70km:) na szklanym ekranie dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego kelnera, który był mi łaskawie przełączył tv na odpowiedni kanał (dokładnie BBC), albowiem miejscowych Chorwatów otwarcie nowego mostu obeszło tyle co zeszłoroczny śnieg (i to w Skandynawii, bo nad hercegowińskim morzem pada on bardzo rzadko). Śmiem twierdzić, że jedyną osobą pośród 1400 stałych mieszkańców wioski, którą fakt ten żywo zaintersował byłam li tylko ja.
Także mostarscy Chorwaci, jak głosiła większość komentarzy dnia następnego, "z radości" pozamykali się w domach..., nawet transmisji telewizyjnych po zachodniej stronie miasta było ponoć, jak się to "u nas" mówi "ni za lijek"...
Kontrowersji nie brakowało i przed wielkim otwarciem, nie wszystkim podobała się oprawa uroczystości (reżyserował całość Sulejman Kupusović, którego "dziełem" wcześniej była m.in. dżenaza [uroczystość pogrzebu] Aliji Izetbegovicia), a w dniu otwarcia Mostar wyglądał jak oblężona twierdza (przez wojska jeszcze wtedy SFOR-u).
*
Czas leczy rany, więc do dziś most służy wszystkim mieszkańcom miasta, nawet tym, którym się nie podoba...:)
Ledwie kilka dni później, po przecięciu wszystkich wstęg i uroczystych mowach, rozpoczął się pierwszy po wojnie kultowy konkurs skoków do Neretwy. W sposób pokojowy i bez żadnych zgrzytów do Nerewy jeden po drugim wpadali skoczkowie ze wszystkich byłych YU-republik:), oraz goście specjalni spoza Yugi.
Z tegoroczną imprezą minęłam się o dzień:(...
Same zawody, jak twierdzi historia starsze są od Starego i odbywały się jeszcze, gdy przez rzekę przerzucona była lewie drewniana kładka. Zwycięzcy zawodów konkurujący w dwóch kategoriach (skoku "na nogi" i "na główkę") są potem noszeni na rękach jak prawdziwi bohaterowie. Nie dziwota, miejsce, w którym lądują, jest pod koniec lipca! (45st.w cieniu)najpłytsze na całej Neretwie (to także pełen kamieni i najwęższy fragment koryta rzeki). Do tego skok musi być wykonany w pięknym stylu.
Cóż, ja w "pięknym stylu" całą zabawę obserwowałam i parę fotek wykonałam:)
Na zdjęciu powyżej most ma dopiero 7 dni. Jak się dobrze przyjrzeć widać "Ikara" skaczącego "na głowę".

To jeszcze "Ikari 04'",
tu skoczek leci "na nogi"...









A tu most dzień po otwarciu, ociężała cykada (nomen omen - skakavac:) na pierwszym planie też jakaś taka "day after"...:)

sobota, 11 lipca 2009

11 lipca 1995

Srebrenica 11.07.1995


p.s. W tę smutną rocznicę wczoraj na jednym z głównym placów Belgradu w pobliżu serbskiego parlamentu oczy moje ucieszył widok wiecu upamiętniającego masakrę popełnioną na Boszniakach. Ogromne wypisane cyrylicą hasło składało się z jednego słowa ODGOVORNOST (ODPOWIEDZIALNOŚĆ). Jak zawsze w takich momentach pod ręką brakuje aparatu...

środa, 8 kwietnia 2009

"Nie jesteśmy samolotami! Jesteśmy Cyganami!" Dziś Międzynarodowy Dzień Romów

Istnieje w Rosji legenda o stadzie cudownych ptaków o najpiękniejszych głosach jakie słyszał świat. Podczas swojej podniebnej wędrówki stado nadleciało nad cudnej urody miasto i pałac, cały ze złota, w którym żyły kury. Chcąc zatrzymać przy sobie niezwykłych śpiewaków, kury obsypały je złotem i klejnotami i ptaki, nie mogąc oprzeć się bogactwom, wkrótce dały się zamknąć w pałacu. Tylko jeden z ptaków odmówił bycia więźniem złotej klatki: przepełniony bólem wzniósł się w niebo, po czym zabił uderzając w mur pałacu. W tym momencie z nieba zaczęły spadać czerwone pióra, a z uwięzionych ptaków opadać całe złoto. Wyswobodzone zamachały skrzydłami, ale na próżno - już nie potrafiły latać. Tak więc "uziemione" ptaki pobiegły za czerwonymi piórami niesionymi przez wiatr zrzucając po drodze swe pióra i stając się ludźmi.
Tak, jak mówi legenda, powstali Cyganie.
***

Powyższa legenda jest fragmentem jednego z wyjątkowych felietonów Borisa Dezulovicia ("Hrvati, Cigani!...", 2001), którego teksty mają te ważną zaletę, że choć w założeniu mówią o Chorwacji i Chorwatach, niosą - jak się to mówi - uniwersalne przesłanie.
Chorwacki pisarz i dziennikarz wspomina w nim i swoje spotkanie z Romami w wojennym Sarajewie, gdy latem 92r. strzelano do nich na przedmieściach stolicy BiH. Stary mężczyzna, Rom, zlany krwią żalił się grupie zagranicznych dziennikarzy: Dlaczego strzelają do nas pociskami przeciwlotniczymi? Przecież jesteśmy Cyganami, nie samolotami!"
Pisząc dalej o sytuacji Romów w Chorwacji wspomina słowa przewodniczącego zagrzebskiego Związku Romów, który stwierdził, że Romowie czują się zagrożeni nie tylko ze strony ogolonych na łyso zbirów, ale i policji. Pewnego dnia jeden z policjantów tak się wydarł na jakiegoś Roma, że ten w końcu odpalił mu przytomnie: Nie drzyj się tak na mnie! Nie jesteś moją żoną! :)

W Bośni ta sytuacja nie jest wcale lepsza. Przed wojną liczbę bośniackich Romów obliczano na ok. 50.000. Na dzień dzisiejszy nie sposób dokładnie określić tej liczby; w ciągu wojny wygnano lub zabito około 70% populacji. Obecnie Romowie to jedna z najbardziej zagrożonych bh nacji.

Żyjemy w świecie, pisze Dezulović, w którym słowo "Cygan" jest obelgą, bo "Cyganie są brudni, śmierdzący, kradną, a Cyganki porywają i jedzą na obiad małe dzieci". Więc "trzeba ich wyrzucić z naszych miast - tych lśniących pałaców"
***
Istnieje legenda, czytamy w felietonie, o lśniącym pałacu całym ze złota, w którym mieszkał różnego rodzaju drób. Pewnego dnia z pałacu zniknęły wszystkie gęsi. Mówiono, że skończyły w pasztecie. Kury, których było najwięcej nie zaniepokoiły się jakoś przesadnie. "Te gęsi i tak były głupie, gdyby dawały jaja na jajecznicę byłyby żywe". Wtedy pewnego dnia zniknęły wszystkie kaczki: pewnie skończyły w sosie żurawinowym. Kury odetchnęły, wreszcie pozbyły się tych skąpych kaczek, gdyby dawały jaja na omlet, byłyby żywe. Wówczas gdzieś w okolicy Wielkanocy zginęły wszystkie grube indyki. "Same są sobe winne, skoro nie chciały dawać jaj na pisanki!" Potem, jeden za drugim znikały wszystkie ptaki śpiewające: skończyły w klatkach bo, po pierwsze - za pięknie śpiewały, po drugie - zabierały kurom ziarno. "I były za leniwe, by dawać jaja do ciasta!" - z lekcewżeniem zauważyły kury zadowolone, że w końcu zostały same.
A kolejnego ranka przyszła kolej i na nie.
Wtedy oszalałe kury zdecydowały się pokazać jaja! Ale, było już za późno...
***
"Przekrzykuję Rivę - pisze autor - wraz z Esmą Redżepovą, Sabanem Bajramoviciem (...) - ptakami, które zapomniały jak się lata".
"Odmawiam bycia kurą, która myśli, że cały świat zamyka się w jej klatce i od dzisiaj oficjalnie ogłaszam się Cyganem. Niech nikt mi nie mówi, że mi tego nie wolno, i że Chorwat nie może być Cyganem. W ich języku mianowicie, w odróżnieniu od chorwackiego - Rom znaczy "człowiek".

niedziela, 1 marca 2009

Sretan Dan nezavisnosti!

17 lat temu 1-go marca 1992 (tudzież 1413) Bośnia i Hercegovina oficjalnie ogłosiła swoją niepodległość. W referendum rozpisanym na polecenie Komisji Arbitrażowej Międzynarodowej Konferencji d\s Jugosławii w końcowej fazie rozpadu SFRJ 64% obywateli SRBiH opowiedziało się za niezawisłością swojej republiki, a parlament SRBiH tego dnia podpisał Deklarację o niepodległości.
*
*

Tegoroczne obchody jak zawsze "uświetniły" "występy" bh polityków. Członkowie Prezydium BiH Żeljko Komsić i Haris Silajdżić spotkali się z korpusem dyplomatycznym i ludźmi bh kultury na wspólnej uroczystości, na której zabrakło jednak przedstawicieli RS (w tym przewodniczącego Prezydium BiH Nebojszy Radmanovicia. Stawił się za to ambasador Serbii w BiH Grujica Spasović. Czy ktoś coś z tego rozumie?)
"Komsza" przy okazji przypomniał o palących problemach ojczyzny - 700.tysięcznym bezrobociu i "białej dżumie", jaką jest masowa emigracja młodych obywateli z BiH (9 na 10 osób marzy o wyjeździe lub kraj opuszcza). Pogroził też wszystkim "gorącym głowom" w BiH: "I w 1992r. chcieliście podzielić kraj w kilka dni. Teraz nie ma takiej (...) siły, która by wam na to pozwoliła. (...) Nawet o tym nie myślcie".
Amin:)

środa, 18 lutego 2009

Ciszej nad tą trumną!

Od dobrych kilku miesięcy nie ustaje awantura, której przedmiotem jest pomnik ku czci dzieci poległych w Sarajewie podczas wojny 1992-1995.
Od początku lutego br. w tzw.Wielkim Parku w stolicy BiH wszyscy mają okazję oglądać to:
*
Autorem pomnika jest Mensud Keco, który nad dziełem pracował ponad rok. Twierdzi, że z rezultatu swojej ciężkiej pracy jest zadowolony; powołuje się też na komisję, która jednogłośnie zaakceptowała jego projekt.
Pomnik słada się z brązowej obręczy zrobionej z pozostałości granatów i innej amunicji, którą zebrano po wojnie, po czym odlano w formie pierścienia, na którym odciśnięto stopy równieśników dzieci, które zginęły m.in. podczas oblężenia Sarajewa. Dwie szklane figury w środku symbolicznie przedstawiają matkę próbująca ochronić swoje dziecko. Całość ma być uzupełniona odpowiednim oświetleniem, a oficjalne otwarcie nastąpi być może w Dniu Miasta Sarejewa 6-go kwietnia.
O co cała awantura?
Otóż, już jesienią zeszłego roku koordynatorka organizacji pozarządowej "Dziecięcy ruch pokoju, miłości i przyjaźni - Dzieci Sarajeva" p. Ivana Mostarac oświadczyła w imieniu rodziców zabitych dzieci, że ci są niezadowoleni z wyglądu pomnika, który jej zdaniem przypomina - cytuję - "męski organ" i jako taki niesie złe przesłanie w kierunku rodziców ofiar. Pomnik, jej zdaniem, jest przy tym za drogi, oraz zrobiony z nieodpowiedniego, nietrwałego materiału.
Jak wiadomo pomnik ma już swoje miejsce.
Ale to nie wszystko: parę dni temu p. Mostarac i organizacja "Dzieci Sarajewa" wystosowała pismo do nowego burmistrza miasta Aliji Behmena żądając usunięcia pomnika oraz rewizji jego kosztów. Na jego miejscu, miałoby powstać "coś" w rodzaju otwartej księgi, na której stronach miałoby być wypisane 1.400 nazwisk dzieci-ofiar wojny.
I to nie koniec: dziś w portalu sarajevo-x.com ukazało się oświadczenie "Stowarzyszenia Rodziców Dzieci-ofiar wojny 1992-1995", w którym jej członkowie odrzucają zarzuty pani Mostarac, że jakoby nie odpowiadała im forma pomnika. "Obrażają nas oświadczenia dla mediów p.Mostarac, która nie jest członkiem naszego stowarzyszenia, ani rodzicem zabitego dziecka, a przedstawia się jako obrończyni naszych praw. (...) Wystarczy przeczytać z czym porównuje wygląd pomnika. (...)Po wyborze postumentu został on zaprezentowany rodzicom, z których żaden się nie sprzeciwiał". Przew. stowarzyszenia Sabrija Zimić powiedział też, że jego dwie córeczki same odcisnęły swoje stopy na obręczy pomnika na cześć swej zamordowanej siostry.
Z ankiety wspomnianego portalu wynika, że 73% mieszkanców Sarajewa pomnik nie przypadł do gustu. Pośród licznych głosów na forum, do mnie najbardziej przmawia ten:
"U nas pjęcie o sztuce współczesnej sprowadza się do osądzenia i poniżenia (...), zostawcie ten pomnik i walczcie o naprawdę ważne rzeczy, np. by teraz dzieciom żyło się lepiej, by chodziły do lepszych przedszkoli, szkół i szpitali..."

piątek, 11 lipca 2008

11 lipca 1995

Prof. Janja Beč Neumann jest serbską Żydówką z Vojvodiny, którą opuściła w 1992 r. wraz z 200 tysiącem innych "dezerterów", którzy nie chcieli "strzelać na Dubrovnik i Sarajevo".
Od kilku lat na uniwersytetach w Sarajewie, Dubrovniku, Nowym Sadzie, Kragujevcu, Bolonii, Madrycie, Hamburgu, Buenos Aires i innych miastach prowadzi wykłady pt. "Zbrodnia wojenna, ludobójstwo i pamięć: korzenie zła - chcę zrozumieć".
Od 1992r. bada i pisze o tragicznych wydarzeniach w BiH i ludobójstwie w Srebrenicy, wydała 7 książek o tej tematyce, a w 2005r. wraz z innymi 999 kobietami była kandydatką do Pokojowej Nagrody Nobla.
W zeszłorocznym wywiadzie dla chorwackiego Ferala mówi m.in., że niezdolność zmierzenia się Serbii z bolesną przeszłością blokuje cały region i "że znajdujemy się w stanie, który nazywam banałem obojętności."
Prof. Janja Beč wspominając swoje wykłady w Nowym Sadzie i Kragujevcu zauważa, że nigdzie tak jak tu nie spotkała się z takim brakiem wiedzy i relatywizacją wojennego zła. "Ludobójstwo przede wszystkim myli się ze zbrodniami wojennymi, lub stawia się między nimi znak jedności, a to jest część procesu relatywizacji (...) wyrażanym na różne sposoby, a sprowadzającym się do: tak, ale wszyscy to robili. Drugiej części tego zdania (...), ze zbronie wojenne zdarzały się po wszystkich stronach, ale ludobójstwa dokonano tylko na Bośniakach, już się nie wypowiada."
"Obojętność to reakcja obronna, jak i dwa wiodące w Serbii nurty: racjonalizacja - "wszyscy tak robili" i normalizacja - "a Indianie, a Gułag, a Holokcaust? Według mnie, wyjściem z tego (...) banału obojętności jest powiedzenie: wiedzieliśmy, jest nam przykro, wstydzimy się.(...) To jest minimum. Nie negować, to jest nieprzyzwoite."
Prof. Janja Beč, jako osoba ściśle współpracująca z organizacją "Matki Srebrenicy", wspomina też dzień wydania orzeczenia odpowiedzialności Republiki Serbii w sprawie srebreniczkiej masakry: "Byłam jedyną kobietą przed sądem, która nie doświadczyła tej tragedii. (...) Ale tego 26 marca stojąc tam z nimi doznałam uczucia samodestrukcji, miałam ochotę oblać się benzyną, zapalić i zniknąć. (...) Dziennikarzowi Reutersa powiedziałam, ze zaprosiłabym tych sędziów do mnie na kursy, gdzie pierwsze zdanie wykładu brzmi: Ludobójstwo jest zbrodnią państwa. Nie ma pojedyńczego człowieka, który jest w stanie tego dokonać, bo to złożona operacja.(...) Serbia otrzymała orzeczenie kompromisowe. (...) To, co powiedział patryjarcha Pavle (...):"Powiedziano - nie jesteśmy winni", to nie tak. Sorry, jesteśmy winni, ponieważ temu nie zapobiegliśmy."
"Nie ma złych czasów, wojna nie psuje ludzi, ona tylko pokazuje kto jaki jest. Ponieważ i w czasie wojny byli ludzie którzy pomagali i ratowali swoich sąsiadów, tych "innych"."
I już na koniec: "Trzeba pamiętać, a przy tym dążyć do równowagi. Jeśli w ogóle nie mówi się o przeszłości, jak to się dzieje na tym terytorium od 500-set lat, wtedy tylko kolejne traumy nakładają się na siebie. (...) Ale mówienie tylko o przeszłości nie jest dobre, bo wtedy tracimy energię i czas potrzebne na przyszłość".
"Feral Tribune" 1.06.2007

niedziela, 6 kwietnia 2008

Sve najbolje Sarajevo!

Dziś 6 kwietnia – Dzień Miasta Sarajewa!

Obchody Dnia Sarajewa zaczęły się na cmentarzu szahidów Kovači, gdzie przedstawiciele władz miasta, z burmistrz Semihą Borovac na czele, złożyli wieńce i oddali hołd poległym obrońcom Sarajewa.

Trzydniowy program obchodów Dnia Miasta, który zaczął się w sobotę, obejmuje szereg uroczystości, wydarzeń kulturalnych i imprez sportowych.

Dzisiaj burmistrz miasta, podczas uroczystości w Vijećnicy (dawny Ratusz i Biblioteka Narodowa) wręczyła odznaczenia dziesięciu „sprawdzonym przyjaciołom Sarajewa i Bośni i Hercegowiny” za wybitne zasługi. Borovac przypomniała, ze Vijećnica za 14 dni obchodzi swoje 112 urodziny. „Vijećnica jest dumą i duszą tego miasta i symbolem duchowego oporu Sarajewian wobec niszczenia, zabijania i nienawiści, a Sarajewo jest w skali światowej niewielkim, ale prawdziwie kosmopolitycznym miastem. W nim spotkały się i splotły różne cywilizacje, kultury i tradycje i wszystko to dzisiaj widać gołym okiem, mimo tragicznych doświadczeń z niedawnej przeszłości”, powiedziała pani burmistrz.

Obok oficjalnych uroczystości miała miejsce demonstracja przed Teatrem Narodowym, zwołana przez nieformalną grupę „Mieszkańcy Sarajewa”. Demonstranci przyznali anty-nagrody za niedopełnienie obowiązków pani burmistrz miasta, naczelnikowi kantonu Sarajewo i premierowi FBiH, a także domagali się ich dymisji.

Przypomnijmy; Dzień Miasta Sarajewa ustanowiono na pamiątkę wydarzeń z 5 kwietnia 1945 r., kiedy to pierwsze oddziały 16-stej muzułmańskiej ludowowyzwoleńczej brygady uderzeniowej przedostały się do miasta od strony Vratnika i wraz z innymi brygadami oswobodziły Sarajewo.

(źródła: fena.ba, sarajevo-x.com, saray.net, fot.M.Pietruszka)

Sarajevo, divno mjesto... beharliblog želi ti SVE NAJBOLJE!

Na Drini ćuprija ... i co było dalej

„Na tom mestu gde Drina izbija celom težinom svoje vodene mase, zelene i zapanjene, iz prividno zatvorenog sklopa crnih i strmih planina, stoji veliki, skladno srezani most od kamena, sa jedanaest lukova širokog raspona.” (Ivo Andrić, Na Drini ćuprija)

Most na Drinie, most Mehmeda-paszy Sokolovicia, most Ivo Andricia, Stary Most w Višegradzie został wpisany na listę UNESCO. Stało się to w czerwcu 2007 r., ale oficjalna ceremonia wręczenia certyfikatu Komitetu Światowego Dziedzictwa przewodniczącemu prezydium BiH Harisowi Silajdžiciowi odbyła się 25 marca b.r. Ceremonia, na której obecni byli wszyscy, którzy na takich ceremoniach zwykle być powinni, odbyła się w Sarajewie, nie w Višegradzie. W budynku Prezydium BiH, a nie na višegradzkim Moście.

Dyrektor generalny UNESCO, Koichiro Matsuura wrócił do domu z niespełnionym marzeniem. „Przykro mi, bo chciałem pojechać do Višegradu i zobaczyć most Mehmeda-paszy Sokolovicia. Tymczasem doradzono mi, żebym tam nie jechał. Chciałem jednak pojechać incognito, bo od dawna pragnę oglądnąć ten piękny most. Od dawna o nim wiem, bo już przed 54 laty widziałem film „Ostatni most” (...). Naprawdę jest mi przykro, że nie jestem w Višegradzie, ale wierzę, że w przyszłości tam dotrę” – powiedział Matsuura.

Dlaczego tak się stało? Otóż dlatego, że doszło do pewnych „incydentów”, z powodu których Matsuura nie mógłby w spokoju napawać się pięknem 16-wiecznego arcydzieła architektury otomańskiej. Przedstawicielki bośniackiego stowarzyszenia Kobieta – ofiara wojny (Žena – žrtva rata) zapowiedziały na dzień 25 marca demonstrację, równoległą do ceremonii wręczenia certyfikatu UNESCO. Niech świat wie, a Bośnia pamięta. Niech dostojnicy wiedzą, że jak teraz oni stąpać będą po rozwiniętym na moście czerwonym dywanie, tak 11 czerwca 1992 roku czerwony dywan z krwi bośniackich cywili deptali serbscy oprawcy. Dlatego, wg Bakiry Hasečić, przewodniczącej stowarzyszenia, obok tablicy upamiętniającej wpis na listę UNESCO, powinna stanąć tablica ku czci ofiar.

Višegrad jest teraz zupełnie innym miejscem niż przed wojną ‘92-’95. Pod względem zmian w strukturze etnicznej mieszkańców, znajduje się na drugim miejscu po Srebrenicy. W czasie wojny na terenie gminy Višegrad zginęło ok. 3.000 cywilów. W 1991 r. mieszkało tam 63% Muzułmanów i 33% Serbów. Dane z 2007 roku jaskrawo pokazują skalę zmian: 10% Boszniaków i 90% Serbów. Spośród mieszkańców miasta Višegrad, zginęło 1760 osób. Doliczono się 1584 ofiar narodowości muzułmańskiej, 172 serbskiej i 4 chorwackiej. Los 771 višegradzian jest wciąż nieznany (Otisci). Wiele ofiar to kobiety i dzieci. Paramilitarne oddziały bośniackich Serbów dokonywały na Muzułmanach krwawych czystek etnicznych, a wiele egzekucji dokonano na moście, po czym ciała zrzucano do Driny.

Bakira Hasečić z grupą ok.70 kobiet, w zapowiedzianym dniu, zjawiła się przy višegradzkim moście, z tablicą upamiętniającą ofiary. Próbował jej przeszkodzić „pewien inspektor”, ale kobieta nie dała się zatrzymać. Całe wydarzenie ochraniała policja RS. Co ciekawe, serwis pincom.info podaje za „lokalnymi mediami”, że policja zapobiegła usytuowaniu tablicy na obiekcie pod ochroną UNESCO. Federalna novinska agencija donosi, że tablica została umieszczona.

„Na tym moście, tamtego 1992, chodziłam po krwi do kostek i chcę powiedzieć całemu światu, że zimny kamień nie jest cenniejszy niż 3.000 istnień. Dzisiaj jesteśmy tutaj, by powiedzieć prawdę, że jest to najbardziej krwawy most w światowym dziedzictwie (...)”, wyznała Hasečić. Rasim Muratović z Instytutu Badań Zbrodni Przeciwko Ludzkości z Sarajewa podsumował: „Dobrze, że UNESCO umieścił ten most na Liście Światowego Dziedzictwa, bo to właśnie daje nadzieję, że na tym moście (...), czy na jakimkolwiek innym (...) nigdy więcej nie będzie się zabijać ludzi i rzucać z mostu, jak miało to miejsce tutaj”.

(Źródła: fena.ba, sarajevo-x.com, pincom.info, zena-zrtva-rata.ba, visegrad92.blogger.ba, film Otisci – 15 godina poslije. Višegrad. na xyfilms.net)


Jak japońscy turyści mogą dotrzeć do mostu Mehmeda-paszy Sokolovicia

Podczas mojej ubiegłorocznej wizyty w Višegradzie, przekonałam się, że nie jest to takie proste. Szczególnie jeśli się jest np. japońskim backpakerem. Zaplanowałam sobotni wypad z Sarajewa, jednakże na „dworcu wschodnim” dowiedziałam się, że wypad może się przedłużyć do niedzieli z prostych względów, że po prostu nie ma biletów powrotnych oraz autobusów powrotnych. Chociaż nocowanie pod TAKIM Mostem w sumie byłoby zaszczytem, istniała możliwość, że po ok. godzinie pobytu w Višegradzie (podróż w 1 str. Istočno Sarajevo – Višegrad trwa ok 3,5 h) złapię autobus mknący z Belgradu. Z tej możliwości skorzystałam, jednak do tej pory żałuję, że nie zdążyłam wejść pod most i zobaczyć go z żabiej perspektywy (następnym razem;). Problem dojścia z dworca autobusowego również sam się rozwiązał, ponieważ autobusy nie zajeżdżają na višegradzki dworzec (który podobno znajduje się: jak pójdę w lewo, to potem do góry, potem znowu w lewo i w prawo, przez tunel, za siedmioma górami i w lewo), ale wysadzają nielicznych bądź pojedynczych pasażerów na szosie, tuż przy moście. Kasaby już nie ma, ale skala została. Višegrad pozostaje głęboko w cieniu mostu. Most jest godny majestatu Driny. Oni tam panują: Most i Drina.

środa, 2 kwietnia 2008

Papa znów wśród sarajewian

Burmistrz Sarajewa pani Semiha Borovac w rozmowie z nuncjuszem apostolskim Alessandro D'Errico potwierdziła swoje poparcie dla budowy w stolicy BiH pomnika Jana Pawła II.

Papież pielgrzymował do BiH dwukrotnie. Do pierwszej podróży, wstrząśnięty wydarzeniami wojny był gotowy już w 1994 roku, niestety Bośnia, z oczywistych względów - nie. Przemówienie przygotowane na tę okazję Jan Paweł II wygłosił w Castel Gandolfo. Odpowiednie warunki do organizacji pielgrzymki pojawiły się dopiero 3 lata później w kwietniu 1997r., gdy Jan Paweł II przyjechał do Sarajewa. "Polski fanatyczny wojownik o demokrację i prawa człowieka...", przyjęty z radością i wdzięcznością przez Chorwatów i Muzułmanów, z dystansem (lecz nie wrogością) przez Serbów, zwrócił się do wiernych, tradycyjnie w lokalnym języku, stanowczo wzywając do wysiłku na rzecz trwałego pokoju w BiH. Gospodarzami wizyty byli m.in. ówcześni członkowie Prezydium BiH - Kresimir Zubak i (sądzony potem w Hadze) Momcilo Krajisnik i Alija Izetbegović który, wobec zapowiedzi zamachu na papieża, poruszał się samochodem razem z nim, jako swego rodzaju "gwarant bezpieczeństwa".
Następna papieska wizyta w czerwcu 2003r., z tym samym przesłaniem, odbyła się w Banja Luce (obecnie stolicy Republiki Serbskiej). Jan Paweł II z troską życzył Bośni postępu i pokoju. Niestety podczas i tej pielgrzymki obok papieża nie pojawił się żaden oficjalny przedstawiciel serbskiej cerkwi.

Pomysł wybudowania pomnika Jana Pawła II pojawił się w czerwcu zeszłego roku i od razu zyskał poparcie m.in. władz państwa, miasta i wszystkich przywódców religijnych, a ważne bh media ogłosiły, że to jedna z najbardziej szlachetnych inicjatyw w powojennej Bośni.
W Polsce powstanie pomnika zapowiedziała sama burmistrz Sarajewa Semiha Borovac podczas konferencji organizowanej przez Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie we wrześniu 2007r.
Nie znane jest jeszcze miejsce, na którym stanie postument z Ojcem Świętym. Początkowo brano pod uwagę wyłącznie plac przed katedrą, ale w grę wchodzą i inne lokacje ( m.in. miejsce przed kościołem św. Józefa).
O konkretnej dacie odsłonięcia też na razie cicho, ale na pewno wkrótce papież znów pojawi się między Sarajewianami. Tym razem na zawsze... .

(źródłó: "Slobodna Bosna" 28.06.2007,
Net.hr i wwwwlasnedoswiadczenie)